Reklama

Reklama

Jastrzębski Węgiel czeka w finale

- Brak ZAKS-y w finale PlusLigi byłby dużą niespodzianką. Bełchatowianie natomiast bardzo długo męczyli się z własną grą i jeśli awansują do finału, to z perspektywy całego sezonu będzie do ogromny sukces – pisze w felietonie dla Interii były znakomity siatkarz, a obecnie komentator Polsatu Sport Daniel Pliński.

Wielkie emocje i bardzo dobry poziom sportowy w półfinałach PlusLigi. Jastrzębski Węgiel po wygraniu u siebie 3:2 z Vervą Warszawa Orlen Paliwa przypieczętował w stolicy wymarzony awans do finału. Po pierwszym meczu pomiędzy tymi drużynami wydawać się mogło, że w tej rywalizacji może dojść do decydującego trzeciego starcia, który ewentualnie odbyłby się w Jastrzębiu-Zdroju.

Walka na przewagi

W dwóch pierwszych setach pojedynku w Warszawie, które mieliśmy przyjemność oglądać, podopieczni Andrei Anastasiego grali bardzo dobrze i walczyli o każdy punkt. Oba zakończyły się walką na przewagi. Pierwszego Verva wygrała 29:27, a w drugim, w pewnym momencie, na tablicy wyników było 15:9 dla przyjezdnych. Wszystko wskazywało na to, że jastrzębianie spokojnie wygrają drugą odsłonę. Nic bardziej mylnego. Igor Grobelny, niesamowitą serię w polu zagrywki, doprowadził do remisu 16:16. I znów o zwycięstwie decydowały pojedyncze akcje. Warszawianie jako pierwsi mieli piłki setowe, ale niestety dla Andrei Anastasiego jego siatkarze psuli zagrywkę za zagrywką. W końcu wykorzystali to jastrzębianie i wygrali drugiego seta 29:27.

Reklama

Jakub Bucki szalał na boisku

Wszystko więc nadal było otwarte i można było przypuszczać, że Verva jest w stanie wygrać to spotkanie, a co za tym idzie doprowadzić do trzeciego meczu. Może i ta szansa była, ale trener Andrea Gardini podjął decyzję o zmianie na pozycji atakującego - Mohameda Al Hachdadiego zastąpił niezawodny rezerwowy Jakub Bucki. To on szalał na boisku, był nie do zatrzymania w ataku i na dodatek nękał przeciwnika potężnymi zagrywkami.

Anastasi też szukał swojego szczęścia w zmianach. Słabo grającego Bartosza Kwolka zmienił Artur Szalpuk i trzeba przyznać, że po tej roszadzie gra warszawiaków się poprawiła. Szalpuk atakował dużo i do tego był bardzo skuteczny. Na 11 piłek skończył aż 10, co dało mu 91-procentową skuteczność. Ale.. No właśnie. Po drugiej stronie siatki był bohater Jastrzębskiego Węgla Jakub Bucki. To on wprowadził swój zespół do finału, to on w czwartym secie, przy stanie 25:24, wyprowadził decydujący cios z pola zagrywki. Posłał potężny serwis w strefę Szalpuka i zdobył kolejny punkt zagrywką. Bucki absolutnie zasłużenie został wybrany najlepszym zawodnikiem tego meczu, a Jastrzębski Węgiel jak najbardziej zasłużenie awansował do finału i spokojnie czeka na swojego przeciwnika. A tu niespodzianka!

Nikt się nie spodziewał

Po pierwszym meczu Grupy Azoty ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle z PGE Skrą Bełchatów chyba nikt nie spodziewał się, że wydarzy się coś nadzwyczajnego. Pełna dominacja finalisty Ligi Mistrzów i gładkie zwycięstwo 3:0. Drugi pojedynek miał być tylko formalnością i ZAKSA miała zameldować się w finale. Statystyki też na to wskazywały. Drużyny z Kędzierzyna-Koźla i Bełchatowa spotkały się w tym sezonie sześć razy i wszystkie spotkania zakończyły się wygraną zawodników Nikoli Grbicia. Seria niesamowita, ale jak to zwykle bywa - każda seria kiedyś się kończy. Tym razem też tak było. Skra zanotowała najlepszy występ w sezonie i zwyciężyła po niesamowitym spotkaniu 3:1.

Rewelacyjny Grzegorz Łomacz

Aby pokonać ZAKS-ę, to większość zawodników musi wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Bełchatowianie tego dokonali. Rewelacyjnie grę Skry prowadził Grzegorz Łomacz. Dzięki jego pomysłom na ten mecz, tak dobrze punktowali koledzy z drużyny: Duszan Petković - 22, Milad Ebadipur - 17, Mateusz Bieniek - 16, Taylor Sander - 13. Oczywiście ktoś powie, że w trzecim secie ZAKSA prowadziła 23:20 i była bliska tego, żeby wyjść na prowadzenie 2:1. Wtedy jednak stało się coś, co kędzierzynianom w tym sezonie się nie zdarzało. Popełniali błąd za błędem i można powiedzieć, że oddali rywalom końcówkę seta za darmo. Kolejna rzecz, która rzuciła się w oczy, to brak Pawła Zatorskiego. Moim zdaniem jednego z liderów kędzierzyńskiej drużyny, człowieka, który daje na boisku dużo spokoju, który rządzi w przyjęciu i obronie i człowieka, który dba o atmosferę. Myślę, że w Kędzierzynie-Koźlu zrobią wszystko, żebyśmy mogli zobaczyć reprezentanta Polski w decydującym meczu na parkiecie.

ZAKSA minimalnym faworytem

Jak będzie wyglądał trzeci półfinał? Zdecydowanie większa presja jest po stronie ZAKS-y. To siatkarze Grbicia przez swoje sukcesy i rewelacyjną grę przez cały sezon narzucił na siebie presję i brak tego zespołu w finale byłby dużą niespodzianką. Bełchatowianie natomiast bardzo długo męczyli się z własną grą i szukali odpowiedniej formy. Jeśli to Skra awansuje do finału, to z perspektywy całego sezonu będzie do ogromny sukces. Porażka oczywiście zaboli, ale też w Bełchatowie doskonale zdają sobie sprawę z kim przyszło im się mierzyć. Gdybym miał procentowo oceniać szansę obu zespołów, to dziś widzę to tak - 55 do 45 na korzyść ZAKS-y. Decydująca bitwa już w najbliższą niedzielę o 14.45, którą będzie można zobaczyć na antenie Polsatu Sport. Czekam z niecierpliwością na to wielkie widowisko!

Daniel Pliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje