Reklama

Reklama

​Milan świętuje, Atalanta planuje, a Juve płacze

To miał być thriller i walka dwóch drużyn, które są winne zbrodni założycielstwa Superligi, a w tym sezonie za plecami Interu starają się wywalczyć kwalifikację do Ligi Mistrzów. Juventus, po 9 latach absolutnej dominacji, stara się już "tylko" o przepustkę do tych rozgrywek. Milan "aż" o nią walczy, po tym jak pościł od najbardziej prestiżowych pucharów 8 lat. Starcie tytanów na Allianz Stadium wygrał ten drugi 3-0.

Milan ostatni raz występował w Lidze Mistrzów w sezonie 2012/13. Juventus ostatni raz nie wywalczył prawa gry w Champions League rok wcześniej, a właśnie w tamtym sezonie powrócił do najważniejszych rozgrywek kontynentalnych. Teraz oba zespoły są na granicy zdobycia przepustek, ale o trzy pozostałe miejsca (Inter jako mistrz jest tego pewien) walczą z nimi jeszcze Atalanta, Napoli i Lazio.

Juve out, Pirlo out?

Tymczasem w Turynie oglądaliśmy bardzo ciekawe starcie, w którym na końcu to Rossoneri zdominowali przeciwnika. Odnieśli dzięki temu chyba najbardziej efektowne i niezwykle ważne zwycięstwo od 22 listopada ubiegłego roku, kiedy ograli na wyjeździe Napoli 3:1. Teraz do końca sezonu Milanowi pozostają jeszcze mecze z Torino, Cagliari oraz Atalantą i wygląda na to, że dwa zwycięstwa wystarczą im do premii w postaci zajęcia miejsca w pierwszej czwórce.

Reklama

Podopieczni Andrei Pirlo zaś ponieśli najdotkliwszą porażkę w sezonie. Przegrali już 0:3 z Fiorentiną 22 grudnia 2020 roku, ale wówczas od 18. minuty grali w "10". Teraz na własnym stadionie mogli ulec jeszcze wyżej, bowiem Franck Kessie nie wykorzystał rzutu karnego, który obronił Wojciech Szczęsny. Juventus do końca sezonu musi zagrać jeszcze z Sassuolo, Interem oraz Bologną i wydaje się, że to szalenie trudny kalendarz. Zwłaszcza dwa pierwsze starcia. Czyżby Stara Dama nie zagrała o Puchar z Wielkimi Uszami, a trener Pirlo miał zanotować kompromitujący sezon na początku kariery?

Czy za wynikami pójdą transfery?

Werdykt z niedzielnego wieczoru oznacza zarazem, że na dziś w znakomitej sytuacji, aby w przyszłym sezonie reprezentować Serie A są chyba najciekawsze drużyny w obecnych rozgrywkach: dominatorzy z Interu, fenomeni z Atalanty i pulsujący entuzjazmem piłkarze Milanu. Kto do nich dołączy?

No właśnie - to czwarte miejsce pozostaje do obsadzenia. Zarówno Napoli, Juventus, jak i Lazio w tym sezonie przeżywają wyjątkowo dużo kłopotów i falują z grą. Nieprzypadkowo ci pierwsi przegrali aż 9 razy, drudzy tyleż razy zremisowali, a do tego mają 6 porażek, zaś rzymianie zanotowali ich 10.

Z gorszych wiadomości - Inter przeżywa olbrzymie problemy finansowe i nie wiadomo, czy latem będzie w stanie wzmocnić kadrę. Atalanta na pewno nie zmieni stylu gry, póki jej szkoleniowcem pozostaje Giampiero Gasperini, ale także potrzebowałaby transferów, aby swobodnie połączyć Ligę Mistrzów i walkę na krajowym podwórku. W dodatku po czterech miejscach w czołowej czwórce Serie A w ciągu pięciu sezonów może czas powiedzieć: powalczmy o "scudetto"?

Zostaną na dłużej?

No a Milan? Rozgrywa drugi znakomity sezon i tym razem zasługuje na kwalifikację do Champions League, ale sezon spędzony w Lidze Europy pokazał, że kadra Stefano Piolego także potrzebuje wzmocnień. W dodatku kilku piłkarzy obecnego składu wcale nie jest pewna pozostania na kolejny rok. W tym kapitan Gianluigi Donnarumma.

Największy paradoks negocjacji transferowych golkipera Milanu polega na tym, że miał on niby trafić do Juve, a o ewentualnym przedłużeniu kontraktu z obecnym pracodawcą Mino Raiola miał rozmawiać tylko wobec wywalczenia przepustki do Ligi Mistrzów. Tymczasem okazuje się, że prędzej to właśnie Milan zagra w tych rozgrywkach i naciski agenta Donnarummy przestają mieć sens. Na czym skorzysta Szczęsny, pozostając w Turynie.

Marcin Lepa, Polsat Sport

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Lepa | AC Milan | Atalanta Bergamo | Juventus Turyn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje