Reklama

Reklama

Wlazły wyląduje na ławce? Młody kozak atakuje

- Mariusz Wlazły musi wreszcie pokazać wysoki poziom, bo wyląduje na ławce rezerwowych i pierwszym atakującym Trefla będzie Kewin Sasak. W dwóch ostatnich meczach ten zawodnik pokazał, że jest młodym kozakiem – pisze w felietonie dla Interii były znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport Daniel Pliński.

ZAKSA ma rezerwy

ZAKSA wróciła po koronawirusie i gładko ograła Stal Nysę, która ostatnio prezentowała się dość dobrze. Beniaminek w końcu wygrał swoje pierwsze ligowe spotkanie w Zawierciu, ale z jednym z głównych faworytów rozgrywek nie miał żadnych szans. Trener Nikola Grbić dał jeszcze pograć rezerwowym. Bartłomiej Kluth, który czasami wchodził na podwyższenie bloku we wcześniejszych spotkaniach, bardzo fajnie zastąpił w ataku Łukasza Kaczmarka. Reprezentant Polski cały czas zmaga się z COVID-19 i mam nadzieję, że szybko wróci na boisko.

Reklama

Kluth godnie wypełnił lukę po Kaczmarku. Atakował ze skutecznością 65 procent, a w całym meczu zdobył 15 punktów. To naprawdę robi wrażenie. Oprócz niego szansę dostał również Adrian Staszewski, który zajął miejsce Aleksandra Śliwki. On też pokazał, że trener Grbić może na niego liczyć w trudnych momentach. Obecnie wszyscy muszą się z tym zmierzyć. Wracają zawodnicy po koronawirusie, mają mikrourazy, są osłabieni. Tym samym rośnie rola rezerwowych i ZAKSA udowodniła, że ma wartościowych zmienników.

Jestem ciekawy, jak ZAKSA zaprezentuje się w następnych spotkaniach, bo sporo zespołów, które wracały po koronawirusie łatwo wygrywały swoje mecze. Pamiętamy na przykład pojedynek GKS-u Katowice w Radomiu. Siatkarze Grzegorza Słabego mieli ponad trzy tygodnie przerwy, a ograli Czarnych 3:0. Za moment natomiast przegrali u siebie z Lubinem. Dlatego z zainteresowaniem będę się przyglądał, jak to będzie wyglądało z ZAKS-ą, czy faktycznie pierwsze mecze po koronawirusie są pełne radości i entuzjazmu, a później nadchodzi kryzys. Oby ten hamulec nie przytrafił się kędzierzynianom w Lidze Mistrzów.

Zdeklasowana Skra

To samo dotyczy PGE Skry. Powrót bełchatowian po covidzie również był udany. Może MKS Będzin to nie rywal bardzo wymagający, ale gra się u nich ciężko. Z autopsji wiem, że to trudny teren. Przychodzi następny mecz i Skra zostaje zdeklasowana przez Cuprum Lubin. Forma "Miedziowych" wyraźnie idzie do góry. Zwycięstwo 3:0 ze Skrą jest oczywiście dla mnie sensacją, ale jakbyśmy spojrzeli na przebieg spotkania, to zwyciężyli absolutnie zasłużenie. Lubinianie grają ostatnio na dużej euforii, sporym ryzyku i to im przynosi efekty. Cała drużyna prezentowała się znakomicie, ale na słowa uznania zasłużył Miguel Tavares. Rozgrywał bardzo dobrze, gubił blok Skry, która w całym spotkaniu zdobyła tylko cztery punkty tym elementem. Wiemy doskonale, że ekipa z Bełchatowa bazuje na mocnej zagrywce, żeby odrzucić przeciwnika i ułatwić sobie zadanie w bloku. To zasługa Tavaresa, że Skra nie była w stanie postawić szczelnej "ściany". Bezapelacyjnym liderem Cuprum był Ronald Jimenez, który szalał w ataku i był nie do zatrzymania - 21 punktów i 66 procent skuteczności.

Cały czas czekam na Taylora Sandera. Widać, jak bardzo Skra go potrzebuje i jak jest ważnym zawodnikiem dla tego zespołu. Już mamy prawie grudzień i dalej nie widzimy Amerykanina na boisku. On nawet nie wchodzi na chwilę na plac gry, więc chyba cały czas jest coś na rzeczy. Być może mentalnie nie jest jeszcze gotowy, żeby grać na meczowym poziomie.

Zmiana taktyki przyniosła efekt

GKS Katowice nie ogląda się na nikogo i wygrał kolejne spotkanie. Tym razem w pokonanym polu zostawili Ślepsk Malow Suwałki (3:1). Drużyny o zbliżonym potencjale pokazały dobrą, twardą grę. Po stronie ekipy z Suwałk zabrakło Tomasa Rousseaux. Belg wprawdzie wyszedł w "szóstce", ale wypadł blado i trener Andrzej Kowal szybko ściągnął go z boiska. Oczywiście, opcją numer jeden w ataku Ślepska jest Bartłomiej Bołądź, ale na lewym skrzydle Rousseaux rządzi i dzieli. Jednak nie tym razem. Na siedem piłek nie skończył żadnej. Decyzja trenera Kowala nie mogła być inna.

Znów w GKS-ie brylował Jan Firlej. W dwóch ostatnich konfrontacjach z Lubinem i Radomiem prowadził grę zespołu przez środek i lewe skrzydło. To było kluczowe w tych pojedynkach. Przeciwko ekipie z Suwałk przeniósł ciężar gry na swoją prawą stronę do doświadczonego atakującego Jakuba Jarosza., który tego dnia był dobrze dysponowany. 62 procent w ataku i 17 punktów to robi wrażenie. Ta taktyka przyniosła efekt, bo kiedy zabrakło Rousseaux, na lewej stronie miał na bloku Kevina Klinkenberga i Marcina Walińskiego, a wiemy o tym, że to nie są wybitni blokujący. Dlatego twierdzę, że Firlej wykorzystał to z pełną premedytacją. Poszczególne sety były dosyć wyrównane, ale w końcówkach więcej jakości było po stronie GKS-u. Katowiczanie plasują się wysoko w tabeli, bawią się grą, a przecież nie mają w składzie topowych zawodników, ale stworzyli fajną ekipę. Trzeba zdać sobie sprawę, że GKS może za chwilę przegrać na przykład cztery mecze z rzędu. Potencjał ZAKS-y, Skry, Jastrzębskiego Węgla jest zdecydowanie większy. Jednak ta drużyna pokazuje, że to co ma wygrać, to wygrywa i za to należy jej się szacunek.

Jedna piłka rozstrzygnęła

Kolejne spotkanie w Olsztynie, gdzie zmierzyli się sąsiedzi w tabeli Indykpol AZS z Cerradem Eneą Czarnymi Radom. Dla obu ekip był to ważny mecz. "Akademicy" wygrali 3:1, ale szczerze mówiąc jedna piłka rozstrzygnęła. Przy stanie 1:1 w setach i 15:10 w trzeciej partii dla Czarnych mieliśmy taką sytuację. Gospodarze przebijają łatwą piłkę na stronę przeciwnika. Mateusz Masłowski ma tylko dograć dokładnie do siatki. Sędzia uznał, że odbicie libero Czarnych nie było "czyste". Za moment dwoma asami popisuje się Dmytro Teriomenko. W błyskawicznym tempie radomianie roztrwonili bezpieczną przewagę. A mogło być 16:10 dla nich. Gdyby Masłowski dograł tę piłkę do rozgrywającego i Czarni zamieniliby ją na punkt, to śmiem twierdzić, że goście wygraliby tego seta. Uważam, że ten fragment zdecydował o tym, kto wygrał cały mecz. Ktoś może powiedzieć, że jedna piłka o niczym nie decyduje. Ja się z tym nie zgadzam. Często zdarza się, że taka nieudana akcja podcina skrzydła i nadciąga czarna seria.

Wojciech Żaliński w drugim meczu z rzędu zdobywa tytuł MVP. Początek sezonu w jego wykonaniu nie był zbyt dobry. Brakowało mu pewności siebie, błąkał się po boisku. Mam wrażenie, że po koronawirusie zaczął błyszczeć. To jest Wojtek w najlepszej formie. Paradoksalnie koronawirus chyba mu pomógł, doszedł do siebie, poukładał sobie wszystko w głowie i dlatego znów jest liderem swojego zespołu. Żaliński jest przykładem, że niektórzy mogą skorzystać na przerwie koronawirusowej.

Kryzys mają już za sobą?

Verva Warszawa przełamała niemoc i wreszcie odniosła zwycięstwo. Siatkarze Andrei Anastasiego pokonali, moim zdaniem, najsłabszy zespół w stawce MKS Będzin, co pokazuje też tabela. Czekam na sprawdzian stołecznej ekipy ze Skrą i wtedy zobaczymy, czy kryzys mają już za sobą. Mam nadzieję, że Verva wraca na właściwy tor, dalej będzie się liczyła w walce o medale, bo są tam ludzie, którzy mają umiejętności, poziom sportowy, potrafią dużo na boisku. Potrzebowali spokojnego treningu i mieli na to czas. Przypuszczam, że teraz będą prezentowali się lepiej. Czy to przyniesie im punkty? Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć.

Atakujący pełną gębą

Miał być szlagier kolejki w Gdańsku, a Trefl odprawił Asseco Resovię z kwitkiem. Gdańszczanie w drugim meczu z rzędu radzą sobie bez swojego lidera Mariusza Wlazłego i radzą sobie wybornie. Szalał jego następca Kewin Sasak, który zdobył 20 punktów i poprowadził drużynę do efektownego zwycięstwa. W Zawierciu był prowadzony za rękę przez Marcina Janusza, ale przeciwko Resovii był atakującym pełną gębą. Drugi mecz tego chłopaka w podstawowej "szóstce" i Trefl nie traci nawet seta.

Zastanawiam się, co zrobi Michał Winiarski, kiedy w pełni zdrowy będzie Wlazły. Trener Trefla ma twardy orzech do zgryzienia. Moim zdaniem Winiarski postawi na Mariusza, bo inaczej nie może zrobić. Ale Sasak bardzo mocno depcze po piętach Wlazłemu. Na pewno pokazał w tych ostatnich meczach, że zasługuje na więcej minut na boisku. Byłem pod wrażeniem tego, jak ten facet idzie w górę na zagrywce. Wielki gość, wyskakany, z fajnym potencjałem, wydaje się, że jest pokorny, posłuszny, przy trenerze Winiarski zrobił postępy. Rośnie nam kolejny atakujący. Oczywiście nie mówimy tu o reprezentacji. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie, niech znajdzie swoje miejsce na ziemi i zagra cały sezon.

W pojedynku z Resovią imponował skutecznością w ataku, czy to z piłek szybkich, czy wysokich, regularnością w polu zagrywki. Wlazły będzie się musiał mocno sprężyć. Dotychczas Mariusz grał bardzo dobrze w ataku i słabiej w zagrywce lub na odwrót. Musi wreszcie pokazać wysoki poziom w obu tych elementach, bo wyląduje na ławce rezerwowych i pierwszym atakującym Trefla będzie Sasak. Aż sam się zastanawiam, co piszę, ale tak to wygląda. Sasak pokazał, że jest młodym kozakiem.

Resovia cały czas szuka swojej jakości, stylu. Ma pięć minut dobrej gry, a potem 10-minutowy przestój. To za mało, żeby bić się o wysokie miejsce w tabeli. Mam nadzieję, że Resovia w końcu "odpali" i przez całe spotkanie rozegra na równym, dobrym poziomie. Włodarze klubu, sztab szkoleniowy zrobili wszystko, żeby zawodnicy czuli się komfortowo i nie pomogło. Trefl zawiesił tak wysoko poprzeczkę, że rzeszowianie nie mieli punktu zaczepienia. Liczyłem na zacięte widowisko i nawet pięć setów. Skończyło się w trzech, ale trzeba przyznać, że niektóre akcje były na wysokim poziomie i fajnie się je oglądało.

Kilku prezesów zapewne zastanawia się nad zmianą trenera. Mam dziwne wrażenie, że dochodzimy do momentu, w którym jakiś trener niestety straci pracę. Karuzela może się rozkręcić. Przypuszczam, że są włodarze niezadowoleni z miejsca w tabeli i zdobyczy punktowej.

Daniel Pliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje