Reklama

Reklama

Nigdy nie przyzwyczaję się do futbolu bez kibiców

Można narzekać, że czasem zachowują się niekulturalnie, że czasem przesadzają z reakcją, ale prawda jest taka, że futbol bez kibiców traci mnóstwo ze swojego piękna. I historia piłki, to też historia wydarzeń związana z kibicami. Dlatego bardzo dobrze, że rzutem na taśmę, w ostatniej kolejce ekstraklasy mecze odbędą się przy - częściowo, to częściowo, ale jednak - zajętych trybunach. Bo do piłki bez kibiców przyzwyczaić się nie da.

Są w historii futbolu zarówno złote, jak i czarne karty kibicowskie. Wolelibyśmy, żeby tragedie na Heysel w Brukseli czy Hillsborough nigdy się nie zdarzyły, tak jak wolelibyśmy, żeby nie zdarzały się żadne nieszczęśliwe wypadki. Ale to kibice dodają widowiskom ładunek emocjonalny, który tak uzależnia - zarówno samych kibiców, którzy chodzą na stadiony, jak i piłkarzy, którzy przed kibicami występują. 

Z własnego doświadczenia mogę napisać, że żadne wskazówki trenerskie, przekazywane w czasie meczu z ławki nie działają na zawodnika tak, jak działają reakcje kibiców. Niektórych piłkarzy te reakcje mogą przytłoczyć, ale większości dodają motywacji. Nie ma wyższego stopnia uznania dla występu piłkarzy, niż moment, kiedy dostają owacje od kibiców przeciwnej drużyny. 

Reklama

Doświadczyło tego niewielu, ale każdy, kto interesuje się piłką pewnie słyszał o występie Ronaldo w meczu Ligi Mistrzów Real Madryt - Manchester United na Old Trafford w 2003 roku, w którym Brazylijczyk strzelił trzy gole i po którym fani "Czerwonych Diabłów" zaczęli bić mu brawo.

Jak również o brawach kibiców Realu Madryt dla Ronaldinho w El Clasico w 2005 r. Pewnie wielu fanów pamięta półfinałową rozgrywkę Chelsea z Liverpoolem, w której padł jeden kontrowersyjny gol (dla Liverpoolu), o którym mówiło się, że to fani "The Reds" zassali piłkę do bramki (zdaniem zawodników i fanów Chelsea piłka nie przekroczyła linii bramkowej).

Różne drużyny w różny sposób odczuły brak kibiców. Można przypuszczać, że w przypadku Liverpoolu ten wpływ mógłby być większy (to znaczy zły), niż gdzie indziej. Chociaż przez ponad rok (z krótką przerwą) oglądaliśmy mecze w telewizji widząc na trybunach albo banery, albo jakieś imitacje sylwetek kibiców, dostawaliśmy też dźwiękowy podkład, to żadna technologia, żaden wynalazek nie zastąpi naturalnych reakcji fanów. Z niecierpliwością czekam na pierwszy mecz, na którym znowu będą pełne trybuny.

Reakcje fanów wpływają także na dymisje trenerów. Tutaj lista przykładów jest bardzo długa, chociaż osoby podejmujące takie decyzje (właściciele klubów) rzadko przyznają się do tego, że kierują się zdaniem kibiców. Fani potrafią również doprowadzić zawodników do stanu, w którym decydują się zakończyć karierę. Ale też wielu piłkarzy uzależnia się od adrenaliny, którą dają im reakcje i uwielbienie ze strony fanów i tej kariery nie chce kończyć. 

Mam wrażenie, że tym kieruje się między innymi Artur Boruc. Bramkarz Legii, który w tym roku skończył 41 lat, przedłużył właśnie kontrakt o kolejny sezon. Pewnie żegnałby się z klubem teraz, z kolejnym medalem mistrzowskim na szyi, gdyby mógł się żegnać w normalnych warunkach, czyli przy pełnych trybunach, jadąc przez miasto otwartym autobusem, przy wiwatujących tłumach.

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Dziekanowski | kibice

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje