Reklama

Reklama

To, co wyczynia Lewandowski, zadziwia wszystkich

​26. kolejka Bundesligi to już historia, ale nie przestaje pisać nowej historii Bundesligi Robert Lewandowski. To, co wyczynia kapitan naszej reprezentacji, zadziwia wszystkich, nie tylko w Niemczech.

35 bramek po 26 kolejkach to "kosmos" i wynik, który pozwala sądzić, że "Lewy" w tym sezonie pobije rekord wszech czasów Gerda Muellera. Pomnik 40 bramek z sezonu 71/72 już pęka i kruszeje, a moim zdaniem już po 30. kolejce całkiem się rozpadnie i Robert będzie śrubował go do nieosiągalnych rozmiarów.

Już dzisiaj jest "tylko" drugi na liście strzelców historii Bundesligi, pobijając Klausa Fishera, legendarnego napastnika Schalke 04. Do pierwszego na liście brakuje mu 94 goli, ale ze średnią 0,78 bramki na mecz RL9 potrzebuje jeszcze 3,5 sezonu, aby wskoczyć na pierwsze miejsce.

Reklama

Wracając do sobotniego meczu Bayernu ze Stuttgartem, który był "meczem kolejki", bo beniaminek zaskoczył wszystkich w tym sezonie. Przed spotkaniem w Monachium zajmował wysokie 8. miejsce.

Mecz zaczął się bardzo dobrze dla przyjezdnych. Podopieczni Pellegrino Mattarazzo przejęli inicjatywę, a szybka czerwona kartka dla Alphonsa Daviesa, wydawało się, ułatwi zdobycie chociaż 1 pkt. Nie wiedzieć czemu, ale od momentu w którym Bayern zaczął grać w osłabieniu, Stuttgart się zupełnie rozsypał, a "Lewy" i spółka tylko czekali na słabszy moment. Wyprowadzili wspaniałe kontry zakończone czterema bramkami. Zdominowali przeciwnika, któremu w 21 minut strzelili cztery bramki, a RL9 ustrzelił hat-tricka. To był pokaz siły, jakości, mentalu i czysto piłkarskich umiejętności. Nie dosyć, że Stuttgart przegrał, to jeszcze stracił jednego ze swoich liderów, skrzydłowego Wamangitukę, który zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. 

Czołówka punktowała równo

Czołówka tabeli punktowała równo, bo RB Lipsk - co prawda nie bez problemów - już w piątek pokonał 1-0 Arminię, a Wolfsburg również musiał namęczyć się z Werderem, aby wygrać 2-1. Eintracht Frankfurt wypunktował Union Berlin 5-2 i przyszłoroczna Liga Mistrzów coraz bardziej jest dla niego realna. Tym bardziej, że BVB tylko zremisował 2-2 z FC Koeln, a Leverkusen poległ w Berlinie z Herthą aż 0-3.

To był najlepszy mecz "Big City Club" w tym sezonie, a pierwsza połowa to pokaz, na co faktycznie stać podopiecznych Pala Dardaia. Niestety, najlepszy mecz w sezonie bez Krzyśka Piątka w wyjściowej jedenastce. Nasz reprezentant pojawił się dopiero w 82 minucie, zastępując strzelca bramki Cordobę. "Pistolero" musiał zrobić miejsce powracającemu po kontuzji Brazylijczykiem Cunhi, który również wpisał się na listę strzelców. Jednak dla berlińczyków najważniejsze były trzy punkty, które pozwoliły na lekki oddech w walce o utrzymanie. Ta walka będzie wyjątkowo ekscytująca, bo różnice punktowe zespołu FC Koeln, który jest na miejscu barażowym i Hoffenheim, będącym na 11 miejscu, to tylko 7 punktów. 

Dwóch Polaków w podstawowym składzie FC Augsburg nie pomogło temu zespołowi i musieli uznać wyższość Freiburga. Zespół Gikiewicza i Gumnego przegrał zasłużenie 0-2 i dalej musi drzeć o pierwszoligowy byt. 

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Bundesligi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama