Reklama

Reklama

Dlaczego wolę Bayern od Manchesteru City

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz - to zdanie, które dotyczy trenerów drużyn piłkarskich i często używane jest przez tychże trenerów. Przypominam je dziś, bo właśnie poznaliśmy pary finałowe obu europejskich rozgrywek klubowych - Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. I niestety na tym etapie, na tym poziomie jeszcze wyraźniej widzimy brutalność tej piłkarskiej prawdy. Bo jeśli jesteś trenerem Realu Madryt, Paris Saint-Germain, Manchesteru City czy Chelsea i nie zdobywasz głównego trofeum, to spada na ciebie fala krytyki. Już kibice i dziennikarze szukają twojego następcy.

Najboleśniejszą lekcję dostał szkoleniowiec Arsenalu, Mikel Arteta. Bo przegrać w półfinale - i to przegrać w tak kiepskim stylu - z drużyną prowadzoną przez faceta, którego zastąpiłeś na stołku, to jest katastrofa. Myślę, że Hiszpan spodziewa się dymisji i pewnie nie będzie miał poczucia niesprawiedliwości, jeśli wkrótce jego głowa potoczy się po podłodze.

Ciekawy jestem jak dziś czuje się kibic Arsenalu, który trzy lata temu miał satysfakcję, że władze klubu wzięły pod uwagę jego głos i pożegnano się z Arsenem Wengerem. Niestety od tamtej pory kolejni trenerzy Kanonierów, czyli Unai Emery i teraz Arteta, nie spełnili nadziei na nadejście lepszych czasów.

Skoro mowa o trenerach byłych, to warto kilka zdań poświęcić Frankowi Lampardowi. Wielu uważa, że dymisja była słuszna, że podobnie jak Arteta, jego zatrudnienie było nieporozumieniem. Część fanów doceniła jednak wkład byłego trenera w osiągnięcie, jakim jest awans Chelsea do finału LM. Lampard obejmował posadę w trudnym momencie, kiedy na klub nałożony był zakaz transferowy, miał więc wprowadzić do drużyny wychowanków akademii. Być może przesadą będzie napisać, że Thomas Tuchel spija śmietankę po pracy swojego poprzednika, ale na pewno w pewnym stopniu kontynuuje jego pracę. Być może pod wpływem ciągłej presji, narastającej krytyki Lampard nie był w stanie spojrzeć już na zespół z dystansu i trochę się pogubił, ale nie można powiedzieć, że był to stracony czas. Tuchel wniósł do szatni trochę świeżości i dziś efekt jest taki, że The Blues są znowu znaczącą siłą w angielskim i - co jednoznaczne - europejskim futbolu. Nie wykluczałbym tego, że za kilka lat Lampard dostanie kolejna szansę w klubie, dla którego stał się żywą legendą.

Reklama

Co do drugiego finalisty - wydaje się, że Pep Guardiola po pięciu latach pracy w Manchesterze City zebrał drużynę, o której marzył, na każdej pozycji ma co najmniej dwie równorzędne opcje. I charakterystyka tych piłkarzy jest bliska jego ideałowi - są to zawodnicy bardzo wszechstronni, którzy podają do siebie piłkę niemal na pamięć. Tak jak to było, gdy prowadził Barcelonę. Nie do końca podzielam jednak zachwyty nad grą The Citizenes. A to z jednego powodu - Guardiola wraca do ustawienie drużyny, w której nie ma klasycznego napastnika. Oczywiście przez wiele lat gole dla tej drużyny strzela Sergio Agüero (aczkolwiek w tym sezonie już bardzo rzadko), ale Argentyńczyk jest już na wylocie i widać dlaczego Pep nie chce go zatrzymywać - drużyna lepiej funkcjonuje, gdy nie ma w niej klasycznej "dziewiątki". Być może jestem tradycjonalistą, ale zespół bez napastnika jest dla mnie niekompletny. Z punktu widzenia kibica, najbliższy mojemu ideałowi był styl gry, który doprowadził do triumfu w ubiegłorocznej edycji Bayern Monachium. I wcale nie dlatego, że gra reprezentant Polski Robert Lewandowski, tylko dlatego, że w tej maszynie wszystko było na swoim miejscu.

 

 

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Dziekanowski | Bayern Monachium | Manchester City

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama