Reklama

Reklama

Favre? To się musiało tak skończyć

Borussia Dortmund przegrała u siebie ze Stuttgartem w żenujący sposób. To jest miazga, której chyba oczekiwaną konsekwencją okazała się dymisja Luciena Favre’a. Wydaje mi się, że klub powinien się z nim rozstać latem. Już wtedy było widać, że zespół się nie rozwija i nie wygląda na kandydata do mistrzostwa Niemiec - pisze w felietonie dla Interii ekspert Polsatu Sport, Artur Wichniarek.

Nie tylko moją uwagę zwraca znakomita forma Wouta Weghorsta z Wolfsburga. Ta drużyna jeszcze parę lat temu broniła się przed spadkiem. Teraz odżyła w dużej mierze za sprawą dyrektora sportowego, Joerga Schmadtke, który dobrą robotę wykonywał wcześniej w Aachen, Hannoverze i Koeln. Dużym rozczarowaniem dla "Wilków" był na pewno brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy, bo przecież mówimy o ekipie, która w poprzedniej edycji odpadła w fazie pucharowej po porażce z Szachtarem Donieck, czyli późniejszym półfinalistą.

Białek jak Lewandowski?

Wolfsburg szykował więc kadrę do gry na trzech frontach - w Bundeslidze, Pucharze Niemiec i LE. Zostały tylko dwa pierwsze, ale dzięki temu trener ma szerokie pole manewru, jeśli chodzi o kadrowe rotacje.

Reklama

Bartosz Białek może czerpać od Weghorsta dużo nauki. Miejmy nadzieję, że to będzie podobna sytuacja jak kiedyś z Robertem Lewandowskim w Dortmundzie. Kiedy przychodził do BVB, w talii Juergena Kloppa napastnikiem numer jeden był Lucas Barrios. Strzelał mnóstwo goli, a "Lewy" ze spokojem mógł przyzwyczajać się do obciążeń treningowych, tempa Bundesligi i podpatrywać na tamten czas lepszych od siebie. Dziś w podobnym miejscu jest Białek. Liczę, że to zaprocentuje. Może w perspektywie kilku lat to właśnie on stanie się następcą Roberta? Oby tak było.

A skoro wspomniałem o BVB, nie możemy przemilczeć blamażu, jakim była domowa porażka 1-5 z VfB Stuttgart. Awans z pierwszego miejsca do fazy pucharowej Ligi Mistrzów i pierwszy gol w tych rozgrywkach Łukasza Piszczka to dla kibiców Borussii powód do radości, a dla nas - również do dumy. I nagle przychodzi bardzo zimny prysznic w sobotnie popołudnie. To była porażka niegodna zespołu uchodzącego za pretendenta do tytułu mistrzowskiego i detronizacji Bayernu.

Odroczona egzekucja

Widzieliśmy już słabość BVB z zespołami teoretycznie słabszymi - jak Koeln czy Augsburg - ale teraz byliśmy świadkami druzgocącej porażki z beniaminkiem Bundesligi. Stuttgart nie jest oczywiście drużyną "no name", ma swoją historię, ale jednak długo jej w niemieckiej elicie nie było. Od pewnego czasu, po stosownych roszadach w wyjściowej jedenastce, widać, że ten zespół jest w stanie powalczyć z najlepszymi. Przegrał wprawdzie z Bayernem 1-3, tyle że po meczu, w którym prowadził i napsuł dużo krwi triumfatorom LM.

Do słabeuszy VfB zatem nie należy, ale jednak wygrana na Signal Iduna to jest miazga, której chyba oczekiwaną konsekwencją okazała się dymisja Luciena Favre’a. To szkoleniowiec, który w opałach był już kilkukrotnie. Za każdym razem bronił się wynikami, awansując trzy razy z rzędu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Dopiero styl ostatnich meczów w Bundeslidze zmusił włodarzy klubu do radykalnej reakcji. To mimo wszystko niespodzianka. Bo kto mógł się spodziewać zwolnienia Favre’a po bardzo udanym starcie w Champions League?

Ze Stuttgartem jego zawodnicy przegrali jednak w żenujący sposób, połowę bramek dając rywalom w prezencie. Nie zapominajmy o ofensywie naszpikowanej gwiazdami - Sancho, Reus, Brandt, Reina. Nad tym nie można przejść do porządku dziennego. Wydaje mi się, że klub powinien się rozstać z tym trenerem latem. Już wtedy było widać, że zespół się nie rozwija i nie wygląda na kandydata do mistrzostwa Niemiec.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl. Kliknij!

Bayern ma ewidentny problem

Tymczasem Bayern zremisował drugi mecz z rzędu. Jego starcie z Lipskiem sprzed tygodnia było godne miana meczu kolejki. Potknięcie w konfrontacji z Unionem? Duża niespodzianka, tym bardziej że rywale grali bez swego lidera, Maksa Kruse - a to właśnie jemu przypisuje się korzystną metamorfozę zespołu.

Od jakiegoś czasu ewidentnie mamy problem w ekipie z Monachium. Kontuzjowany jest Joshua Kimmich, a do Liverpoolu odszedł Thiago Alcantara. Nie udało się tej dziury załatać i efektem jest brak balansu między defensywą a ofensywą. Pokazał to już dwumecz z Salzburgiem w LM. Bayern wygrał wprawdzie w sumie 10-3, co mogłoby sugerować, że to spacerek, ale tak nie było. Rywale stworzyli sobie mnóstwo sytuacji bramkowych. Nieprzypadkowo Manue Neuer dwa razy wybierany był zawodnikiem spotkania. Myślę, że Bayern będzie aktywny na rynku transferowym już zimą. W pierwszej kolejności poszuka wartościowego piłkarza na pozycję numer "6".

Cenny remis na wyjeździe zanotowała Hertha Berlin z Krzyśkiem Piątkiem w wyjściowej jedenastce. Nie zmienia tej oceny fakt, że Borussia Moenchengladbach grała bez sześciu zawodników regularnie występujących w Lidze Mistrzów.

Gikiewicz znów ratownikiem

Na koniec słowo o Augsburgu. Remis uratowany w samej końcówce meczu z Schalke to na pewno rozczarowanie. Oczywiście można powiedzieć, że to kolejny mecz nieprzegrany, ale chyba nie o to chodzi, jeśli gra się u siebie z "czerwoną latarnią" tabeli. Było prowadzenie 1-0, a później głupia, bezsensowna czerwona kartka Floriana Niederlechnera, który nie dość, że za dużo nie strzela, to jeszcze osłabia zespół. Rafał Gikiewicz w bramce po raz kolejny musiał ratować chłopaków, bo był to remis bardzo szczęśliwy.

Robert Gumny, ustawiony na lewej obronie, został zmieniony w 71. minucie. Nie grał tym razem na swojej nominalnej pozycji. Łapie kolejne minuty w Bundeslidze i to jest dla niego najważniejsze. Mam nadzieję, że to zbierane doświadczenie zacznie w którymś momencie przekładać się na jakość.

Bundesliga - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje