Reklama

Reklama

Wyrok zapadł bez mowy obrończej

Wiemy już, że zawodnikiem, który na pewno nie pojedzie na jesienny mundial do Kataru jest Maciej Rybus. PZPN podzielił się z kibicami informacją, że selekcjoner biało-czerwonych Czesław Michniewicz "w związku z aktualną sytuacją klubową nie powoła go na wrześniowe zgrupowanie reprezentacji oraz nie będzie brał pod uwagę przy ustalaniu kadry, która pojedzie na mistrzostwa świata".

Ten ruch ze strony PZPN/Czesława Michniewicza podyktowany jest tym, że Rybus postanowił zostać w Rosji i zmienił jeden moskiewski klub (Lokomotiw) na inny (Spartak). Szefowie naszej piłkarskiej centrali wraz z selekcjonerem uznali, że w takiej sytuacji Maciej Rybus nie może reprezentować naszego kraju. W przypadku tego zawodnika - i jego szczególnej sytuacji - mam spore obiekcje, co do ruchu PZPN i przyjęcia tak stanowczej i surowej postawy. Jeśli od początku rosyjskiej agresji optowałem za tym, żeby nasza federacja oraz piłkarze reprezentacji jednogłośnie odmawiali gry przeciwko reprezentacji Rosji w barażach o mundial, tak w tym przypadku uważam, że wykazano się niepotrzebną i nieadekwatną nadgorliwością. Sytuacja Macieja Rybusa różni się od tej, w jakiej znaleźli się Sebastian Szymański, czy Grzegorz Krychowiak. W przypadku tych dwóch piłkarzy furtkę do ucieczki z kraju agresora w wojnie z Ukrainą daje im FIFA. Właśnie wprowadzony został przepis, który pozwala zawodnikom klubów rosyjskich odejść na wypożyczenie do innego klubu (poza Rosją), do czerwca 2023 roku. W przypadku Rybusa o pozostaniu w Moskwie zdecydowała przede wszystkim sytuacja rodzinna - były piłkarz Legii ma żonę, która jest Rosjanką i z którą mają dwójkę dzieci. Przepisy FIFA pozwalają mu opuścić Rosję, ale musiałby do tego przekonać swoją drugą połówkę. Oczekiwania, że jako dumny Polak wyprowadzi się z tego kraju sam, zostawiając rodzinę, jest naiwnością. Jest też względem niego nie fair.

Reklama

Dariusz Dziekanowski: Poznałem Rybusa jako nastolatka. Znalazł się w złym miejscu, w złym czasie

Poznałem Maćka jako nastolatka, którego jako trener juniorskich reprezentacji powoływałem do mojej drużyny. Zapamiętałem go z tego czasu, ale też później z piłki dorosłej, jako skromnego, cichego, bezkonfliktowego i przede wszystkim ciężko pracującego chłopaka. Ostatnią rzeczą, o którą bym go podejrzewał, jest ideologiczne zaangażowanie się na przykład po stronie Rosji i uznanie, że dyktator i ludobójca Władimir Putin walczy w słusznej sprawie. Nie, Maciej Rybus znalazł się po prostu w złym miejscu, w złym czasie. Do tego, w tym miejscu niejako zapuścił korzenie. Ale zapuścił je zanim Rosja najechała Ukrainę.

Zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko kibicom trudno byłoby zaakceptować fakt, że przedstawiciel rosyjskiego klubu reprezentuje nasz kraj. I jest to dla mnie w pełni zrozumiałe. Wiadomo, że wielu rosyjskich sportowców wcale nie popiera tego, co wyprawia prezydent tego kraju, a mimo wszystko nie mogą uczestniczyć w międzynarodowych zawodach sportowych pod rosyjską flagą. Jest to kara wymierzona w kraj, nie jednostki. Uważam tylko, że sprawa Macieja Rybusa został załatwiona w kiepskim stylu. To nie związek, ani nie selekcjoner powinni wyjść przed szereg i zakazać 33-letniemu zawodnikowi, który w kadrze rozegrał 66 spotkań, lecz powinien mieć szansę zakomunikowania tego samodzielnie, we własnym imieniu. Trudno zarzucać Rybusowi złe intencje, że się odwrócił od kraju, z którego pochodzi, ale zapewne zdaje sobie sprawę, że w obecnej sytuacji nie mógłby funkcjonować w naszej kadrze. Byłoby to nieakceptowalne dla kibiców, dla niego zaś - zbyt dużym ciężarem psychicznym. Dlatego też uważam, że skoro - jak się powszechnie uważa - sam wypisał się z naszej reprezentacji, to też moim zdaniem sam powinien o tym powiedzieć i sam to ogłosić. Być może przez oficjalny kanał PZPN, ale nie słowami prezesa czy selekcjonera. Uważam, że wyszłoby to z korzyścią zarówno dla niego, jak i wizerunku PZPN. A tak został pozbawiony i głosu, i gry.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL