Reklama

Reklama

Maciej Rybus: Nie mam konfliktu z trenerem Brzęczkiem

- Nie tylko ze mną takie sytuacje były. Pojawiało się dużo wywiadów, z których media próbowały zrobić jakiś zatarg z trenerem, z zawodnikiem albo nawet między zawodnikami. Nie ma żadnego konfliktu. Jedziemy na jednym wózku i dążymy do jednego celu - mówi w rozmowie z Interią zawodnik Lokomotiwu Moskwa i reprezentacji Polski, Maciej Rybus.

Wbrew ostatnim doniesieniom nie pakuje walizek i nie szykuje się do opuszczenia Moskwy. Szanse na prolongatę kontraktu z Lokomotiwem ocenia wyżej niż jeszcze przed kilkoma dniami. Do rozmów w tej sprawie zasiądzie niebawem.

Reklama

Łukasz Żurek, Interia: Niedawna decyzja o pożegnaniu Jurija Siomina to niespodzianka czy jednak coś wisiało w powietrzu? Mówimy o szkoleniowcu uchodzącym za klubowa ikonę...

Maciej Rybus: - W tych okolicznościach, z którymi wszyscy się teraz zmagamy, to na pewno zaskoczenie. Trener miał ważny kontrakt do końca maja. Gdyby nie było tej pandemii, to na pewno dograłby sezon do końca. Z racji tego, że liga jest zawieszona, jego umowa nie została przedłużona - mimo że jesteśmy na drugim miejscu w tabeli, co gwarantuje nam grę w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Na pewno ze sportowego punktu widzenia ta decyzja może wydawać się niezrozumiała. Nie wiem, jakie były powody takiego postanowienia. A mogło się to przecież potoczyć trochę inaczej. Kontrakt mógł zostać prolongowany chociaż do zakończenia rozgrywek ligowych.

Miałeś dobry kontakt z trenerem?

-  Bardzo dobry. Myślę, że każdy zawodnik Lokomotiwu miał z nim dobre lub przynajmniej poprawne relacje. Jasne, że była grupa zawodników, która - nie powiem, że była zła na trenera - ale miała może nieco chłodniejszy kontakt. Chodzi o tych piłkarzy, którzy nie grali regularnie. Wiadomo, że zawsze to wygląda wtedy trochę inaczej. Uważam, że Siomin to świetny szkoleniowiec. Jeden z tych w mojej karierze, od których zyskałem najwięcej. To on mnie ściągnął do tej drużyny. I to pod jego wodzą zdobyłem trzy trofea. 

Jakie obrazki przywołasz w pamięci, jeśli ktoś zapyta cię o niego za pół roku lub rok?

- To był w jakimś stopniu fenomen. Miał w sobie ogromne pokłady energii mimo swojego wieku (przed dwoma tygodniami skończył 73 lata - przyp. red.).  Widać to było podczas treningów i w trakcie meczów, szczególnie jak tam wariował przy linii bocznej albo kłócił się z sędziami. To na pewno zapadnie w mojej pamięci. Podziwiam go za to, że w takim wieku można mieć tyle energii i tyle ochoty do pracy. Zapamiętam go też z tych fajnych momentów, kiedy wygrywaliśmy mistrzostwo Rosji, puchar i superpuchar. Ta radość była ogromna, jego i nasza. To mu się należało, bo jest legendą Lokomotiwu. Zwalniano go już wcześniej z posady, pełnił różne inne funkcje w klubie, potem wracał i znowu coś wygrywał. Wielki trener, wielki człowiek.

W ferworze walki zapomniał o tym na moment Grzegorz Krychowiak. Miał wyrzuty sumienia, po tym jak zrugał Siomina przed kamerami w trakcie ligowego spotkania?

- Wtedy akurat nie grałem. Miałem kontuzję i w ogóle nie było mnie w meczowej kadrze. Ale oczywiście widziałem, co się stało. Grzesiek chciał po prostu, żeby trener nie dostał drugiej żółtej kartki za dyskusje. Nic to nie dało, bo w konsekwencji i tak został odesłany na trybuny. Później podeszliśmy do tego żartobliwie. Nie było żadnych nieprzyjemnych konsekwencji po tej gwałtownej reakcji Grześka.

Czekacie teraz na Serba Marko Nikolicia. Ma 40 lat i dla przeciętnego kibica spoza Bałkanów pozostaje postacią anonimową. Chyba nie pracowałeś nigdy wcześniej z równie niedoświadczonym trenerem...

- Zaraz, niech pomyślę. W Tereku nie, w Lyonie nie, tutaj nie, w kadrze też nie. W Legii był trener Urban, a potem przyszedł trener Skorża i chyba tylko on był w podobnym wieku.

Ale miał już za sobą robotę w drużynie narodowej. Dla Nikolicia podobna funkcja byłaby dzisiaj zaszczytem... 

- Dobrze powiedziałeś, jest anonimowy - dla ciebie, dla mnie, dla moich klubowych kolegów pewnie też. Nie za wiele o nim wiem. Dopiero będziemy się poznawać, bo trenera nie ma jeszcze w Moskwie. Podpisał kontrakt ważny od 1 czerwca. Zajęcia prowadzą na razie asystenci Siomina. Z tego co słyszałem, oni zostaną przy drużynie. Ale wszystko już teraz nadzoruje trener Nikolić. Program przygotowań podobno wysłał do asystentów, nasza praca jest nagrywana na wideo i później wysyłana codziennie do niego.

Kiedy dokładnie wróciliście do zajęć?

- Grupowe treningi zaczęliśmy dopiero w czwartek. Wcześniej przeszliśmy testy na koronawirusa. Wszystko poszło sprawnie, nikt w klubie nie zachorował - poza Farfanem, który tego wirusa już miał i dlatego badania robiono u niego wcześniej. Ćwiczymy na razie po sześć osób, w różnych godzinach. Przyjeżdżamy już przebrani. trenujemy, potem zakładamy inne ubrania i wracamy do domu. Już nie ma tak, że można zostać na siłowni, a potem wziąć prysznic.

Jedyne, co nie uległo zmianie, to tabela. Wierzysz, że uda się jeszcze dopaść Zenit? To jednak całe dziewięć punktów.

- Trudno będzie dogonić. Ale naszym celem jest Liga Mistrzów i jako wicelider jesteśmy na dobrej drodze do realizacji zadania. Tylko trzeba pamiętać, że do rozegrania zostało jeszcze osiem kolejek, my jesteśmy po zmianie trenera i nie wiadomo, jak to będzie wyglądało na boisku po długiej przerwie. Za nami są  drużyny, które też mają aspiracje, żeby zagrać w Champions League. Różnice punktowe wcale nie są duże.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje