Reklama

Reklama

​Przypadkowy chłopak. Jak Totti

Czasem zamykające się drzwi do metra mogą zadecydować, jak ułoży się Twój los danego dnia. Nierzadko jeden dobry mecz, dobra interwencja, mogą zmienić losy piłkarza. Czy zdarzy się, że jeden fatalny sezon pewnego turyńskiego klubu na dziewięć poprzednich fantastycznych, zadecyduje o losach transferowych reprezentanta Polski?

Jestem w trakcie lektury książki "Francesco Totti, kapitan", w której legenda Romy opowiada historię z sezonu 1996/97, gdy był o krok od opuszczenia stołecznej drużyny. Sfrustrowany decyzjami trenera Carlosa Bianchiego i działaczy Romy, był gotowy odejść, a w zasadzie prawdopodobnie byłby zmuszony do rozstania. O wszystkim zadecydował przypadek i Totti pozostał w Rzymie, do końca kariery reprezentując barwy Giallorossich.

Totti ówczesne wydarzenia porównuje do historii z filmu "Przypadkowa dziewczyna" z Gwyneth Paltrow w roli głównej. Dla Romy ostateczna decyzja prezesa Franco Sensiego też okazała się właściwa. Choć głównodowodzący klubem długo opierał się, słuchał trenera Bianchiego i był gotów ściągnąć do stolicy Jariego Litmanena, ostatecznie postawił na Tottiego. Przypadek? W dużej mierze tak, jak wspomina były kapitan i legenda Romy. 

Reklama

Szczęsny do PSG?

Kto wie, czy teraz taki przypadkowy zbieg okoliczności nie zadecyduje o losach Wojciecha Szczęsnego? W Italii cały czas trwają przepychanki wokół przyszłości Gianluigiego Donnarummy. W jednym z możliwych scenariuszy bramkarz Milanu wędruje do Juventusu, a wówczas Szczęsny musi opuścić stolicę Piemontu. Podobno zainteresowany nim jest zespół PSG. Golkiper reprezentacji Polski i Neymar oraz Kylian Mbappe w jednym składzie? Czemu nie.

Czy Polak będzie miał wpływ na taki scenariusz transferowy? Chyba ograniczony. Może się okazać, że to wola młodego bramkarza reprezentacji Włoch oraz włodarzy Milanu i Juventusu będą ważniejsze. A może to tylko gra menedżera "Gigio", Mino Raioli?

Zmienne kursy

Jedno jest pewne - w nadchodzącym czasie wokół polskich piłkarzy może dziać się sporo, może być dużo zamieszania. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że łakomymi kąskami na rynku będą Sebastian Walukiewicz i Paweł Dawidowicz. Dziś ten pierwszy skończył niestety na głębokiej rezerwie w Cagliari. Do końca ubiegłego roku zagrał w 13 spotkaniach ekipy z Sardynii. W 2021 już tylko sześć, ale od 14 lutego nie zagrał ani razu, a Cagliari zmierza do Serie B! Jeśli więc dojdzie do transferu polskiego obrońcy, to raczej nie będzie to wielki awans sportowy.

Teraz wyprzedził go piłkarz Hellas Werony. Dziś Dawidowicz ma na koncie 23 występy i aż 17 z nich w podstawowym składzie ekipy z miasta Romeo i Julii. W dodatku Hellas jest na 9. miejscu i gra ciekawą piłkę. Choć akurat seria 5 porażek w ostatnich 6 kolejkach nieco pogorszyła humory kibicom klubu.

Zupełnie inaczej niż sytuacja Sampdorii, która nie tylko pokonała Weronę, ale wcześniej wygrała z Torino i zremisowała z Milanem, dzięki czemu przerwała fatalną serię 5 meczów bez zwycięstwa. W barwach Sampy szaleje ostatnio Bartosz Bereszyński. Prawy obrońca naszej reprezentacji nie tylko zanotował w marcu pierwsze trafienie na boiskach Serie A, ale przede wszystkim jest znów podporą drużyny, która awansowała na 10. miejsce w tabeli. Być może wokół niego latem znów ożywi się ruch transferowy.

Drago straszy

Tak jak wokół chyba najbardziej interesujących kąsków wśród Polaków - Bartłomieja Drągowskiego i Piotra Zielińskiego. Ten drugi ma wysoką klauzulę odstępnego i być może nikt nie przekona prezesa Aurelio De Laurentiisa do sprzedaży Polaka, ale już "Drago" niemal na pewno opuści Florencję. Jest po prostu za dobry na "Violę".

Tym niemniej Drągowski musi wystrzegać się do końca sezonu pechowych sytuacji, jak w ostatniej kolejce, kiedy sprokurował rzut karny, a ostatecznie w drugiej połowie meczu z Sassuolo trzy razy musiał wyciągać piłkę z siatki. Polak jest w wyśmienitej dyspozycji w tym sezonie, ale potrzebne jest mu także szczęście, aby przekonać do siebie zainteresowanych. Choć czasem o wszystkim decyduje przypadek. Jak w 1996 roku, kiedy Sampdoria ostatecznie nie ściągnęła do siebie młodziutkiego Tottiego...

Marcin Lepa, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje