Reklama

Reklama

Zakazany sport. O tym, jak wzrosła liczba zawodowców

Z perspektywy kogoś pozostającego w bliskim związku ze sportem, ostatnie miesiące to z pewnością trudne wyzwanie, aby pozostać w formie. Sport to nie tylko zawodowcy, ale przede wszystkim szeroka grupa amatorów, którym nagle odebrano coś bardzo ważnego. Zakazane narty, zakazane siłownie, a przy tym cała masa pomysłów, jak obejść przepisy. Oto z czym przyszło nam się mierzyć w XXI wieku.

Sport to zdrowie - zwykło się mówić. W ostatnim czasie ruch Polaków jeszcze bardziej zależy od poziomu determinacji. Nie chodzi tu jedynie o siłę charakteru lub wytrwałość w swoich założeniach, ale o to, jak się ruszać, skoro spora część możliwości została odgórnie ograniczona. O tym temacie czytaj także TUTAJ.

Reklama

Profesjonaliści to tylko garstka uprawiających sport. Reszta to albo ci, którzy aspirują do wdarcia się do tego wąskiego grona zawodników, ambitni amatorzy lub osoby, które zwyczajnie chcą się ruszać, bo są świadomi wpływu, jaki ruch ma na ich zdrowie. Nagle na drodze stanęła pandemia i obostrzenia, które sprawiły, że czasami w stroju sportowym można poczuć się niczym przestępca.

Wszystko zaczęło się od ubiegłorocznej wiosny, kiedy świat nagle stanął w miejscu. Trudno było zaakceptować chodzenie z zakrytą twarzą, więc zaczęto doceniać leśne spacery. Niełatwo było też złapać oddech w maseczkach podczas biegu. W sieci biegacze wymieniali się zatem informacjami o tym, czy faktycznie można dostać mandat - mandat za bieganie. Jeszcze jakiś czas temu to wszystko wydawało się kompletnie abstrakcyjne. Tymczasem w grudniu podjęto decyzję o tym, że na razie na nartach nie pojeździmy.

Jak powszechnie wiadomo, zakazane smakuje najlepiej, a prawo zawsze można jakoś obejść. W Polsce szybko wzrosła więc liczba członków klubów sportowych i osób posiadających licencje związków sportowych.

W grudniu Zarząd Polskiego Związku Triathlonu ogłosił powołania do kadry narodowej wszystkich zawodników posiadających ważne licencje. Na podobny ruch zdecydował się Polski Związek Alpinizmu, ułatwiając tym samym treningi świeżo upieczonej rozszerzonej kadrze narodowej.

Wisząca na włosku działalność wielu klubów fitness coraz częściej staje się pretekstem do buntu. Pomijając wszelkie kwestie bezpieczeństwa, czy poglądów, stawiając się w roli właścicieli takich miejsc, sytuacja wcale nie należy do łatwych. Przedsiębiorcy znajdują zatem luki w prawie, organizując "kursy".

Chcąc poćwiczyć na siłowni, do ręki dostajemy garść kartek. Najpierw należy zadeklarować, jaką funkcję pełnimy. Czy jesteśmy zawodnikami, trenerami, a może przygotowujemy się do zawodów sportowych.

Kiedy w garści mamy licencję, droga do trenowania jest nieco uproszczona. O to, czy przybyło wniosków o wystawienie licencji, zasięgnęliśmy opinii w Polskim Związku Lekkiej Atletyki.

"Można zauważyć, że rejestrują się zawodnicy, którzy do tej pory sportu nie uprawiali. W naszym systemie niemożliwe jest jednak uzyskanie licencji zawodnika niestowarzyszonego. Każdy zawodnik musi być członkiem klubu. W tym roku zmienił się też system licencyjny dla zawodników w kategorii masters" - powiedział Tomasz Kasjaniuk - Starszy Specjalista ds. Sportowo-Technicznych w PZLA.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama