Reklama

Reklama

Potknięcie Bayernu. Walka o puchary będzie pasjonująca

Bayern drugi raz w historii grał w poniedziałek i napisał dla nas nowoczesną historię, ale chyba nie taką, jaką by sobie wymarzył. Takiego meczu z moim byłym klubem nikt się nie spodziewał i choć Arminia zagrała świetne spotkanie, to jeśli Bayern remisuje mecz z takim przeciwnikiem 3-3, to w stolicy Bawarii na pewno nie jest to powód do radości.

Brawa dla Arminii, która już do przerwy prowadziła 2:0. Mecz rozgrywany był w bardzo zimowych warunkach, a spotkanie było kilka razy przerywane. I kto wie, czy jeśli zimowa aura by się utrzymała do końca spotkania, Arminia nie pokusiłaby się o pierwsze w historii zwycięstwo z Bayernem w Monachium. Ten jeden punkt wciąż jest jednak odbierany w Bielefeld jako wielki wyczyn.

Reklama

Bayern z kolei wciąż ma znaczną przewagę na RB Lipsk, bo co prawda różnica stopniała do pięciu punktów, ale na tym etapie rozgrywek to nadal niemała zaliczka. Słabsza forma mistrzów Niemiec w tym spotkaniu mogła być podyktowana zmęczeniem. Pamiętajmy, że w ubiegłym tygodniu Monachijczycy zostali Klubowymi Mistrzami Świata, a to wiązało się przecież z licznymi podróżami i znaczącą zmianą temperatur. Na pewno zabrakło też Thomasa Mullera, który jest objęty kwarantanną po zarażeniu COVID-19.

Jego brak był bardzo widoczny w meczu z Tigres i widzimy teraz jak dużo w ofensywie Bayernu zależy od byłego reprezentanta Niemiec. Nie jest to może zawodnik strzelający mnóstwo bramek jak Robert Lewandowski, ale to pierwszy piłkarz, którego szuka się wychodząc z defensywy. Takiego łącznika pomiędzy formacjami zabrakło w ostatnim meczu. I trzeba przyznać, że Arminia tę absencję doskonale wykorzystała. Zagrała rozsądnie, nie chaotycznie, długo utrzymywała się przy piłce i stwarzała sobie okazje. Dzięki temu w wywalczyła remis w spotkaniu będącym doskonałym ukoronowaniem 21. kolejki.

Weekend pokazał też, że walka o miejsca premiowane występem w europejskich pucharach będzie bardzo ciekawa. Po raz kolejny punkty zgubiły ekipy Borussii Dortmund i Bayeru Leverkusen, remisem zakończył się też mecz pomiędzy Wolfsburgiem a Borussią M’gladbach. Te potknięcia wykorzystał Eintracht Frankfurt, który wskoczył już na trzecie miejsce w tabeli. Podopieczni Adiego Huttera są rewelacją rozgrywek i to wielki sukces zarówno austriackiego szkoleniowca, jak i mojego kolegi z boiska, Frediego Bobicia, który odpowiada za transfery i budowanie tego zespołu.

W ten sposób w przyszłej kolejce dojdzie do meczu na szczycie, bo Eintracht zmierzy się z Bayernem. To będzie mecz, który na pewno przyniesie wiele emocji i zapowiada się świetne widowisku, bo obydwie drużyny grają ofensywnie i zdobywają dużo bramek.

Na pewno ważna jest informacja o tym, że z Borussii M’gladbach odchodzi Marko Rose, za którego kadencji drużyna dołączyła do czołówki Bundesligi i wywalczyła pierwszy w historii awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Wizja dalszego budowania potęgi zespołu nie przekonała niemieckiego trenera do pozostania w Gladbach na kolejne sezony i Rose przyjął ofertę... Borusii, tej z Dortmundu. Zespół zajmujący obecnie zaledwie szóste miejsce w lidze szukał trenera, który byłby w stanie zbudować z bardzo utalentowanych indywidualności drużynę i który sprostałby oczekiwaniom nie tylko miejscowych kibiców, ale całych piłkarskich Niemiec, bo silne zespoły dające gwarancję walki o mistrzostwo z Bayernem są Bundeslidze potrzebne do jej rozwoju. Dlatego informacja o podpisaniu przez Rose trzyletniego kontraktu z BVB jest bardzo dobrą wiadomością dla całej niemieckiej piłki. Zobaczymy też, kto zastąpi szkoleniowca na ławce trenerskiej Gladbach.

Tymczasem na dole tabeli Schalke 04 w dalszym ciągu nie może wydobyć się z marazmu. W ostatniej kolejce udało się co prawda zremisować z Unionem Berlin, ale w obecnej sytuacji remisy też nie pomogą temu zasłużonemu klubowi utrzymać się w Bundeslidze. Spadek coraz mocniej zagląda w oczy drużynie z Gelsenkirchen i wydaje się, że, po HSV Hamburg, to będzie kolejny utytułowany zespół, który wyląduje w 2. Bundeslidze.

Nieciekawa jest też sytuacja Herthy Berlin Krzysztofa Piątka, która ma tyle samo punktów co zajmująca miejsce barażowe Arminia. Polski snajper został jako pierwszy zmieniony w meczu ze Stuttgartem i to po raz kolejny pokazuje, że Piątkowi chyba nie do końca jest po drodze z obecnym klubem. Co prawda, Krzysiek potrafił strzelić bramkę w debiucie Pala Dardaia w roli szkoleniowca Herthy, czym narobił nam wszystkim nadziei na to, że to będzie przełom w jego sytuacji, ale ostatecznie nic się nie zmieniło. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony zmianą Piątka w meczu z Bayernem, gdzie Krzysiek był bardzo aktywny, starał się, oddawał strzały i jego zejście było moim zdaniem złą decyzją Dardaia. Teraz znów został dość szybko zmieniony w spotkaniu ze Stuttgartem i, w perspektywie niedługiego powrotu po kontuzji Jhona Cordoby, to nie jest dobry sygnał.

Z kolei Marcin Kamiński już na samym początku stracił szanse na występy w Stuttgarcie. W pierwszych kolejkach wyszedł kilka razy w pierwszym składzie, ale drużyna przegrywała, a Kamiński usiadł na ławce i już z tej ławki się nie podniósł. Wydaje się, że obecnie nie ma szans na grę i po sezonie odejdzie ze Stuttgartu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje