Reklama

Reklama

​Tak grać musimy nie tylko od wielkiego dzwonu

Środowy mecz z Anglią, wcześniej spotkanie z Hiszpanią podczas mistrzostw Europy - wiemy, że nasza drużyna narodowa jest w stanie przeciwstawić się najsilniejszym zespołom w Europie. Nie jest w stanie ich zdominować, ale twardą kontaktową grą stać ją na to, by nie dać się pokonać nawet wicemistrzom Europy.

Nie umniejszając zasług selekcjonera Paulo Sousy, na takie zrywy stać nas było również za kadencji różnych poprzednich selekcjonerów. Bo tutaj nie trzeba mistrza strategii i jednocześnie wybitnego psychologa, żeby zmobilizować piłkarzy przed spotkaniem z tak silną i renomowaną drużyną jak Anglia, Hiszpania czy Niemcy. W dodatku na własnym stadionie, przy dopingu 60 tysięcy kibiców.

Pod względem potencjału mamy piłkarzy, którzy dają gwarancję, że nie przestraszą się nikogo. Robert Lewandowski, Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak to doświadczeni zawodnicy, którzy rozegrali w swojej karierze na tyle dużą liczbę meczów, żeby nie drżały im nogi przed żadnym przeciwnikiem. To dla nich wyzwaniem jest, żeby znaleźć w sobie wewnętrzną motywację. "Lewy" i Glik z reguły nie mają z tym problemu, zazwyczaj świecą przykładem dla innych. Z Krychowiakiem bywa różnie, ostatnio miał spore wahania formy, ale nawet gdy jest w słabszej kondycji, przeważnie na boisku zostawia serce.

Reklama

W środowy wieczór to serce i odwaga, którą włożyli nasi reprezentanci w mecz z Anglikami pozwoliła zniwelować różnicę, jaka dzieli naszych zawodników od rywali z ekipy angielskiej. Patrząc obiektywnie - umiejętności piłkarskie, takie jak technika, szybkość i precyzja w wymianie podań w środku boiska były po stronie podopiecznych Garetha Southgate'a. Ale ponieważ żaden z naszych zawodników ani się nie przestraszył, ani nie oszczędzał na boisku, skończyliśmy ten mecz z jednym - w pełni zasłużonym - punktem. Każdy z piłkarzy wypełnił zadania, które wydawały się oczywiste - jeden pomagał drugiemu, obrońcy grali bezbłędnie, wahadłowi harowali zarówno w obronie, jak i ofensywie. Wychodziliśmy blisko pod rywali, nie daliśmy się im zamknąć na własnej połowie. To był nawet lepszy występ, niż ten na EURO 2020 przeciwko Hiszpanom.

Do awansu na mistrzostwa świata w Katarze niestety jeszcze daleka drogą. Czekają nas bowiem konfrontacje z bezpośrednimi rywalami, czyli Albanią i Węgrami, potem - miejmy nadzieję - baraże. Potencjalnie jesteśmy silniejsi i od jednych i od drugich, ale pierwsze mecze z tymi przeciwnikami niekoniecznie były na rzecz naszej kadry przekonujące. Dlaczego? Kiepska organizacja gry, to jedna rzecz, druga - nie wszyscy zawodnicy grali z pełnym zaangażowaniem. Najbardziej jest dla mnie niezrozumiałe, kiedy brak ambicji pokazują ci piłkarze, którzy są na dorobku, którzy rozegrali w tej drużynie kilka, albo maksymalnie kilkanaście spotkań. To przecież dla nich występy w biało-czerwonym stroju powinny wywoływać dodatkową motywację. Oni powinni sobie wyobrażać, że mecz Węgrami czy nawet Andorą jest tak ważny, jak wyjście na mecz z Anglią na Stadionie Narodowym. To oczywiste, że mecz kadry jest okazją, żeby się pokazać na europejskiej czy światowej scenie piłkarskiej. 

Po środowym spotkaniu Paulo Sousa i jego sztab mają doskonały materiał motywacyjny. Uważam, że każdy z zawodników powinien dostać krótki filmik, w którym znalazły się fragmenty jego gry przeciwko Anglii - jak się ustawiał, jaka atakował rywala z piłką czy bez, jak nie odstawiał nogi albo przechytrzał bardziej znanych przeciwników. Każdy z tych zawodników przed kolejnymi występami powinien włączać sobie ten filmik. Po to, żeby sobie przypomnieć czego oczekują od niego kibice w każdym spotkaniu, a nie tylko od wielkiego dzwonu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama