Reklama

Reklama

Magisterka Brzęczka i złota polska jesień

Mam nadzieję, że w tym względzie polska piłka idzie w dobrym kierunku. Reprezentacja w październiku grała ładnie i skutecznie, a Lech w grupie Ligi Europy gra ładnie, a czasami bardzo ładnie. Od czwartku również skutecznie. Jeśli kadra utrzyma tendencję w meczach ciężkiego kalibru, będziemy mieli złotą polską jesień także w piłce nożnej - pisze specjalnie dla Interii Artur Wichniarek.

Listopad będzie magisterką dla Brzęczka. Ukraina, Włochy, Holandia - to ciężki kaliber.

Większość powołanych reprezentantów gra w swoich klubach. Wszyscy oprócz Arka Milika i Kamila Grosickiego są w rytmie meczowym, co jak na razie nie wpływa na ich powoływanie. Ta dwójka nie jest bez gry na tyle długo, że już powinniśmy wywoływać narodową dyskusję, czy są to słuszne powołania, czy też nie. To ważni zawodnicy dla reprezentacji nie tylko Brzęczka, ale liczyli się też wcześniej u Nawałki. Selekcjoner wyciąga do nich rękę.

W kadrze utrzymać październikową tendencję

W październiku byliśmy zadowoleni z występów reprezentacji. Nie tylko wygrywała, ale robiła to w dobrym stylu, takim o jaki prosiliśmy się selekcjonera i piłkarzy. W pierwszych dwóch latach takie momenty zdarzały się bardzo rzadko. Dobre były jedynie wyniki, co też jest ważne, a trzy ostatnie mecze dały i wyniki, i styl. Ładnie było na to popatrzeć.

Reklama

Mam nadzieję, że w tym względzie polska piłka idzie w dobrym kierunku. Reprezentacja w październiku grała ładnie i skutecznie, a Lech też w grupie Ligi Europy gra bardzo ładnie. Od czwartku również skutecznie. Momentami jak równy z równym rywalizował z Benfiką czy Rangersami, a po bardzo dobrym spotkaniu wygrał u siebie ze Standardem Liege. Dlatego mamy powody, żeby mówić, że ta piłkarska jesień jest w Polsce dobra. Chcielibyśmy, aby ta tendencja utrzymała się też w najbliższych trzech meczach.

Jestem hurraoptymistą po tym, jak widzę Lecha w Lidze Europy. Młodzi zawodnicy wspierani doświadczeniem Tiby i Ishaka robią furorę, której nie mógł nie zauważyć selekcjoner. Kamiński, Moder, Czerwiński już są, a Puchacz nie wyłącza nawet na noc telefonu, czekając na kontakt od Jerzego Brzeczka. Do reprezentacji trafia się jednak za całokształt grania, nie tylko w pucharach, ale też w PKO Ekstraklasie. Tu Lech ma już zupełnie inną twarz.

Puchacz w meczu z Legią pozwolił na dosyć dużo Wszołkowi. Ważne jest utrzymywanie koncentracji. Od takich zawodników, którzy pukają do drzwi reprezentacji, trzeba wymagać, żeby byli najlepszymi zawodnikami też w meczach ligowych, a nie tylko wtedy, gdy patrzy na nich pół Europy.

Gumny musi uważać

Puchacz jest na pewno w notesie selekcjonera. Kamiński jest pierwszy raz powołany. W kadrze jest też Gumny. Selekcjoner w jego przypadku miał szczęście, bo wysłał powołanie w momencie, kiedy nie zagrał nawet minuty w Bundeslidze. W kolejnych meczach dostał parę minut, a z Herthą wybiegł w podstawowym składzie. Jego konkurent - Framberger doznał kontuzji. To pozwoliło zagrać Gumnemu w meczu z berlińczykami. Jego debiut w pierwszym składzie nie był udany, oceniony na 4,5 w "Kickerze", pozwolił też strzelić bramkę Krzyśkowi Piątkowi. W sytuacji, kiedy "Pjona" ładnie wyszedł na pozycję i strzelił, spóźniony był cały blok defensywny Augsburga, z Gumnym na czele. Nie był to bardzo dobry mecz, ale każdy z nas był młody i uczył się na własnych błędach.

Mam nadzieję, że Gumny będzie w stanie wyeliminować te błędy, bo Bundesliga nie czeka i nie wybacza. Jedzie dalej i jeżeli sobie młody Polak nie poradzi, to Framberger się wyleczy i Robert znowu usiądzie na ławce i będzie skazany na walkę o pierwszą jedenastkę. Wiemy, że w Bundeslidze ta walka toczy się przez cały rok na treningach o czym dobitnie przekonuje się już prawie od roku Krzysiek Piątek.

Moim zdaniem, powołanie Gumnego w tym momencie jest trochę na wyrost. Na prawej obronie mamy dzisiaj wystarczająco zawodników, ale takie są wybory selekcjonera.

Piątek korzysta na kontuzji Cordoby

Z kolei walkę o pierwszą jedenastkę wygrał, nie tylko boiskową formą, Krzysztof Piątek. Cordoba doznał ciężkiej kontuzji, która wyeliminuje go z gry do końca roku. Krzysiek, swoim dobrym występem w drugiej połowie meczu z Augsburgiem, kiedy asystował i zdobył bramkę, pokazał, że można na niego liczyć. Miejmy nadzieję, że w meczach reprezentacji złapie jeszcze więcej pewności siebie. Może uda mu się strzelić jedną czy drugą bramkę z mocnymi przeciwnikami i wróci do Berlina jako pełnoprawny zawodnik pierwszej jedenastki? Życzę mu tego, bo były już różne głosy na temat tego transferu. W piłce krytyczne głosy można odpierać tylko i wyłącznie dobrą formą boiskową.

Emocjonujący Klasiker

"Der Klasiker" to był mecz jesieni w Bundeslidze, bo spotkały się dwa zespoły prowadzące w tabeli. Borussia Dortmund od wielu miesięcy marzy o detronizacji Bayernu Monachium. Miała powody do tego, żeby liczyć, że na swoim stadionie pokona Bawarczyków.

Mecz był wyrównany i emocjonujący. Oba zespoły grały bardzo dobrze pod względem taktycznym. Oglądaliśmy wiele sytuacji bramkowych, składnych akcji i sporo bardzo dobrego, piłkarskiego kunsztu na boisku w Dortmundzie. Na koniec jednak Bayern okazał się lepszy o jedną bramkę i Borussia znowu musi gonić Bawarczyków i Lipsk, bo  spadła na trzecie miejsce w tabeli.

Pojedynek Lewandowskiego z Haalandem wypadł na remis. Obaj strzelili po jednej bramce. "Lewemu" jeszcze dwie bramki nie zostały uznane. Przy drugim golu był na milimetrowym spalonym, ale od wyłapywania takich jest VAR.

Podobnie było z Alvaro Moratą, który strzelił hat-tricka z Barceloną i wszystkie trzy bramki zostały mu anulowane. Wiele rekordów strzeleckich napastników z lat 70, 80, 90, czy moich bramek też byłoby nieuznanych. Napastnik musi grać na linii spalonego. Dzisiaj jest to tym bardziej trudne, bo każda bramka jest sprawdzana.

"Lewy" lekko zdegustowany?

"Lewy" pewnie jest lekko zdegustowany, ale swoją bramkę strzelił - 11. w szóstym meczu. Rekord Gerda Muellera 40 bramek w sezonie jest zagrożony. Lewandowski pokazał młodemu Norwegowi, że łatwo korony króla strzelców nie odda.

Bayern wygrał, ale to nie był mecz do jednej bramki. To było spotkanie, w którym Dortmund miał swoje szanse. Prowadził 1-0. Potem stracił nieszczęśliwą bramkę "do szatni" po rzucie wolnym Alaby i rykoszecie. Później niezawodny "Lewy" po raz kolejny wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Bayern ma dużą jakość na ławce. Transfery dokonane pod koniec okienka transferowego dają większą paletę możliwości. Pozwalają też na szafowanie siłami, bo taka sytuacja, że zdrowy Lewandowski nie jedzie na mecz do Kolonii nie zdarza się często. Jednak tutaj klub pozwolił sobie, żeby nie zabrać swojego najlepszego strzelca, a mimo to wygrał.

"Der Klasiker" pokazał, że Dortmund jest na dobrej drodze i napsuł sporo krwi Bayernowi. Mistrz Niemiec ciężką pracą wypracował sobie też aspekt szczęścia, które sprzyja lepszym. To szczęście nie omija Bayernu.

Tak było chociażby w meczu z Salzburgiem w Lidze Mistrzów. Gdyby nie Manuel Neuer i trochę szczęścia, którego nie miała austriacka drużyna, to seria bez porażki w Lidze Mistrzów mogłaby być zakończona. W Bundeslidze też mogłaby się zakończyć seria Hansiego Flicka, który rok jest w Bayernie i ma tylko trzy porażki. Do tej wielkiej jakości piłkarskiej, doszło też piłkarskie szczęście.

Artur Wichniarek



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL