Reklama

Reklama

Paulo Sousa? Czas przeciąć spekulacje

Po zakończeniu rywalizacji w rozgrywkach ligowych, okres przedświąteczny upływał kibicom piłkarskim pod znakiem niepokoju związanego z przyszłością selekcjonera reprezentacji Polski. Od kilku dni dowiadujemy się nowych plotek/faktów na temat negocjacji Paulo Sousy z klubami z Brazylii. Najpierw mówiło się o Flamengo, następnie Internacionale. Co mnie martwi, to postawa trenera, który nie jest skory do tego, by uciąć te spekulacje. Martwi mnie, ale nie dziwi, bo najwyraźniej Paulo Sousa uznał, że takiego rodzaju doniesienia są mu na rękę.

W jednym z wywiadów selekcjoner naszej kadry zapytany o swoją przyszłość i plotki na temat zainteresowania ze strony innych drużyn, nie tylko nie zaprzeczył, ale nawet pochwalił się, że cały czas jego osoba wzbudza duże zainteresowanie. Nie jest to dosłowny cytat, ale taki był ogólny przekaz. Wiadomo, że lepiej być trenerem, o którego zabiegają różne zespoły, aniżeli takim, który sam musi się starać o angaż, nawet jeśli nie jest się w tej chwili bezrobotnym. Lepiej to wygląda medialnie dla samego trenera, a w teorii - nawet dla prestiżu naszej reprezentacji. Tak teoretycznie, bo nie wiemy do końca ile w tych doniesieniach jest prawdy. Niemniej, każdy szanujący się trener, którego wiąże umowa z danym pracodawcą (w tym wypadku PZPN), w wystąpieniach publicznych raczej powinien unikać deklaracji w stylu: stale ktoś o mnie pyta. Wymaga tego zwykła przyzwoitość, profesjonalizm, lojalność. Bo podsycanie spekulacji musi rodzić podejrzenia, że selekcjoner już przygotowuje sobie grunt po ewentualnej porażce w barażach mistrzostw świata. Modelowo zachował się będący w podobnej sytuacji inny rzekomy kandydat Flamengo, rodak Sousy, czyli Jorge Jesus.

Reklama

CZYTAJ TAKŻE: Paulo Sousa w poniedziałek opuści reprezentacje? Na horyzoncie International Porto Alegre

- To nie istotne czego chcę ja i czego chcą władze Flamengo. Mam kontrakt do końca maja i muszę go wypełnić. Nie mogę odejść wcześniej - odpowiedział obecny szkoleniowiec Benfiki Lizbona. Ta zdecydowana deklaracja sprawiła, że w orbicie zainteresowań brazylijskiego klubu wciąż jest selekcjoner reprezentacji Polski. Bo on, w przeciwieństwie do Jorge Jesusa, na taką deklarację się nie zdecydował, nie uciął spekulacji.

Paulo Sousa mało interesuje się Polską

Od początku kadencji Paulo Sousy jest ewidentne, że Portugalczyk nie chce poświęcić się zainteresowaniu naszym rodzimym futbolem. Jego praca między zgrupowaniami ogranicza się do jakiegoś tam kontaktu z zawodnikami grającymi w zagranicznych klubach, ale żeby obejrzeć na żywo z trybuny VIP jakiś ligowy, czy nawet pucharowy mecz polskiej drużyny klubowej - to już niekoniecznie. Teraz dochodzą doniesienia o przenosinach do Brazylii. I zamiast postarać się przekonać do siebie wielu sceptycznie nastawionych do niego kibiców, to daje kolejny dowód, że praca w Polsce nie jest jego priorytetem. Nie jest tak, że jestem wielkim fanem Paulo Sousy i w tym miejscu domagał się, by PZPN przedłużył z nim współpracę. Wręcz przeciwnie - postawa selekcjonera to kolejny dowód, że Paulo Sousa traktuje pracę w naszym kraju po macoszemu.

Uważam też, że brakuje w tej sytuacji oświadczenia ze strony PZPN. Prezes Cezary Kulesza zaprosił Paulo Sousę na rozmowę do swojego gabinetu. Czy w rozmowie nie poruszona została ta kwestia? Dlaczego nikt nie próbował przebić wreszcie bańki, w której funkcjonuje selekcjoner biało-czerwonych..?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje