Reklama

Reklama

Niesmak pozostanie na długo

- Gdyby nie aktorstwo i nerwy trenera Andrei Anastasiego, to na drugi dzień mało kto by analizował, co się wydarzyło w Warszawie - pisze w swoim felietonie dla Interii były znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport Daniel Pliński.

Patrząc na to, w jakich czasach żyjemy to trzeba przyznać, że rozegranie pięciu meczów w tej ostatniej kolejce to spory wyczyn. Oczywiście pojedynek Cuprum Lubin - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (1:3) został rozegrany awansem, ale to i tak nie zmienia faktu, że 12. kolejka została rozegrana w miarę płynnie.

As Jastrzębskiego Węgla

Reklama

Zacznijmy od starcia Jastrzębskiego Węgla z Cerradem Eneą Czarnymi Radom, które zostało rozegrane w sobotnie popołudnie. Niestety, radomianie musieli sobie radzić kolejny raz bez swojego lidera Dawida Konarskiego. I poradzili sobie bez niego tylko w trzecim secie, w którym pokonali gospodarzy 26:24. W pozostałych partiach Czarni nie mieli żadnych szans i przegrywali sety gładko. Na słowa uznania zasługuje Mohamed Al Hachdadi, który zdobył dla swojej drużyny aż 25 punktów. Początek sezonu w wykonaniu tego gracza nie był zbyt dobry, ale z każdym meczem Marokańczyk prezentuje się nam coraz lepiej i zaczyna być liderem zespołu ze Śląska.

Znów szalał na siatce

Kolejny mecz, który mogliśmy oglądać w sobotni wieczór, to pojedynek drużyn mających zbliżony potencjał sportowy Trefl Gdańsk - Ślepsk Malow Suwałki. W tym spotkaniu liczyłem na długie i wyrównane widowisko. Niestety, wyrównany był tylko pierwszy set, który Trefl po zaciętej walce wygrał na przewagi 36:34! W dwóch pozostałych partiach dominacja gdańszczan nie podlegała dyskusji. Podopieczni Michała Winiarskiego w drugiej odsłonie zmietli rywali do 14, a trzecią wygrali wyraźnie do 20 i całe spotkanie 3:0. Kolejny raz  w Gdańsku nie zawiedli liderzy - Mariusz Wlazły zdobywca 20 punktów i Bartłomiej Lipiński, który szalał na siatce i atakował ze skutecznością 64 procent (na 19 ataków skończył 12). Rzuca się też w oczy, że drużyna  po przygodach covidowych wraca do dobrej formy fizycznej i pewnie jeszcze nie raz pokaże na co ją stać w tym sezonie.

Niesmak pozostanie na długo

Gdyby nie aktorstwo i nerwy trenera Andrei Anastasiego w pierwszym secie przy stanie 9:15, to na drugi dzień mało kto by analizował, co się wydarzyło w Warszawie w meczu Vervy z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Kolejny raz frustracja Anastasiego dała znać o sobie. Już tyle zostało powiedziane o tym, co się wtedy wydarzyło, że chyba nie ma sensu dalej o tym pisać. Włoski trener przeprosił za swoją reakcję i na tym chyba trzeba temat zamknąć, ale mam wrażenie, że niesmak niestety pozostanie na długo.

Zawiercianie wrócili na parkiety PlusLigi po 28 dniach (!) i to im nie przeszkodziło w bezwzględnym i efektownym zwycięstwie w stolicy 3:0 (-18, -20, -23). Warta to drużyna, która nie ma wielkich nazwisk w swoim składzie, ale za to są tam ludzie, którzy wiedzą czego chcą. Dziś zawiercian trzeba wymieniać w gronie faworytów do medalu. Mam tylko nadzieję, że ta ekipa nie przestraszy się tej roli i będzie dalej grała na takim poziomie i rozbijała kolejnych przeciwników w PlusLidze.

Beniaminek nie wytrzymał

Na zakończenie tej kolejki Stal Nysa przegrywa kolejny mecz w naszej lidze. Tym razem z MKS-em Będzin 2:3. Beniaminek miał szansę zamknąć to spotkanie w czterech setach i mógł zgarnąć trzy punkty, ale przy stanie 2:1 w setach i 21:17 w czwartym, nie wytrzymał kolejnej końcówki w tym sezonie. Zamiast dopisać sobie do ligowej tabeli komplet "oczek" dopisują sobie tylko jedno i ciągle zespół z Nysy czeka na swoje pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach PlusLigi.

Daniel Pliński



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje