Reklama

Reklama

Reprezentacja Polski. Paulo Sousa będzie miał w kadrze swoich "synków". Selekcjoner ich potrzebuje

Paulo Sousa powołał do reprezentacji Polski na mecze z Węgrami, Andorą i Anglią nowe twarze, bo taka jest potrzeba chwili, a przede wszystkim taka jest rola selekcjonera. Jego poprzednicy odnoszący sukcesy w reprezentacji Polski na swoich wychowankach umieli dużo wygrać.

- Kurde, widzę, że reprezentacja gra, a ty w ogóle nie grasz. Tata już nie ma w reprezentacji - śmiał się Prejouce Nakoulma z Krzysztofa Mączyńskiego w programie "Foot Truck" Łukasza Wiśniowskiego i Kuby Polkowskiego. Krzysztof Mączyński w kadrze był człowiekiem Adama Nawałki, to on na niego postawił i mimo krytyki zyskał w nim ważny tryb mechanizmu świetnie działającego podczas Euro 2016 i w eliminacjach do tej imprezy. Bez wielkiego ryzyka można stwierdzić, że żaden inny szkoleniowiec by nie wpadł na to, by zaufać akurat temu pomocnikowi.

Michał Helik z Barnsley, Bartosz Slisz z Legii Warszawa, Kacper Kozłowski z Pogoni Szczecin - spekulacji co do tego, kto dostanie powołanie do reprezentacji Polski od Paulo Sousy, było mnóstwo. Ostatecznie powołania dostała m.in. wymieniona trójka, ale też Tymoteusz Puchacz z Lecha Poznań, Sebastian Kowalczyk z Pogoni Szczecin, Kamil Piątkowski z Rakowa Częstochowa i Rafał Augustyniak z Urału Jekaterynburg. 

Reklama

Bez względu na to, kto ostatecznie pojawił się na liście powołań na mecze Węgry - Polska, Polska - Andora i Anglia - Polska, Portugalczyk potrzebował tych nowych twarzy. Potrzebuje ich do tego, by od początku dać wrażenie kroku do przodu względem kadencji Jerzego Brzęczka (który zresztą też wykreował dla kadry Arkadiusza Recę, Kamila Jóźwiaka czy Przemysława Płachetę, o czym wiele osób nie chce pamiętać). Mało tego, są przykłady "synków selekcjonera" z przeszłości, które podpowiadają, że takim piłkarzom należy się szczególna ochrona. Wówczas potrafią oni odpłacić się grą, która nie śniła się filozofom (i selekcjonerom).

Reprezentacja Polski Jerzego Engela: Jacek Krzynówek odsyłany do krzyżówek

Pierwsze powołania wysłane przez Jerzego Engela na początku 2000 roku nie spodobały się niektórym starszym piłkarzom. Marek Jóźwiak poczuł się na tyle urażony, że postanowił zakpić z nazwiska młodszego kolegi: - Cóż, jeśli pan Engel uważa, że bardziej odpowiada mu piłkarz "Krzyżówek" - mówił obrońca w "Gazecie Wyborczej".

Wyzłośliwiać się mógł też po pierwszym meczu z Hiszpanią w Kartagenie. Polacy przegrali 0-3, a Raul strzelił pierwszego gola po podaniu (czyli stracie) Jacka Krzynówka. Jerzy Engel w pomocniku widział jednak wielki potencjał i konsekwentnie go powoływał. Gdy przyszło do najpoważniejszej próby, mundialu 2002, Jacek Krzynówek był chyba jedynym z reprezentacji Polski, którego występ w Korei można ocenić pozytywnie. Potem - już bez Jerzego Engela - były legendarne gole i dla reprezentacji Polski, i w Lidze Mistrzów.

Na tym samym mundialu w Korei gola zdobył Marcin Żewłakow, za którego (do spółki z bratem) Jerzemu Engelowi też obrywało się przez długi czas. Marcin Żewłakow ze swojej roli jokera spisywał się jednak świetnie, a Michał przekroczył przecież barierę stu meczów w reprezentacji Polski.

Reprezentacja Polski Leo Beenhakkera. Szósty zmysł Holendra

Trudno powiedzieć, czy większym szokiem było powołanie dla Grzegorza Bronowickiego, czy to, co wyprawiał z rywalami z Portugalii z Cristiano Ronaldo na czele. Mecz z 2006 roku to jeden z najlepszych występów reprezentacji Polski w jej historii, a magii tej grze dodaje fakt, że Leo Beenhakker delegował na boisko zestaw graczy nieoczywistych. Sensacyjnym wyborem był Bronowicki, eksperymentem było wystawienie też z drugiej strony obrony Pawła Golańskiego. Polacy wygrali 2-1, tylko 2-1, bo przy przewadze, jaką mieli bardziej sprawiedliwy byłby triumf 3-0 lub 4-0.

Leo Beenhakker zasłynął też z powołania na Euro 2008 graczy, którzy szczególnie nie wyróżniali się nawet w Ekstraklasie, Michała Pazdana i Tomasza Zahorskiego. Tu magii, ale też konsekwencji w wyborze ze strony Holendra, już jednak zabrakło.

Paulo Sousa przed pierwszymi powołaniami do reprezentacji Polski. Myśleć jak Kazimierz Górski

Paulo Sousa z pewnością wie, kim był Kazimierz Górski. Trener Tysiąclecia, którego setną rocznicę urodzin właśnie obchodziliśmy, mówił kiedyś - w marcu 1996 w miesięczniku Piłka Nożna Plus - w rozmowie z Pawłem Zarzecznym:

- Kowalczyk u mnie by nie grał, bo niby na jakiej podstawie? On dwa i pół roku nie gra w piłkę.

- Tak pan rezygnuje z napastników, bo jest Juskowiak?

- Rozczaruję pana. Ja i Juskowiaka nie widzę.

- Jak to? Przecież gole strzela!

- Niech sobie strzela. A u mnie by nie strzelał.

- To kto w ogóle grałby w pańskiej drużynie?

- Szukałbym, kolego. Szukałbym. Za to właśnie płaci się selekcjonerom.

Bartosz Nosal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje