Reklama

Reklama

Primera Division. Z Barcelony do Atletico z dopłatą. Najgłupszy transfer w historii La Liga?

Najlepszy strzelec Primera Division Luis Suarez wciąż pobiera niemal pół pensji z Barcelony, którą pozbawia szans na odzyskanie tytułu mistrza Hiszpanii. Nonsens nad nonsensami?

Kapitan Barcy Leo Messi uznał to za szaleństwo. Były prezes klubu Josep Maria Bartomeu wykonał co prawda całą serię absurdalnych posunięć, ale to wygląda na dywersję. Tak jak miliony fanów Katalończyków Bartomeu poczuł się dotknięty do żywego porażką z Bayernem 2-8 w ćwierćfinale poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Wtedy dojrzało w nim przekonanie, że musi wstrząsnąć piłkarzami.

Messi-Suarez - trzeba rozbić ten duet

Reklama

Być może było to przekonanie uzasadnione. Ale Bartomeu uparł się, że musi rozbić duet, który rządzi szatnią. Messiego i Suareza trzeba było jakoś rozdzielić, by wzmocnić pozycję nowego trenera Ronalda Koemana. Padło rzecz jasna na Urugwajczyka, choć odejść latem chciał Argentyńczyk. Messi to jednak najlepszy piłkarz w historii Barcelony i jej największy symbol. Zmuszono go więc do pozostania.

Wściekłość prezesa skupiła się na Suarezie. Koeman poinformował go, że może szukać nowego klubu. Natychmiast zgłosiło się Atletico Madryt, bo Diego Simeone potrzebował superstrzelca. Alvaro Morata i Diego Costa nie spełniali wygórowanych oczekiwań. Żeby zrobić miejsce dla Suareza Simeone chciał się pozbyć Costy, ale chętni znaleźli się tylko na Moratę. Hiszpan odszedł do Juventusu, gdzie zupełnie dobrze sobie radzi. Costa niedawno opuścił Atletico, bo już niemal wyłącznie wycierał ławkę dla rezerwowych.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Latem między Atletico i Barceloną zaczęła się gra o Suareza. Klub z Wanda Metropolitano nie był w stanie płacić mu tyle co Katalończycy - 14 mln euro netto za sezon. Napastnik z Urugwaju skończy niedługo 34 lata, Bartomeu sądził, że nie znajdzie klubu, który mógłby pokryć całą jego pensję. Z kolei Suarez nie musiał się godzić na obniżkę, bo to Barca chciała się go pozbyć. On miał ważny kontrakt, mógł siedzieć na ławce i pobierać swoje wynagrodzenie. Aby do tego nie doszło Bartomeu zgodził się, że Barcelona wciąż będzie płacić Urugwajczykowi 6 mln euro za sezon, 8 mln euro dorzuci Atletico. I na tym stanęło.

Suarez strzela jak nakręcony

Nonsens tej sytuacji polega na tym, że drużyna Simeone to bezpośredni rywal Barcelony we wszystkich rozgrywkach. I właśnie dzieje się to, co wszyscy przewidywali - Suarez z 11 golami i dwoma asystami jest razem z Messim najskuteczniejszym graczem ligi hiszpańskiej. Atletico przewodzi w tabeli mając 10 pkt więcej od Katalończyków. Urugwajczyk jest bohaterem ostatnich meczów Atletico: bez jego bramek zwycięstw z Eibarem i Alaves by nie było.

- Luis to piłkarz światowej klasy, więc wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że go mamy - mówi Simeone. Dziennik "Marca" poświęcił Urugwajczykowi tekst pod tytułem: "Prezent Barcelony dla Atletico, który pozwoli mu wygrać La Liga".

W kontrakcie Urugwajczyka z Atletico są zapisy, że dostanie premię za zdobycie 15 goli w sezonie, a potem kolejną za przekroczenie progu 20 bramek. Jedną i drugą granicę Suarez z pewnością pokona. W dodatku jego zemsta na Barcy będzie słodka.

Katalończycy nie uczą się na błędach. Nawet własnych. Latem 2013 roku oddali za darmo do Atletico Davida Villę. Hiszpan poprowadził drużynę Simeone do tytułu mistrza Hiszpanii i finału Ligi Mistrzów, bijąc Barcelonę w jednych i w drugich rozgrywkach. Teraz szansę na to ma Suarez. Zakładając, że obie hiszpańskie drużyny awansują do ćwierćfinału Champions League.

Wynika, tabelę i terminarz ligi hiszpańskiej oglądaj tutaj!

A propos ćwierćfinału Ligi Mistrzów to umowa Barcelony z Atletico stanowi, że jeśli Urugwajczyk poprowadzi nowy klub na ten poziom, Katalończycy dostaną za niego po 3 mln euro w tym i następnym sezonie. W ten sposób Bartomeu mógł ogłosić fanom Barcelony, że nie oddał Suareza za darmo. Faktycznie popełnił jednak gruby błąd. Tym bardziej, że środkowy napastnik Barcy Duńczyk Martin Braithwaite uciułał w tym sezonie ligowym zaledwie dwie bramki. Fani z Katalonii nie mają nawet do kogo mieć pretensji, bo jesienią Bartomeu podał się do dymisji i zniknął z Camp Nou.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy