Reklama

Reklama

Był marazm, teraz jest chaos

Środowy mecz z Anglikami był próbą, czy w starciu z tak mocnym przeciwnikiem damy sobie radę bez Roberta Lewandowskiego. Szkoda, że taka myśl nie pojawiła się w głowie selekcjonera przed spotkaniem z Andorą.

Wciąganie "Lewego" do debaty, ile warta jest nasza drużyna narodowa bez niego, uważam za bezsensowne. Stawianie sprawy: Robert i reszta zespołu - jest niesprawiedliwe, bo przecież napastnik Bayernu nie próbuje nikomu w kadrze udowodnić (bo nie musi), że jest lepszy od innych. Nadrzędnym celem naszej drużyny powinno być hasło: pokażmy każdemu rywalowi, że jesteśmy lepsi od niego. Tej determinacji, odwagi zabrakło mi w środę na Wembley najbardziej.

Poza pięcioma, czy sześcioma zawodnikami, którzy starali się walczyć z Anglikami, jak równy z równym, reszta grała w piłkę tylko po to, żeby zminimalizować ryzyko błędu. Dlatego, gdy odbieraliśmy piłkę, wielu zawodników bało się podnieść głowę i poszukać sposobu, by rozwinąć akcję do przodu i przenieść ją na połowę Anglików, z myślą o zdobyciu bramki. Nasi piłkarze bali się spojrzeć rywalowi głęboko w oczy. Zamiast tego kątem oka patrzyli, gdzie stoi Wojtek Szczęsny, bo podanie do niego było najprostszym i najłatwiejszym rozwiązaniem. W najlepszym wypadku podawali wszerz boiska. To była walka z samym z sobą. Dopiero Kamil Jóźwiak, po wejściu na boisku pokazał kolegom, że w piłce chodzi o to, żeby atakować. Że atak jest najlepszym sposobem na oddalenie niebezpieczeństwa od własnej bramki.

Reklama

Niewystawienie tego zawodnika od pierwszej minuty jest największym grzechem selekcjonera. W trzecim kolejnym spotkaniu Paulo Sousa podjął kilka trudnych do zrozumienia decyzji odnośnie wyjściowego składu. I za tę błędy zapłaciliśmy dość szybko i drogo, bo straconą bramką z rzutu karnego. Portugalczyk przekonywał nas przez kilka tygodni poprzedzających start eliminacji, że wnikliwie analizuje możliwości naszych piłkarzy i oczywiście rozpracowuje rywali. Każdy przeciętny kibic mógł przewidzieć, że oprócz Harry'ego Keane'a, największe zagrożeniem będzie lewa flanka Anglików, na której grał Raheem Sterling.

Pozostawienie osamotnionego Bartosza Bereszyńskiego było posunięciem nierozsądnym. Rozumiem, że miał mieć wsparcie głównie w osobie Michała Helika, ale to kolejna niezrozumiała decyzja. Jeśli już, to czy nie lepiej było ustawić w trójce obrońców po stronie Bereszyńskiego bardziej doświadczonego Jana Bednarka. Obrońca Southampton był jednym z tych niewielu piłkarzy, którzy nie pękli przed Anglikami. Dlatego też selekcjoner już po pierwszych 10 minutach meczu powinien zdecydować się na taką roszadę.

W ocenach pracy Sousy z jednej strony pojawiają się opinie, że myli się co do wyjściowego składu, ale potem potrafi naprawić swoje błędy. Lepiej byłoby jednak, aby naprawiał błędy zawodników, a nie własne...

Mówiąc dosadnie, tak naprawdę wyszliśmy przeciwko Anglikom w dziewiątkę, bo oprócz Helika w składzie nie miał prawa się znaleźć niedoświadczony Karol Świderski. Powiedzieć, że były to niezrozumiałe decyzje, to nic nie powiedzieć

Nie rozumiem też tłumaczeń, że Arkadiusz Milik powinien zostać rozgrzeszony za nie przypilnowanie w polu karnym Johna Stonesa, bo jest on (Milik) napastnikiem, a nie obrońcą. To ja tylko przypomnę, że zarówno Stones, który podawał i Harry Maguire, który zdobył zwycięską bramkę dla Anglików, to są stoperzy. Czyli - stosując tę samą logikę, co przy Miliku - żaden z nich nie miał prawa mieć udziału przy tym golu....

Jaka jest nadzieja na przyszłość tej drużyny pod wodzą Paulo Sousy? Jeśli o Jerzym Brzęczku mówiło się, że doszedł do ściany swoich możliwości i wydobycia z piłkarzy drzemiących rezerw, to w przypadku Portugalczyka, jak na razie, wykorzystał jedynie 50 procent potencjału piłkarzy. Za Brzęczka mieliśmy marazm, teraz mamy chaos. Czy nowemu selekcjonerowi wystarczy czasu...? Zgodnie z kontraktem, ma go tylko do końca listopada. 

Dariusz Dziekanowski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje