Reklama

Reklama

Dokładność Niemców: "Lewy" i spółka zamknięci w samolocie

Wydarzeniem 20. kolejki Bundesligi był zmarnowany karny przez Roberta Lewandowskiego. Ciekawie było też poza boiskiem. Wieża kontrolna uwięziła Bayern na całą noc w samolocie, na podberlińskim lotnisku. Z powodu 30-sekundowego spóźnienia. Ot, niemiecka dokładności - pisze specjalnie dla Interii Artur Wichniarek.

Krzysztof Piątek miał w piątek dać nową nadzieję na nowy początek Herthy. To był drugi mecz pod wodzą nowego trenera, a wygrana z takim przeciwnikiem jak Bayern poprawiłby morale zespołu.

Reklama

Z wielkiej chmury spadł jednak mały deszcz. Hertha, po w miarę dobrym meczu, lepszym w jej wykonaniu w pierwszej połowie niż drugiej, nawiązała walkę z Bayernem, ale przegrała, choć tylko 0-1.

Drugi mecz nowego trenera Dardaia i druga porażka. To nie wpływa dobrze na atmosferę w klubie czy w szatni.

"Lewy" marnuje karnego? To jak trafić "szóstkę" w totka

Największą sensacją tej kolejki jest niestrzelony rzut karny przez Roberta Lewandowskiego, pierwszy raz od stycznia 2019 roku. Niewykorzystana "jedenastka" przez Polaka to jest tak prawdopodobne jak trafienie "szóstki" w totka. Nawet to jednak nie pomogło Hercie w wygraniu tego spotkania. Berlińczycy muszą więc szukać punktów gdzie indziej. Mają ich bowiem 17, tyle, ile "moja" Arminia", której mecz z Werderem, podobnie jak kilka spotkań 2. Bundesligi, został przełożony z powodu złych warunków atmosferycznych. Ja grałem siedem lat w tym klubie i śniegu było tam jak na lekarstwo, więc to jest niespodzianka, że w tym regionie spadło go najwięcej.

Wracając jeszcze do piątkowego meczu Bundesligi, to na pewno liczyliśmy na wielki pojedynek polskich reprezentacyjnych napastników. Podobnie jednak jak nadzieje na nowy początek Herthy, tak i to spełzło na niczym, bo ani Robert nie zagrał dobrego spotkania, ani Krzysiek.

Obaj skończyli bez bramek, a na kolejne Roberta liczymy w półfinale klubowych mistrzostw świata, bo tam one będą Bayernowi potrzebne, żeby zakończyć z kolejnym pucharem.

Zobacz szczegóły z Bundesligi!

Bawarczycy polecieli do Kataru, ale z wielkimi przygodami. Mecz w Berlinie był specjalnie przełożony o pół godziny, bo zaczął się o 20, zamiast 20.30 jak zwykle w piątek, po to tylko, aby Bayern zdążył dojechać na lotnisko koło Berlina, bo od północy do g. 5 jest zakaz startów.

I Bayern był gotowy, żeby wystartować. Od g. 23.20 siedział w samolocie, który trzeba było jeszcze odmrozić. Samolot miał wzbić się w powietrze o 23.59, ale nie dostał zgody, bo wieża kontrolna, która ją wydaje orzekła, że było już całe 30 sekund po czasie, niektóre źródła podają, że dwie minuty. Świętych krów nie ma i nawet wielki Bayern, jadący po kolejny triumf został zatrzymany przez niewielkie spóźnienie - to pokazuje niemiecką dokładność.

Piłkarze Bayernu musieli nocować w samolocie, ale wielu zawodników mówiło, że atmosfera była bardzo dobra. W końcu wylecieli o 6.52, przez Monachium, gdzie trzeba było wymienić załogę.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Piłkarze Bayernu latają pierwszą klasą, to są luksusowe warunki jak w pięciogwiazdkowym hotelu, więc źle nie mieli, ale to nie są warunki do regeneracji, a przecież Bayern już w poniedziałek gra półfinał i liczy, że zagra o pełną pulę.

Kolejna zmiana trenera w BVB?

Odnosząc się do innych meczów Bundesligi, to po raz kolejny bardzo negatywnie zaskoczyła Borussia Dortmund, która przegrała swój mecz i mówi się, że tymczasowy trener Terzić raczej nie poprowadzi jej na stałe. Mając takich zawodników, tak nierówna gra Dortmundu jest bardzo zaskakująca. I kibice, i piłkarze, i włodarze spodziewali się po tym sezonie czegoś innego.

Lipsk natomiast w dalszym ciągu jest goniącym numer jeden za Bayernem. Wygrał na wyjeździe z Schalke 3-0, czym wbił gwóźdź do trumny dla klubu z Gelsenkirchen, który musi się już chyba pogodzić, że od przyszłego sezonu jego trasa po Niemczech będzie wyglądała inaczej niż do tej pory. Schalke przyjdzie się mierzyć z ekipami takimi jak Erzgerbirge Aue, czy St. Pauli. Mając osiem punktów po 20 kolejkach jeszcze nikomu w historii Bundesligi nie udało się utrzymać.

Mamy niespodziankę na trzecim i czwartym miejscu. Bo co prawda Wolfsburg i Eintracht Frankfurt to zespoły dobrze zarządzane, ale, żeby oba już w przyszłym sezonie miały występować w Lidze Mistrzów, to tego nikt się nie spodziewał.

Coraz bardziej polski Augsburg

Wolfsburg rozegrał kolejny mecz na zero z tyłu z Casteelsem w bramce, natomiast Eintracht pokonał w niedzielę Hoffenheim po wspaniałym meczu Kosticia, który zaliczył dwie asysty i zdobył bramki. To jest zaskoczenie, mimo tego że Eintracht dwa sezony temu był półfinalistą Ligi Europy, to przecież kadry Bayeru Leverkusen, Borussii Moenchengladbach czy Borussii Dortmund są jakościowe lepsze. Potrzebny jest też pomysł na granie, jego realizacja i tzw. team spirit, który w Wolfsburgu jest na wysokim poziomie.

Cieszyło, że w meczu z Augsburgiem w końcówce spotkania było trzech Polaków na boisku. Białek wszedł na ostatnie cztery minuty, a Gikiewicz z Gumnym grali od początku. Mimo porażki, dobre zawody Gumnego, który przypominał siebie z najlepszych czasów w Lechu Poznań. To jest światełko w tunelu, że ten transfer zakończy się pozytywnie, Polak wywalczy miejsce w podstawowym składzie Augsburga i pomoże temu zespołowi ustabilizować formę, a dla nas da nadzieję, że po kończącym karierę Łukaszu Piszczku będziemy mieć w Bundeslidze Polaka na prawej obronie przez kolejne 10 lat.

Artur Wichniarek



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama