Reklama

Reklama

Euro 2020. Holandia 3-2 Ukraina. Szalony mecz i kontrowersje w tle!

W niedzielnym meczu mistrzostw Europy naprzeciwko siebie stanęły reprezentacje Holandii i Ukrainy. Z pewnością możemy stwierdzić, że mecz rozgrywany w Amsterdamie był najlepszy i najszybszy, spośród tych, które dotychczas widzieliśmy na Euro 2020. Holendrzy wygrywali już 2-0, jednak w przeciągu czterech minut Ukraińcy wyrównali! W spotkaniu oprócz emocji nie zabrakło kontrowersji. Czy druga bramka gospodarzy powinna być uznana?

W 7. minucie spotkania doszło już do pierwszej kontrowersji. Jeden z Holendrów oddał silny strzał na bramkę sprzed pola karnego. Piłka nie znalazła jednak drogi do bramki, gdyż odbiła się od ręki Rusłana Malinowskiego. Gospodarze domagali się rzutu karnego, jednak gwizdek niemieckiego sędziego Felixa Brycha milczał.

Mieliśmy tutaj przykład nowych przepisów gry, zgodnie z którymi oceniamy naturalność ułożenia rąk zawodnika względem jego ruchu. Ukraiński obrońca stał w miejscu, a zatem moim zdaniem jego ręce były w naturalnej pozycji. Nie muszą być one "przyklejone" do ciała, tak jakby zawodnik stał na baczność. Uważam, że rozłożenie rąk w taki sposób, jaki wykonał Malinowski jest w 100 proc. naturalne i nie powinno być uznawane to za przewinienie. Warto tutaj dodać, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w minionym sezonie, to z pewnością mielibyśmy rzut karny, gdyż interpretacje znacznie się różniły.

Reklama

W 59. minucie bramkę na 2-0 zdobyli Holendrzy. Goście nie mogli jednak pogodzić się z tą decyzją arbitra, gdyż ich zdaniem w polu karnym faulowany był Witalij Mykołenko, który upadł na murawę, a następnie gola zdobył Wout Weghorst. Oglądając powtórki trudno zrozumieć pretensje Ukraińców. Ich obrońca chciał zablokować swojego rywala, jednak czuł, że raczej mu się to nie uda i postanowił położyć się na ziemię sugerując, że jest faulowany. Na całe szczęście Felix Brych nie dął się na to nabrać. Gdyby Witalij Mykołenko upadł od razu po tym, gdy doszło do kontaktu pomiędzy nim a rywalem, to sędzia prawdopodobnie odgwizdałby faul. Obrońca jednak utrzymał się na nogach, zrobił jeszcze kilka kroków i nagle upadł na ziemię. Uważam, że zabrakło nieco "boiskowego cwaniactwa"."

Sędziowie VAR w tej sytuacji sprawdzali jeszcze, czy przy oddaniu strzału nie zaistniał spalony. Przy bramkarzu stał jeden z zawodników Holandii i zdecydowanie absorbował jego uwagę. Wydawało się, że spalony faktycznie zaistniał, jednak - jak ukazały linie wyrysowane przez sędziów VAR - tak nie było. Pomiędzy bramkarzem, a napastnikiem Holandii znalazł się jeden z obrońców Ukrainy i ostatecznie gol został prawidłowo uznany.

Dowiedz się więcej na temat: Holandia | Ukraina | Euro 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje