Reklama

Reklama

Skoki narciarskie w Zakopanem. Z dna na szczyt, czyli narodowy odlot Polaków



Co czuje skoczek w locie

Reklama

Ćwierć wieku temu nie pojechałem do Zakopanego, by słuchać o spiskach działaczy i trudnościach pracy Czecha w Polsce. Chciałem pogadać z Małyszem, Robertem Mateją, Wojciechem Skupniem o tym co zawodnik czuje przez te kilka sekund unosząc się w powietrzu. Okazało się, że skoczkowie o tym mówić nie lubią. A pewnie i nie umieją. To kwestia doznań trudnych do wyrażenia.

Najdłużej męczyłem pytaniami Małysza. Najpierw w pokoju hotelowym COS-u, potem w blaszaku, gdzie smarował narty. Tamte zawody elektryzowały Zakopane z innego powodu. W Tatry przybył prezydent Aleksander Kwaśniewski, by poprzeć i ogłosić starania miasta o igrzyska w 2006 roku. Kwaśniewski nie był w Zakopanem popularny jako były działacz PZPR. Gdy przemawiał przed pustawą Wielką Krokwią, na połamanych ławkach stała grupka ludzi z transparentem: "Kwaśniewski go home. Nikt cię tu nie chce".

- Możecie sobie gwizdać pod tymi smrekami. A ja wam mówię, że igrzyska w Zakopanem będą - powiedział prezydent. Jego słowa nie miały się spełnić. Igrzyska w 2006 roku dostał Turyn, na Zakopane nie zagłosował nikt.

W samych konkursach Pucharu Świata gwiazdami byli wtedy Austriak Andreas Goldberger i Słoweniec Primoż Peterka. Małysz był dziewiąty i szósty, co pokazywało skalę jego talentu.

Wielka Krokiew była wtedy bliska ruiny. Połamane ławki, nieogrodzona, bez domków dla zawodników. Warunki spartańskie i zaledwie garstka fanów na trybunach.

Zdjęcie Hofera

W 1998 roku na Puchar Świata do Polski przyjechał jego dyrektor Walter Hofer. Zszokowała go fotografia z 1962 roku pokazująca skoczka w locie i nieprzebrane tłumy na Wielkiej Krokwi. W Zakopanem rozgrywano wtedy mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Na Średniej Krokwi  Polak Antoni Łaciak zdobył srebrny medal. Po wielkim sukcesie tłumy fanów na ramionach zaniosły do hotelu "Imperial". Hofer uznał, że skoki mają w Polsce wielki potencjał. Trzeba go tylko odbudować.

W 2001 roku, gdy Małysz eksplodował formą, Pucharu Świata w Tatrach nie było. Wielka Krokiew nie miała homologacji FIS. Szybko ją załatwiono i 19 stycznia 2002 roku Hofer zobaczył coś, co przeszło wyobrażenia wszystkich. Zanim służby ochroniarskie przybyły na skocznię o 4 nad ranem, 20 tys ludzi bez biletów już zajęło na niej miejsca.

Pamiętam zrozpaczone twarze tych, którzy z biletami na Wielką Krokiew się nie dostali. Oni przyszli później, licząc, że wszystko odbędzie się normalnie. Ale normalne nie było absolutnie nic. 60 tys ludzi pod skocznią, drugie tyle wzdłuż ulic dojazdowych. Ludzie cisnęli się spychani do progu skoczni, Hofer przerwał zawody i myślał ponoć nawet o ich odwołaniu. Organizatorzy konkursów byli sądzeni potem przez kilka lat za nieumyślne narażenie życia tysięcy kibiców.

Ale kto się tym wtedy zajmował, skoro 20 stycznia Małysz wspiął się na najwyższy stopień podium wyprzedzając Svena Hannawalda. Dla części kibiców, którzy przyjechali na skoki ze stadionów piłkarskich to była wojna polsko-niemiecka. W Hannawalda rzucano śnieżkami. Małysz stanął w obronie rywala. I powoli, wychowywał swoją publiczność. Później trener Małysza Apoloniusz Tajner podarował Svenowi talerz pączków wyglądających jak śnieżne kule. Z przeprosinami. Niemiec się nie gniewał. W 2003 roku pojednał się z polskimi fanami i powiedział, że "My Niemcy możemy się od was uczyć jak organizować zawody w skokach". Chodziło o bogatą i głośną  muzyczną oprawę, która była nowością w rywalizacji skoczków. Wymyślono ją w Zakopanem.

Po Małyszu Stoch. I drużyna

Małysz wygrał na Wielkiej Krokwi cztery konkursy Pucharu Świata. Baliśmy się czarnej dziury w polskich skokach, gdy zakończy karierę. Ale w styczniu 2011 roku dwa dni po ostatniej wygranej Małysza, zwycięstwo na swojej skoczni zanotował chłopak z Zębu Kamil Stoch. Dla niego to była magia. Tak opowiadał. Dziś ma już pięć zwycięstw w Pucharze Świata w Zakopanem i jest na tej skoczni najlepszy razem z Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem. Tłumy wciąż waliły w Tatry co roku, 12 miesięcy temu Stoch wygrał, a trzeci był Kubacki.

W 2013 roku do pucharowego weekendu w Tatrach można było wprowadzić konkurs drużynowy, bo wokół Stocha powstała wspaniała drużyna - mistrzów świata z 2017 roku. Ale Polacy wygrali drużynowy konkurs w Zakopanem tylko raz - trzy lata temu. Pozostałe sześć za granicą.

Hofer nie jest już dyrektorem Pucharu Świata w skokach. Ale jego plan reanimacji skoków w Polsce się powiódł. Dzięki Małyszowi, Stochowi i wielu innym ludziom. A przede wszystkim tym dziesiątkom tysięcy, którym pandemia nie pozwoli cieszyć się lotami na Wielkiej Krokwi od piątku.

Dariusz Wołowski

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje