Reklama

Reklama

Skoki narciarskie w Zakopanem. Z dna na szczyt, czyli narodowy odlot Polaków

​Narodowy bzik na punkcie skoków narciarskich w Zakopanem to nie tylko sprawka Adama Małysza i Kamila Stocha, choć bez nich to wszystko nie mogłoby się wydarzyć.

Styczeń 1996 roku, Zakopane, blaszana budka pod COS-em. 18-letni Adam Małysz uchodzi za najzdolniejszego polskiego skoczka, ale narty do zawodów Pucharu Świata przygotowuje sobie sam. W nieogrzewanym pomieszczeniu smaruje je pociągając nosem co chwilę. Trenerem kadry jest Czech Pavel Mikeska, nikt nie ma wtedy pojęcia, że stoimy na skraju przełomu w polskich skokach.

Wojna polsko-czeska

Reklama

Mikeska żali mi się przez kilkanaście minut na zawiść polskiego środowiska. Mówi, że miejscowi trenerzy i działacze wydrapaliby mu najchętniej oczy. Wygląda na człowieka głęboko nieszczęśliwego ze względu na pracę w takich warunkach. "Mam wszystkich przeciwko sobie" - powtarza.

Wytrwał w Polsce od 1994 do 1999 roku. Gdy potem podejmuje pracę trenera kadry Czech, wytrzyma niespełna dwa lata.

Zrobił dla polskich skoków wiele, a dla Adama jeszcze więcej. Twierdził, że w 90 procentach sfinansował wyjazd Małysza na Turniej Czterech Skoczni w 1994 roku. Resztę dołożyli mieszkańcy Wisły. - Nocowałem u znajomych w Garmisch, żeby Adam mógł spać w hotelu - wspominał. Działacze PZN byli ponoć wściekli, że ciągnie na siłę na Puchar Świata jakiegoś Małysza. - Wszyscy będziecie kiedyś z niego żyli - odpowiadał. Ile w tym prawdy, a ile legendy? Taka jest wersja Mikeski.

Czech miał żal do Małysza, że w chwilach kryzysu formy, potajemnie próbował się odbudować trenując w Wiśle ze swoim wujkiem Janem Szturcem. Potem, za kadencji trenera Apoloniusza Tajnera będzie to naturalne. Nikt się do Adama o to nie będzie czepiał.

Mikeska uważał, że nastoletni Małysz za dużo myślał o zwycięstwach, nagrodach i pieniądzach, co mu szkodziło na skoczni. Dziś twierdzi, że on odbudował polskie skoki, a ktoś inny spił śmietankę. Uważa też, że w eksplozji talentu obecnej kadry z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim i Piotrem Żyłą większe zasługi ma jego rodak Michal Doleżal niż poprzednik Stefan Horngacher.

W 1996 roku relacje Małysza z Mikeską były jednak bardzo dobre. W marcu skoczek z Wisły miał wygrać pierwszy konkurs PŚ w karierze. Potem były inne sukcesy i w końcu fatalne igrzyska w Nagano, które Adam wspominał słowami "równie dobrze mogłem wystąpić jako przedskoczek".

Chciał rzucić skoki, zarabiać pracą dekarza. Z Mikeską relacje zrobiły się nie do wytrzymania. W końcu Czech wyjechał z Polski. Ale w 2011 roku Małysz zaprosił go na swój benefis po zakończeniu kariery. 

W końcu polskie skoki przed Mikeską były obrazem nędzy i rozpaczy. W 1994 roku na igrzyskach w Lillehammer jedyny polski skoczek Wojciech Skupień pokłócił się z trenerem tak, że sam pojechał na skocznię. Sygnał do olimpijskiego startu z belki dał mu ktoś z ekipy Słowacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama