Reklama

Reklama

ZAKSA mknie po medal, dwa oblicza Skry

- Do poziomu pierwszych pojedynków ćwierćfinałowych PlusLigi nie możemy mieć większych pretensji, ale za to dramaturgii zdecydowanie zabrakło – pisze w felietonie dla Interii były znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport Daniel Pliński.

Pierwsze mecze ćwierćfinałowe PlusLigi już za nami. Gospodarze nie dali szans swoim rywalom. Powiem szczerze, że liczyłem na bardziej zacięte spotkania. Co do poziomu tych pojedynków, to nie możemy mieć większych pretensji, ale za to dramaturgii zdecydowanie zabrakło. Nie licząc spotkania Trefla Gdańsk z Vervą Warszawa Orlen Paliwa i fragmentami starcia PGE Skry Bełchatów z Asseco Resovią, w dwóch pozostałych gospodarze gładko wygrali.

ZAKSA zrobiła "swoje"

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przegrała pierwszego seta ze Ślepskiem Malow Suwałki, ale mam wrażenie, że podopieczni Nikoli Grbicia byli wtedy jeszcze w samolocie z Kazania po wielkim sukcesie w półfinale Ligi Mistrzów. W pozostałych partiach ZAKSA dominowała absolutnie na boisku. Wydaje się, że drugi mecz pomiędzy tymi zespołami będzie wyglądał podobnie i wszystko wskazuje na to, że zdecydowany faworyt zapewni sobie awans do półfinału PlusLigi.

Reklama

W pojedynku Jastrzębskiego Węgla z Aluronem CMC Wartą Zawiercie spodziewałem się zaciętego boju, bo były ku temu podstawy, żeby tak myśleć. 24 lutego Warta pokonała bowiem jastrzębian 3:1. Niestety, stało inaczej. Pierwszy set na styku, ale lepsi okazali się siatkarze Andrei Gardiniego. Ktoś powie, o co Plińskiemu chodzi po tak zaciętej walce? Gdyby nie kryzys w tym fragmencie Tomasza Fornala, to Jastrzębski Węgiel wygrałby tę partię równie gładko, jak dwie kolejne.

Gladyr - wiecznie młody

Na duże słowa uznania zasługuje wiecznie młody i cały czas niezwykle skuteczny Jurij Gladyr, który  w tym meczu miał 100 procent w ataku i do tego dołożył cztery bloki i dwa asy. Tylko wyborna dyspozycja Mohameda Al Hachdadiego pozbawiła go tytułu MVP. Marokańczyk jednak zdobył aż 20 punktów. Na 25 piłek w ataku skończył 19, co dało mu 76-procentową skuteczność. Był to absolutnie gracz numer jeden tego spotkania. Czy w tym ćwierćfinale jest już po tzw. herbacie? Myślę, że drugie starcie będzie zdecydowanie inne i Jastrzębski Węgiel będzie musiał się mocno napracować, żeby zamknąć tę rywalizację w dwóch meczach.

Klasa Reicherta

Kolejne spotkanie, które mogliśmy podziwiać, to bój Trefla z Vervą. Dwie pierwsze odsłony to dominacja gdańszczan i wyśmienita gra Mariusza Wlazłego. W tym fragmencie nasz mistrz świata z 2014 roku miał 70 procent skuteczności w ataku, znakomicie zagrywał, bronił. Po prostu był wszędzie. Od trzeciego seta coś drgnęło w grze stołecznego zespołu dzięki postawie Artura Szalpuka i Jana Króla, a Wlazły już tak nie błyszczał. Trefl prowadził 2:1, a w czwartej odsłonie do stanu 18:18 oglądaliśmy zażartą walkę. Kapitalnie zaprezentował się wówczas Moritz Reichert i gdyby nie on, to pewnie bylibyśmy świadkami piątego seta. Niemiecki siatkarz w końcówce pokazał wielką klasę. Najpierw dwie piłki sytuacyjne zamienił na punkty, a następnie w z pola zagrywki "wystrzelił" dwa asy i było po meczu. Nagroda MVP trafiła do rąk Reicherta, który na nią zasłużył. Niemiec grał najrówniej i najlepiej przez cały mecz.


Dwa oblicza Skry

Skra i Resovia to dwa zasłużone dla polskiej siatkówki kluby, ale kogoś z tych wielkich zabraknie w strefie medalowej. Po pierwszym starciu bliżej upragnionego półfinału są bełchatowianie, którzy wygrali 3:1. Skra w tym meczu pokazała dwa  oblicza. Pierwsze, drużyny walczącej, grającej twardo i bardzo skutecznie. Drugie, to zespołu bezradnego, który nie wie, co zrobić na boisku, kiedy przychodzi kryzys. Na pewno drugi set przegrany do 11 chluby Skrze nie przynosi, ale, jak to się mówi, zwycięzców się nie sądzi.

Przypuszczam, że minimum w dwóch parach ćwierćfinałowych zobaczymy trzecie spotkania.

Wszystkie oczy na Kędzierzyn-Koźle

Dziś jednak cała siatkarska Polska trzyma kciuki za ZAKS-ę i jej awans do finału Ligi Mistrzów. Do tego jednak droga daleka. Trzeba pamiętać jak wyglądał mecz w Kazaniu. Zenit miał piłki meczowe i mógł zamknąć spotkanie w trzech setach. Kędzierzynianie przetrwali nawałnicę i "złamali" Rosjan. Im dłużej trwał pojedynek, tym pewność siebie i wiara Zenita malała. Powiedzmy sobie szczerze - ZAKSA ten mecz "ukradła". Rewanż będzie zdecydowanie inny. Czy ZAKSA jest faworytem? Może minimalnym, ale tylko i wyłącznie dlatego, że wygrała pierwsze spotkanie. Jednak cały czas kędzierzynianie muszą być niezwykle skupieni, bo porażka 0:3 lub 1:3 wyrzuca ich za burtę. Siatkarze Grbicia muszą grać twardo, mądrze i pilnować każdej akcji. Moim zdaniem, jedna, dwie, trzy piłki mogą zadecydować o tym, kto zagra w wielkim finale.

Heynen stawia na swoich "żołnierzy"

Na koniec chciałbym się odnieść do powołań Vitala Heynena. Wydaje mi się, że Bartłomiej Lipiński zasłużył na to, żeby w szerokiej kadrze się znaleźć. Jeśli jednak spojrzymy na ośmiu przyjmujących, którzy na liście są, to można się tylko głowić, kogo Lipiński miałby zastąpić. Heynen ufa zawodnikom, z którym osiągał sukcesy i oni wśród powołanych są. Niektórzy grali w tym sezonie lepiej inni gorzej, ale widać, że Belg stawia na swoich "żołnierzy". Lipiński będzie musiał na swoją szansę poczekać. Cieszę się, że wśród wybrańców znalazł się Kamil Semeniuk. Uważam nawet, że przyjmujący ZAKS-y powinien trafić do wąskiej kadry, bo jak mało kto zasłużył, żeby w tej reprezentacji być i grać.

Daniel Pliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje