Reklama

Reklama

​Plebiscytowe postscriptum

Chociaż od rozstrzygnięć 86. Plebiscytu Przeglądu Sportowego minął już tydzień, "nie chcę, ale muszę" wrócić na chwilę do tego wydarzenia. Otóż o ile, bezapelacyjne zwycięstwo Roberta Lewandowskiego było łatwo przewidywalne, o tyle dalsze lokaty w pierwszej dziesiątce, co najmniej zastanawiają, i dają sporo do myślenia, co do hierarchii i aktualnej popularności różnych dziedzin sportu w Polsce - specjalnie dla Interii pisze szef Polsatu Sport Marian Kmita.

Zwycięstwo Pana Roberta można było przewidzieć, ale rozmiary tej wiktorii już nieco zaskakują. Prawie sto tysięcy głosów przewagi nad drugą na podium Igą Świątek, to dystans miażdżący, potwierdzający zwyczajową przewagę futbolu nad resztą dyscyplin sportowych. To zjawisko, nie tylko w Brazylii tłumaczy się jednym zdaniem: "Piłka nożna to nie sport, to religia". Stąd pewnie taki rezultat, co w niczym Pani Idze humoru nie popsuło. Na scenie wyglądała na osobę bardzo ukontentowaną. Miałem zaszczyt osobiście wręczać jej statuetkę Championa i zażartowałem, życząc jej zwycięstwa w tegorocznym (Daj Bóg, żeby się odbył) Wimbledonie i detronizacji w następnym Plebiscycie "PS" Roberta Lewandowskiego. Na to Pani Iga dowcipnie odpowiedziała, że na trawie to jednak lepiej czuje się Robert, a ona sama, jak na razie, bardziej na twardej nawierzchni. Pomimo skromności i pokory, w oczach Pani Igi dostrzegłem błysk charakterystyczny dla osób, które jak już wychodzą do walki to zawsze po to, aby zwyciężać. I tego jej życzę, nie tylko w tym roku, bo dziewczyna, i talent, i charakter ma wyjątkowy.

Reklama

Tak więc, dwa pierwsze miejsca były mniej więcej wyliczalne, ale już od pozycji nr 3 mamy kompletne qui pro quo. Tak jak co roku nasi skoczkowie, w zależności od sukcesów w Turnieju Czterech Skoczni potrafią dogonić i przegonić każdego innego faworyta Plebiscytu, tak nikt nie bierze pod uwagę faktu, że Turniej stoi okrakiem pomiędzy Stary a Nowym Rokiem. Dlatego laureat trzeciego miejsca Kamil Stoch był tak zakłopotany swoim sukcesem, iż sam powiedział, że na jego miejscu powinien znaleźć się Dawid Kubacki, bo rok 2020 w skokach narciarskich to był jego najlepszy sezon. A Dawid wylądował aż na... 10 miejscu, bo już niewielu z głosujących kibiców pamiętało jego sukcesy sprzed 12 miesięcy.

Na pozycji numer 4 znalazł się niespodziewanie Kajetan Kajetanowicz i to jest prawdziwa sensacja, bo nawet zagorzali fanatycy sporów motorowych uważają, że Pan Kajetan jest mistrzem świata w kategorii PR, ale w uniwersalnych kryteriach, do innych mistrzów sportu w naszym kraju jest mu stosunkowo daleko. Werdykt kibiców był tym bardziej kontrowersyjny, iż na miejscu nr 5 znalazł się ubiegłoroczny triumfator Plebiscytu - Bartosz Zmarzlik. A wszystko, co zrobił "złego" w sezonie 2020 to to, że jako pierwszy polski żużlowiec w historii, obronił tytuł Indywidulanego Mistrza Świata. Z tego też, oczywistego  powodu był murowanym faworytem do "pudła" w tegorocznym plebiscycie, a tu masz... głosowano jednak na Stocha i Kajetanowicza!

Dalej też jest ciekawie, bo na miejscu nr 6, niecałe sześć tysięcy głosów za Zmarzlikiem, ulokowała się nasza najlepsza zawodniczka w... short tracku - Natalia Maliszewska. To dobrze wróży dla wzrostu popularności naszych łyżew szybkich, bo w pobitym polu Pani Natalia zostawiła niespodziewanie samego mistrza świata najważniejszej federacji MMA na świecie UFC - Jana Błachowicza i Wilfredo Leona. Co prawda ten ostatni nie nagrał się za dużo w ostatnim roku i jego obecność w pierwszej dziesiątce to chyba bardziej efekt wciąż dużej siły środowiska siatkarskiego, niż wyraz docenienia przez kibiców Wilfredo, jako zdobywcy Superpucharu Włoch. Tak czy siak, jeśli przedstawicielka wyścigów na łyżwach przeskakuje tych dwóch wspomnianych wyżej asów, oraz kolarkę Katarzynę Niewiadomą i samego Dawida Kubackiego, to coś na tej mapie naszych ukochanych sportów się zmienia. 

Czy zmieni się na trwałe, to czas pokaże, bo ten ostatni Plebiscyt był inny niż wcześniejsze, więc i wyroki głosujących mogły być niecodzienne. A z gustami, nie tylko sportowych kibiców, jak uczy stare porzekadło - nie dyskutuje się. Tylko się je przyjmuje i najwyżej bardzo się dziwi pytając - no jak do tego mogło dojść? Tak jak w tym roku.

Marian Kmita         

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje