Reklama

Reklama

Żużel. Jakub Czosnyka: Rollercoaster w Grudziądzu. Czy to skończy się katastrofą?

GKM Grudziądz to taka drużyna, do której przypięto łatkę zespołu domowego, czyli takiego, który nie radzi sobie w meczach wyjazdowych. Pierwsze tegoroczne spotkanie tylko potwierdziło tę tezę. Może trochę mniej nudy było dzięki trenerowi Januszowi Ślączce. Pół żartem pół serio można powiedzieć, że doświadczony szkoleniowiec zmian się na pewno nie boi.

Oczywiście uwaga w stronę trenera Ślączki to mały żart, chociaż coś w tym jest. Trudno dziś powiedzieć, czy z tego chaosu urodzi się coś dobrego dla grudziądzkiego klubu, ale na razie niespecjalnie to wygląda. Można polemizować z panem Januszem, czy zmiany, których dokonywał miały sens i trzymały się kupy. Pzynajmniej próbował. Chciał ratować wynik, ale za bardzo nie było kim. Jego GKM przegrał ważny mecz z Falubazem i to nie jest dla klubu dobra informacja. Pewnie nikt nie zakładał wygranej, ale lepszy wynik już tak. W rewanżu może być ciężko o punkt bonusowy.

Reklama

Generalnie GKM z tego meczu może wynieść jedną pozytywną informację. To Nicki Pedersen. Zdaje się, że Duńczyk nie żartował mówiąc o wypracowaniu sobie lepszej pozycji negocjacyjnej przed sezonem 2022. Mniej więcej takich słów użył ostatnio były mistrz świata w rozmowie z duńskimi mediami. Analizował swoje straty finansowe spowodowane koronawirusem tłumacząc, że za rok jego umowa w polskiej lidze musi być wyższa. I trzeba przyznać, że Pedersen wyglada u progu sezonu naprawdę dobrze. Silniki od tunera Ryszarda Kowalskiego spisują się bez zarzutów, a on sam prezentuje się na motocyklu świetnie.



Zresztą Nicki to taki typ, który lubi jeździć w drużynach, gdzie jest niekwestionowanym liderem. On uwielbia, jak cały świat kręci się wokół niego. W ostatnich latach tak nie było, bo lepszy od niego był Artiom Łaguta. Teraz Rosjanina w GKM-ie nie ma, więc wszystkie oczy zwrócone są na Duńczyka. Zaryzykowałbym nawet tezę, że w całym sezonie zakręci się w okolicach 180 punktów. Inna sprawa, że jeden zawodnik meczu nie wygra. Tutaj zaczynają się schody.

Tak więc poza Nickim w Grudziądzu trudno szukać optymizmu. Fatalnie wygląda Krzysztof Kasprzak, bez wyrazu jedzie Kenneth Bjerre, a trudno też z dużą dozą przekonania wieścić powrót do formy Przemysława Pawlickiego. Z młodzieżą też szałowo nie jest. Nie dziwne, że dzisiaj większość ekspertów stawia GKM w roli murowanego kandydata do spadku. Tym bardziej, że nieźle jedzie Falubaz i Apator.

Z drugiej strony za chwilę może okazać się tak, że GKM odpali w meczach na własnym torze i w ten sposób powalczy o utrzymanie. Nie jest to scenariusz, który z góry należy wykluczyć, ale kreślenie takich wizji na pewno leży w gestii największych optymistów. A wyjazdy? Nie oszukujmy się, ale grudziądzanom trudno będzie cokolwiek wygrać. Na razie jestem daleki od spisywania tej drużyny na straty, ale inauguracja ligi jasno pokazała, że GKM ma przed sobą trudny sezon, jakiego dawno już nie było.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL