Reklama

Reklama

Żaden styl nie zabija himalaizmu?

​Miał to być Mingma G, ale okazało się, że Nirmal Purja był jedynym z dziesiątki Nepalczyków, który 16 stycznia wszedł na K2 bez wspomagania tlenem. - Jeśli ktoś ma zastrzeżenia wobec Szerpów, niech zrobi to sam w lepszym stylu - pisze włoski himalaista Simone Moro. To samo uważa Krzysztof Wielicki.

Wielicki i Moro są legendami himalaizmu. Mają też wielkie osiągnięcia w podboju gór najwyższych zimą. Polak był pierwszym człowiekiem, który postawił stopę na ośmiotysięczniku o tej porze roku. 41 lat temu wszedł na Mount Everest razem z Leszkiem Cichym. Obaj korzystali ze wspomagania tlenem. W 1980 roku nikt nie przypuszczał nawet, by organizm ludzki wytrzymał na wysokości powyżej 8 tys. m n.p.m.bez użycia tlenu z butli.

Najważniejsze wejście w historii alpinizmu

Wyprawa kierowana przez Andrzeja Zawadę obrosła legendą. Jej sukces próbowała kwestionować ikona himalaizmu Reinhold Messner, który sam przygotowywał wyprawę na Czo Oju i liczył, że to on będzie pierwszym człowiekiem, który postawił zimą stopę na ośmiotysięczniku. Po latach przyznał jednak, że Polacy dokonali najważniejszego wejścia na ośmiotysięcznik w historii alpinizmu.

Reklama

Wielicki jako pierwszy zdobył zimą jeszcze Kanczendzongę - w 1986 roku z Jerzym Kukuczką i dwa lata później Lhotse samotnie. Moro ruszył w najwyższe góry zimą w 2005 roku. Zdobył jako pierwszy: Sziszapangmę, Makalu, Gareszbrum II  i Nangę Parbat. Zawsze w zespole, z Piotrem Morawskim, Denisem Urubko, Cory Richardsem, Alexem Txikonem i Muhammadem Ali. Nikt inny nie dokonał aż czterech pierwszych wejść na ośmiotysięczniki zimą.

Po zdobyciu Nangi Parbat powiedział, iż ma nadzieję, że na K2 - ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik - wejdą Polacy. "Aby wszystko skończyło się na tych, od których się zaczęło" - dodał.

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Polacy wyprawiali się zimą na K2 trzy razy. Jedną wyprawą kierował Zawada (1987/88), dwoma Wielicki (2002/2003 i 2017/2018). W ekspedycjach sprzed 18 i trzech lat brał udział Urubko. W tej drugiej Adam Bielecki - obaj z Rosjaninem posiadającym polskie obywatelstwo mają po dwa pierwsze zimowe wejścia na ośmiotysięczniki. Dokonali tego bez wspomagania tlenem.

Nie jest więc aż tak bardzo szokujące, że akurat Urubko i Bielecki uważają wspomaganie tlenem w górach wysokich za doping. Dlatego osiągnięcie Szerpów, którzy weszli na K2 z tlenem jest dla nich mniej wartościowe. Choćby brzmiało to niezbyt grzecznie i elegancko w czasie, gdy dziesiątka Szerpów dokonała rzeczy tak historycznej. Ale takie są ich przekonania - nie od dziś.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Moro jest teraz pod Manaslu. Mimo wszystko zabrał głos w sprawie K2. "Ponownie gratuluję zespołowi Nepalczyków. Nie piszę przypadkowo, jestem himalaistą od blisko 30 lat, a póki co zimuję pod Manaslu, a nie siedzę w domu na kanapie. Żaden styl nie zabija alpinizmu, osiągnięć innego wspinacza. Himalaizm jest żywy, dopóki znajdują się osoby, które chcą go rozwijać i zmieniać swoimi dokonaniami. Zawsze znajdzie się miejsce na lepszy styl i etykę" - napisał. I dalej: "Ci, którzy teraz nie doceniają stylu, w jakim zdobyto K2, mogą stać się potencjalnymi innowatorami, pod warunkiem, że odejdą od klawiatury komputera [...] Szczyt K2 był i jest. Czeka zimą i nie tylko zimą. Jeśli ktoś wie i czuje, że stać go na więcej, niech rusza na K2 i inne ośmiotysięczniki".

W podobny sposób wypowiadał się Wielicki dla Onetu. "Ja nie zamierzam deprecjonować osiągnięcia Nepalczyków. Być może tlen im pomógł, ale weszli. Niech Adam Bielecki czy Denis Urubko próbują wchodzić bez tlenu i niech udowodnią, że są lepsi. To proste. Niech inni poprawiają styl, przecież została taka możliwość". 

Jak się potem okazało cała dyskusja dotycząca wspomagania tlenem nie dotyczy Nirmala Purji. Gdy dziesięciu Nepalczyków ruszało do ataku szczytowego na K2 tylko Mingma G zapowiadał, że będzie się wspinał bez tlenu. "Taki miałem plan i zamiar. Jednak moje samopoczucie i warunki atmosferyczne spowodowały, że w obozie IV podjąłem decyzję o skorzystaniu z tlenu. Nie było innego wyjścia. Gdybym tego nie zrobił, nie wiem, czy wyszedłbym na szczyt i czy wróciłbym cały i zdrowy do domu" - powiedział w wywiadzie dla sportowefakty.wp.pl. Zapytany o Purję dodał: "Nirmal jako jedyny z nas był na tyle silny, na tyle czuł się dobrze, że zdobył K2 bez użycia tlenu".

Kim jest Nirmal Purja


Sam Purja napisał na Facebooku: "Znanych jest wiele przypadków wśród wspinaczy, którzy twierdzili, że zdobyli szczyty bez dodatkowego tlenu, ale wspinali się na wyznaczonych przez nas drogach, korzystali również z założonych przez nas poręczówek. Niektórzy z nich są dobrze znani w środowisku wspinaczkowym. Co zatem możemy nazwać wspinaniem wg zasady “by fair means"?

I dalej: "To nigdy nie było dla mnie sprawą najważniejszą i wciąż nią nie jest. Wywodzę się z brytyjskich służb specjalnych, mam na swoim koncie różne dokonania, ale nigdy nie robiłem w związku z nimi wielkiego zamieszania. To kwestia indywidualnych wyborów. Przyroda i góry są dla wszystkich. Każdy może poczuć ich zew!"

Kilkanaście miesięcy temu Purja pobił rekord w szybkości zdobycia Korony Himalajów i Karakorum. Wszedł na 14 ośmiotysięczników w 189 dni. Wspinał się ze wspomaganiem tlenem, wybierał najłatwiejsze drogi, używał helikopterów przy przelotach z bazy do bazy. Dlatego część himalaistów patrzyła na jego wyczyn z mieszanymi uczuciami. Dla niego bezcenny był czas. Zapisał się w księdze Guinnessa jako pierwszy człowiek, który zdobył trzy ośmiotysięczniki: Mount Everest, Lhotse i Makalu w zaledwie 48 godzin, choć z bazy drugiej do trzeciej góry przeleciał helikopterem. Droga ze szczytu Everestu na Lhotse zajęła mu rekordowe 10 godzin i 15 minut.

Purja jest Nepalczykiem, byłym żołnierzem Gurkha i Special Boat Service (SBS), elitarnej jednostki sił specjalnych brytyjskiej Royal Navy, urodzonym w dystrykcie Myagdi na wysokości 1600 mnpm. Zaczął się wspinać dopiero w 2012 roku. Sześć lat później od królowej Elżbiety II dostał Order Imperium Brytyjskiego za osiągnięcia w górach wysokich, w tym za uratowanie wspinacza z Indii, ze strefy śmierci na Evereście.

A potem wymyślił "Misję możliwą 14/7". Za pomocą finansowania społecznościowego zebrał 33 802 funty, sponsorowała go też marka zegarków. W kwietniu i maju zaczął od szczytów w Nepalu: Annapurny, Dhaulagiri, Kanczendzongi, Lhotse, Makalu i Mount Everestu. W lipcu wszedł na pięć szczytów w Pakistanie: Nanga Parbat, Gaszerbrum I i Gaszerbrum II, K2 i Broad Peak. Wreszcie we wrześniu - na Czo Oju i Manaslu. Miał przymusową przerwę, Chiny zwlekały z wydaniem pozwolenia na atak na Sziszapangmę, która jest na terytorium Tybetu. Interweniowały najwyższe władze Nepalu.

Korona Himalajów i Karakorum zdobyta w 189 dni nie olśniła innych himalaistów. - To bardziej osiągnięcie logistyczne, niż sportowe - komentował Piotr Tomala, szef programu Polski Himalaizm Zimowy. Ale już zdobycie K2 zimą i bez wspomagania tlenem musi robić ogromne wrażenie. Tomala, który przygotowywał kolejną narodową polską wyprawę zimową na K2, nazywał to misją swojego życia.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL