Reklama

Reklama

Wielka ZAKSA! Polski klub wyznacza trend w Europie

- Dziś ZAKSA wyznacza trend w Europie – pisze w felietonie dla Interii były znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport Daniel Pliński.

ZAKSA zasługuje na tyle komplementów, że ten felieton powinien być poświęcony tylko tej drużynie, a co drugie słowo komplementem na temat gry i charakteru kędzierzynian. Podopieczni Nikoli Grbicia pokazali jak wielkim są zespołem. ZAKSA grała dobrze z Cucine Lube Civitanova w rewanżu, ale przeciwnik o jedną, dwie piłki był mocniejszy i wygrał 3:0. Wierzyć w to, że jeszcze można wygrać złotego seta, w którym na dodatek przegrywało się dwoma, trzema punktami, to duża sztuka i pokaz siły kędzierzyńskiej siatkówki. Dziś ZAKSA wyznacza trend w Europie. W Kędzierzynie-Koźlu nie ma najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona, ale jest moim zdaniem ekipa, która ma wielkie szanse, żeby awansować do finału Ligi Mistrzów.

Nie "złamali" ZAKS-y

Reklama

Po tym dwumeczu z Cucine Lube Civitanova należy podkreślić jedną rzecz - niezwykle trudno skrzywdzić ZAKS-ę na przyjęciu, ciężko "sprzedać" jej asa. Zawodnicy Lube zagrywają bardzo mocno i regularnie, a i tak mieli duży problem, żeby zdobyć bezpośrednio punkt z zagrywki. Myślę, że postawa trzech przyjmujących kędzierzynian w tym elemencie miała kluczowe znaczenie w ćwierćfinałowej bitwie. Osmany Juantorena i Yoandy Leal serwowali po 115 km/h i nie byli w stanie "złamać" ZAKS-y.

Charakter, wiara, błysk w oku, ogień - to ewidentnie rzucało się w oczy u siatkarzy z Kędzierzyna-Koźla. W złotym secie wysłali przeciwnikowi jasny sygnał: "My się nie boimy". To pokolenie siatkarzy pokazuje, że my nie mamy żadnych kompleksów. Przyjechały do nas gwiazdy światowego formatu, a Kamil Semeniuk czy Krzysztof Rejno, którzy tak na dobrą sprawę debiutowali na takim poziomie, udźwignęli ogromną presję.

Wszyscy zdali egzamin na szóstkę

W ZAKS-ie wszyscy zagrali fenomenalnie. Obojętnie czy mówimy o podstawowych zawodnikach, czy też tych wchodzących z ławki. Wszyscy zdali egzamin na szóstkę. Jednak moim zdaniem trzech siatkarzy zasługuje na osobną wzmiankę, bo zagrali najrówniej. Mam tu na myśli Jakuba Kochanowskiego, Łukasza Kaczmarka i Pawła Zatorskiego. Libero ZAKS-y i reprezentacji Polski, o czym wspominałem już w poprzednich felietonach, wyznacza światowe trendy. Większość graczy występujących na tej pozycji stoi bardzo nisko na nogach i czeka na "strzał". Zatorski wchodzi mocno w boisko, nie boi się dostać w twarz, jego kolana nie są tak mocno ugięte, a mimo to jego pozycja jest bardzo stabilna. Ktoś kiedyś powiedział, że jedną ręką się nie broni. To nieprawda. Zatorski pokazuje, że się da. Bardzo często nie ma czasu na to, żeby dołożyć drugą rękę w defensywie. Warto dać się trafić w klatkę, plecy, w głowę. Oczywiście trochę w tym momencie żartuję, ale pozycja musi być stabilna, a Zatorski pokazał, jak to się robi. Juantorena czy Leal "wychodzą" na pojedynczy blok i to były kluczowe akcje w złotym secie, a Zatorski obronił ich ataki jedną ręką. Myślę, że od Zatorskiego i ZAKS-y mogą się wszyscy uczyć, nie tylko w PlusLidze.

ZAKSA faworytem w półfinale

Wybiegając w przyszłość, Perugia ma w swoim składzie dwóch koni na lewym skrzydle, Leon i jego koledzy też zagrywają mocno i regularnie, ale kędzierzynianie mają wielką szansę, żeby zagrać w wielkim finale LM i go wygrać. Pamiętam o tym, że w drodze do decydującej bitwy o złoto kędzierzynian czeka jeszcze jednak przeszkoda - Zenit Kazań. Ale na dziś faworytem jest ZAKSA. Nigdy nie przypuszczałem, że faworytem w półfinale Ligi Mistrzów z Zenitem Kazań będzie polski zespół. A jednak! To tylko wskazuje, jak ta drużyna jest poukładana. Oczywiście dochodzą też takie aspekty jak zdrowie czy szczęście. W rywalizacji z Lube fortuna sprzyjała ZAKS-ie, bo powiedzmy sobie szczerze, w złotym secie dwie, trzy akcje były szczęśliwe dla polskiego zespołu. Jeżeli ten łut szczęścia nadal będzie towarzyszył ZAKS-ie, to uważam, ze zagra w finale Ligi Mistrzów.

Kochanowski lepszy od Simona

Chciałbym również zwrócić uwagę na to, co zrobił Kuba Kochanowski. W ciągu trzech minut zablokował dwa razy Robertlandy Simona. Na palcach jednej ręki można policzyć takie sytuacje, kiedy Kubańczykowi coś takiego się przytrafiło. To pokazuje, że ci wielcy siatkarze też są ludźmi i mają prawo się pomylić. Z utęsknieniem czekałem na rywalizację na środku siatki Kochanowskiego z Simonem, moim zdaniem jednych z najlepszych graczy na tej pozycji na świecie. I co w tym najpiękniejsze, tę rywalizację zdecydowanie wygrał Kuba Kochanowski. Mam tu na myśli przede wszystkim pracę w bloku. Nasz zawodnik wnosi do ZAKS-y wiele pozytywnej energii, nie ma u niego strachu, ma dużo pewności siebie, jest zimny i wyrafinowany. To też rzuciło mi się w oczy.

Czułem, że ZAKSA awansuje do półfinału, ale też spodziewałem się, że Juantorena, Leal i spółka nie zagrają po raz drugi tak słabo, jak w pierwszym spotkaniu. Do tego nowy trener, co dało dodatkowy impuls Lube. Tym bardziej wielkie brawa dla ZAKS-y. Rozpiera mnie duma obserwując kędzierzynian na boiskach PlusLigi i Ligi Mistrzów. A myślę, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa.

Ten jeden set

Pisałem w ubiegłym tygodniu, że Zenit dobrze gra u siebie i tak też było. W dalszym ciągu jednak uważam, że PGE Skra Bełchatów nie wykorzystała swojej szansy. Pierwszy set w pierwszym spotkaniu zaważył na całej rywalizacji. Ktoś powie, że to tylko jeden set... Uważam, że właśnie ta partia miała decydujące znaczenie, że w półfinale LM nie będziemy mieli polskiego starcia ZAKSA - Skra.

Podopieczni Michała Mieszko Gogola dobrze "weszli" w mecz w Kazaniu. Wygrali inauguracyjną partię, kontrolując przebieg wydarzeń od początku do końca. Niestety, drugi i trzeci set to wyraźna przewaga Rosjan na skrzydłach. Taylor Sander miał 31 procent skuteczności w ataku, Milad Ebadipur 36. Do tego kilka zepsutych ataków bezpośrednio oraz kilka "czap". Z takimi statystykami i tyloma błędami nie ma szans przeciwstawić się Zenitowi, który nie dysponuje już taką siłą co kiedyś. Tego bardzo żałuję. W trzecim secie długo ważyło się, kto przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Grzegorz Łomacz uparł się i oparł grę na Ebadipurze, a on spisywał się słabo. Myślę, że znów zabrakło trafnych wyborów. Prawdopodobnie Sander nie czuł się zbyt dobrze. Problem z kolanem doskwierał Amerykaninowi, bo Grzegorz Łomacz nie korzystał z jego usług. Posyłał do niego piłki wtedy, kiedy musiał.

Skra dobrze wyglądała w polu zagrywki. Na całym dystansie wygrała jednak drużyna nie do końca lepsza, ale mająca w swoim zespole trzy równe skrzydła, a w Skrze to przypominało sinusoidę. Sądzę, że dlatego bełchatowian zabraknie w półfinale LM.

Wielki sukces ZAKS-y i niewykorzystana szansa Skry - tak można podsumować występ naszych drużyn. Bełchatowianom została walka tylko i wyłącznie o medal w PlusLidze, a kandydatów jest wielu. Oczywiście ćwierćfinał LM jest małym sukcesem Skry, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i myślę, że teraz Skra musi zrobić wszystko, żeby stanąć na podium w PlusLidze. Najprawdopodobniej w przyszłym sezonie dojdzie do personalnych zmian w Bełchatowie, ale Skra musi zrobić teraz wszystko, żeby zagrać w następnej edycji Ligi Mistrzów, czego sobie, wszystkim kibicom i włodarzom klubu życzę.

Daniel Pliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy