Reklama

Reklama

Kadra ma być jak GROM

Najważniejsza impreza piłkarskiego sezonu tuż-tuż i trener Paolo Sousa szuka różnych sposobów na optymalne przygotowanie swojego zespołu do turnieju. A że zawodnicze "tworzywo", jakie ma do dyspozycji, nieco odbiega od tego, czym dysponują trenerzy mocarzy futbolowej Europy, coraz częściej sięga po metody niekonwencjonalne i zaskakujące klasycznego kibica piłki nożnej - pisze specjalnie dla Interii dyrektor ds. sportu w Telewizji Polsat, Marian Kmita.

Tuż przed meczem z Rosją na warsztatowe spotkanie z kadrą został zaproszony były operator Jednostki Wojskowej "GROM" - Paweł Mateńczuk, znany powszechnie jako Naval - autor wielu książek o działaniach jednostki w Afganistanie, Zatoce Perskiej i Iraku. Navala zaproszono na 45-minutowe warsztaty z kadrą Sousy, podczas których miał przekazać swoje doświadczenia i analogie pomiędzy drużyna futbolową a zespołem bojowym wojskowej jednostki specjalnej.

Z pozoru te analogie nie są aż tak oczywiste, bo teoretycznie i praktycznie na boisku nikt nie ryzykuje utratą życia, ale już w przestrzeni wspólnoty celu i relacji międzyludzkich w zespole można znaleźć wiele podobieństw. Tak więc, Naval zabrał się ochoczo do roboty, pokazując kolejne zagadnienia znane mu doskonale z kilkunastoletniej służby w GROM-ie w kooperacji z amerykańskimi żołnierzami Seals Navy, czy Brytyjczykami z jednostki SAS. Hasło przewodnie spotkania dotyczyło zagadnienia: "Jak ważne jest zgranie każdego zespołu w drodze do celu - zwycięstwa".

Reklama

Co prawda klasyczna sekcja w wojskach specjalnych to sześciu ludzi a drużyna piłkarska to co najmniej jedenastu, ale podstawowe zasady działania takiej grupy są bardzo podobne. Naval mówił o wzajemnych relacjach w zespole, odpowiedzialności, trosce o kolegę z zespołu i właściwie rozumianej wspólnocie celu. Opowiadał o roli lidera zespołu i cechach, jakie powinien posiadać. O jego wsparciu dla kolegów, ale i o koniecznej wyrozumiałości na wypadek kłopotów i niepowodzeń. Podkreślał specyficzną relację z dowódcą, do którego zespół musi mieć zaufanie i szacunek, ale jednocześnie dodał przewrotnie, że łatwiej walczy się za przyjaciół z zespołu niż za dowódcę, bo on jest daleko od pola walki. W przypadku futbolu jest na ławce, a nie na boisku, więc zasada jest ta sama.

Co ciekawe, jeden z akapitów wykładu dotyczył zrozumienia równouprawnienia wszystkich członków zespołu w drodze do sukcesu. Mówiąc ludzkim językiem, chodziło o to, że choć to Robert Lewandowski strzela bramki dla naszej reprezentacji, to równie ważna dla naszego egzekutora  i końcowego efektu jest praca logistyków czy speców od aprowizacji. Naval stwierdził, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy konstrukcją wojskowego komponentu na afgańskiej misji a ekipą PZPN wyjeżdżającą na mecz Euro ze Słowacją do Sankt Petersburga. I tu, i tam wszystko musi być zapięte na ostatni guzik a wzajemna odpowiedzialność wszystkich członków zespołu jest klarowna i precyzyjne opisana.     

Nasi piłkarze, i ci najmłodsi, i ci najstarsi słuchali z wielkim zainteresowaniem wykładu Navala. Zaplanowane 45 minut minęło bardzo szybko i kiedy warsztaty niespodziewanie dobijały do drugiej godziny, ze względu na inne zajęcia kadry, dość brutalnie je przerwano. Nie przeszkodziło to jednak, żeby "Lewy", Grzegorz Krychowiak i Wojciech Szczęsny po cichu poprosili Navala o krótką dogrywkę przy kawie, żeby dopytać weterana GROMU o kilka szczegółów zarządzania zespołem w "walce".      

Znam Pawła od kilku lat i byłem bardzo ciekaw jego opinii o reprezentacji i jej trenerze. Paweł był nimi zachwycony. Opisał kadrę jak grono autentycznych przyjaciół a ich coacha jak człowieka ciepłego, ale konkretnego. Po remisie z Rosją przysłał mi esemesa o treści: "Jestem z nich dumny, walczyli tak twardo i odpowiedzialnie, jakby zapamiętali wszystko z mojej prelekcji." Nawet jeśli to nie jest do końca prawda, to kontakt z Navalem naszym kadrowiczom na pewno nie zaszkodził. Sousa przy pomocy weterana GROM-u zrealizował najważniejszy cel. Wszyscy w kadrze wierzą, że nie tylko mogą wywalczyć miejsce w pierwszej jedenastce, ale nawet siedząc na ławce, są dla reprezentacji równie ważni jak Robert Lewandowski.      

Marian Kmita

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje