Reklama

Reklama

Selekcjoner czy ojciec chrzestny?

Po ogłoszeniu nominacji do piłkarskiej kadry na EURO 2020 przez Paulo Sousę, pojawiło się wiele komentarzy, zwłaszcza dotyczących decyzji odnośnie tego, kto w tej kadrze się nie znalazł. W powszechnej opinii najwięcej kontrowersji budzi brak zaproszenia dla Kamila Grosickiego, czyli jednego z najbardziej doświadczonych kadrowiczów. Piłkarz West Bromwich Albion znalazł się na liście rezerwowych. Nie miałbym zastrzeżeń do selekcjonera, gdyby „Grosik” nie dostał nawet nadziei na udział w turnieju, bo wbrew pozorom, które stara się sprawiać, to był jego świadomy wybór.

W zimowym oknie transferowym, gdy wiedział, że jego szanse na występy w Premier League są znikome, zdecydował się zostać. To była nietypowa dla niego decyzja, bo do tej pory zazwyczaj w ostatnim dniu okna stawiał na klub, w którym wiedział, że będzie grał i za pięć dwunasta decydował się na transfer. Wiadomo było, że West Bromwich chce pozbyć się kosztownego zawodnika, a ten z kolei wiedział, że nikt nie jest w stanie zaproponować mu nawet zbliżonego wynagrodzenia. Wielu zawodników w jego wieku zaczyna myśleć o finansowym zabezpieczeniu siebie i rodziny na przyszłość. Wielu, którzy znaleźliby się w podobnej sytuacji, wybrałoby drogę, na którą zdecydował się Kamil i nie pomogłyby nawet argumenty, że przecież to drużyna narodowa, że ojczyzna wymaga poświęceń. Trzy czy cztery występy w mistrzostwach Europy nie zmieniłyby już specjalnie przyszłości Grosickiego, tak jak zmieniają te miesiące w Anglii, gdzie co tydzień wpada na jego konta pokaźna suma.

Reklama

Pretensji do Grosika za taki wybór nie mam. A nawet gdyby zimą wybrał ofertę Legii, na której straciłby finansowo, to jaką miałby gwarancję, że występami w ekstraklasie przekona do siebie Paulo Sousę? Jaką miałby pewność, że byłby jedynym zawodnikiem powołanym z ekipy mistrzów Polski?

Zaskoczeniem brak Szymańskiego

Dla mnie największym zaskoczeniem jest brak w kadrze Sebastiana Szymańskiego. Selekcjoner skreślił go po jednym kiepskim występie w kadrze pod jego wodzą, w którym zresztą, jak to się mówi w żargonie piłkarskim, sam wsadził go na konia, czyli dał zadania, do których ten się za bardzo nie nadaje. A moim zdaniem w tej kadrze najbardziej brakuje nam kreatywnych zawodników, którzy ze środka boiska są w stanie zagrać sprytnie do Roberta Lewandowskiego. Potem się dziwimy, że sfrustrowany Lewy cofa się po piłkę, bo chciałby być jednocześnie rozgrywającym i egzekutorem. Dla mnie Szymański mógłby być alternatywą dla Piotra Zielińskiego. Takiego zawodnika nam brakuje, bo wiemy jak chimeryczny jest Zieliński. Paulo Sousa tłumaczy, że ma w środku boiska inne (lepsze) opcje. Interesujące jest również to, że mimo nieobecności kontuzjowanego Krzysztofa Piątka, zabiera na turniej pięciu napastników. Ja bym bez zmrużenia oka jednego z nich wymienił na Szymańskiego, ale być może Portugalczyk planuje kontynuować grę trzema napastnikami...

Jerzy Brzęczek, podczas swojej kadencji, nie mógł uwolnić się od zarzutu, że do kadry zaprasza Jakuba Błaszczykowskiego tylko dlatego, że jest jego wujkiem. Teraz trudno nie odnieść wrażenia, że choć próżno szukać więzów krwi między Paulo Sousą a którymś z polskich piłkarzy, to Portugalczyk chce być ojcem chrzestnym niektórych z nich. Bo jak inaczej tłumaczyć jego słabość na przykład do Michała Helika, który pod jego wodzą zagrał dwa słabe mecze? Czym ujął go w meczu Karol Świderski? Golem strzelonym Andorze? Pamiętamy przecież jego występ przeciwko Anglikom. Tak obiektywnie, czy któryś z dwójki Helik - Świderski zostawił po sobie lepsze wrażenie, niż Szymański? Nie wspominając już o Dawidzie Kownackim czy Jakubie Świerczoku, których selekcjoner nawet wcześniej nie sprawdził. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje