Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Alicja Konieczek o amerykańskiej szkole biegania: Trenowanie tutaj wiąże się z zasadami

Chociaż Alicja Konieczek na co dzień mieszka i trenuje w Stanach Zjednoczonych, z dumą biega z orzełkiem na piersi. To dla Polski przed dwoma laty wywalczyła złoty medal podczas letniej uniwersjady. Lekkoatletka przybliżyła w rozmowie z Interią, czym różni się amerykańska szkoła treningu od polskiej, opowiedziała o systemie łączenia studiów ze sportem oraz zdradziła, jak idą przygotowania do uzyskania pewnego biletu do Tokio.

O Alicji Konieczek zrobiło się głośniej w lipcu 2019 roku, kiedy sięgnęła po złoty medal podczas letniej uniwersjady w Neapolu.

Reklama

Polka specjalizująca się biegu z przeszkodami na dystansie 3000 metrów na co dzień mieszka i trenuje w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam, idąc w ślady brata, zdecydowała się wyjechać, aby szlifować formę i zawalczyć o prawo startu na igrzyskach olimpijskich. Wszystko zaczęło się od problemów ze zdrowiem, pytań o przyszłość i poszukiwania właściwej dla siebie życiowej ścieżki.

- W Polsce, czyli tam, gdzie zaczęłam swoją przygodę ze sportem, było mi dobrze. Od zawsze jednak miałam problemy z anemią, miałam niski poziom hemoglobiny oraz kłopoty z przyswajalnością żelaza. Byłam u kilkunastu specjalistów, aby znaleźć odpowiedź, co jest tego przyczyną. Nie znalazłam jednak pomocy, dlatego zdecydował się podążać śladami mojego brata, który najpierw przeniósł się do Arkansas w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Tym samym zaczęłam szukać szkół, leżących wyżej nad poziomem morza. Wiedziałam, że najlepsi sportowcy na świecie jeżdżą do Kenii, czy do Szwajcarii i chciałam pójść taką samą drogą, chcąc być lepsza niż teraz. Napisałam do kilku college’ów, dostając różne oferty - opowiedziała o swoich początkach Alicja Konieczek.

Polce w wyborze nowego miejsca zamieszkania pomógł brat. To on przedstawił jej słownie zalety Kolorado. Na plus przeważały możliwości treningowe, ładne otoczenie i oczywiście trenerka, która dobrze znała się na przeszkodach. Napisała do niej i tak rozpoczęła swój "American Dream".

- W Polsce nie bardzo wiedziałam, co chciałabym robić. Interesowała mnie fizjoterapia, ale nie wiedziałam, jaką uczelnię wybrać. Myślałam o Wrocławiu, ale wtedy co z trenerem? W Stanach mam kilka lat na zdecydowanie, jaką ścieżką chcę iść. Szukałam czegoś nowego - wspomniała lekkoatletka.

Sport i studia w Stanach to inna bajka

Różnice w podejściu do sportu było widać od razu. To przede wszystkim inne układanie planu treningowego oraz zupełnie odmienne metody od tych, których wcześniej doświadczyła w kraju.

- Na początku szokowało mnie, że tutaj ludzie nie potrafią robić sprawnie skipów, a siłownia jest na zupełnie innym poziomie. Ludzie nie bawią się z ciężarami, nie rzucają piłką i nie ciągną za sobą opony tak, jak my na podbiegach. W Polsce w każdy poniedziałek mieliśmy siłę biegową, która była naszą bazą. Od małego biegacze pokonują o wiele więcej kilometrów. Nawet dzieciaki w podstawówce startują na różnych dystansach. W Polsce biegałam na 400 lub 600 m, a tu od razu są dwie mile dla 10, 12-latków - powiedziała dwukrotna srebrna medalistka mistrzostw Polski w swojej konkurencji.

Jednym z aspektów przemawiających za przeprowadzką na inny kontynent, było łączenie nauki z profesjonalnym sportem. Według Konieczek, trudno jest pogodzić te dwa zajęcia, uczęszczając na polski uniwersytet.

- W Polsce byłoby mi bardzo ciężko pogodzić naukę z trenowaniem na tym poziomie, na którym ja trenowałam. Pod tym względem w Stanach jest o wiele łatwiej. W kraju byłam bardzo ambitna i ciężko pracowałam na każdą piątkę. Tutaj szczerze mówiąc, nie było aż tak ciężko. W Polsce nie ma takiego systemu, który by wspomagał sportowców podczas studiów. Jest tylko dla najbardziej wybitnych. Nie wspomaga się młodych, rozwijających się zawodników, ale to nie to samo. Tutaj wiele ludzi pracuje tylko przy tym, aby wspierać rozwój sportowców - dodała 26-latka.

Szczególne wrażenie robi podejście do "produkcji" nowych talentów. Na amerykańskiej uczelni wszystko od początku do końca zaplanowane jest w bardzo profesjonalny sposób. Nacisk na sport jest tam bardzo widoczny.

- W Stanach każdy College zatrudnia trenerów, którzy się nami opiekują. To też fizjoterapeuci i doktorzy lub osoby odpowiedzialne jedynie za siłownię. W kampusie jest osobna część budynku, skupiająca zespół zajmujący się tylko sportem. To oni pomagają studentom dostać lepsze stypendium, zarejestrować się na zajęcia, kupić bilety i zarezerwować hotel. Oczywiście są różnice między uniwersytetami oraz poszczególnymi dyscyplinami sportu. Na moim uniwersytecie raz w roku musieliśmy pracować. Jechaliśmy wówczas na festiwal, pracując w restauracjach, robiąc hot-dogi. Za to uczelnia zapłaciła nam choćby za bilety i zebrała pieniądze na zatrudnienie kierowcy autokaru - opowiedziała Alicja Konieczek.

Aby szkolić się w amerykańskich warunkach, trzeba jednak godzić się na pewne zasady, Tych nie brakuje, ale dotyczą one zarówno zawodników, jak i trenerów. Dodatkowy zarobek wywalczony na zawodach musi zostać w kieszeni organizatora.

- Trenowanie tutaj wiąże się również z wieloma zasadami. Nie możemy pobierać nagród z zawodów oraz zarabiać w takcie roku akademickiego. Kiedyś wygrałam 200 dolarów i nie mogłam ich odebrać. Trenerzy mają bezwzględny zakaz komentowani kwestii związanych z wyglądem zawodników, czyli chociażby czy ktoś przytył - wyjaśniła lekkoatletka.

Nie taka straszna pandemia, jak ją malują

- To szczęście w nieszczęściu dla mnie, bo przed rokiem zachorowałam na mononukleozę. Powrót do pełnego zdrowia zajął mi kilka miesięcy, a przeniesienie igrzysk było dla mnie najbardziej pozytywną rzeczą w zeszłym roku. W tym roku przygotowania idą bardzo dobrze. W kwietniu minionego roku rozstałam się z trenerem Zbigniewem Królem i rozpoczęłam nową współpracę. Razem z trenerem pracujemy trzy razy w tygodniu, a w pozostałe dni samotnie. Mamy dwa treningi dziennie - biegowe i siłownię. Nie mamy obozów sportowych. Taki plan jest w każdym tygodniu - powiedziała sportsmenka.

W głosie Konieczek słychać entuzjazm, że wszystko idzie zgodnie z planem. Biegaczka nie odpuszcza treningów, bo wiem, co kryje się tuż za rogiem. Tak, to igrzyska w Tokio i jej wielkie marzenie, aby móc na nie pojechać.

- Mieszkam w Boulder Colorado - 1 600 m n.p.m. To rewelacyjne miejsce do trenowania. To tutaj przyjeżdżają trenować światowe gwiazdy. Tydzień w tydzień biegam 115 km i jestem w pełni zdrowa. Wykonuję treningi, z których jestem dumna. W moich planach jest powrót do Polski w połowie maja i dokończyć przygotowania już w Europie, w rodzinnym domu - wyznała biegaczka.

Alicję pytamy o plany na ten rok.

- Celem jest dostać się na igrzyska olimpijskie. Bardzo chciałabym pobiec poniżej 9.30. Chciałabym  też w końcu wygrać mistrzostwa Polski seniorów (do tej pory zdobyła dwa srebrne medale - przyp. red.). To byłoby moim marzeniem. Chciałabym też zająć wyżej niż piąte miejsce podczas drużynowych mistrzostw Europy - opowiada sportsmenka.

Tokio ze szczepionką?

Organizatorzy przełożonych igrzysk już zapowiedzieli, że na trybunach nie zasiądą zagraniczni sportowcy. Według Polki to, czy w Tokio nie będzie wielu zakażeń, zależy od szczepień.

- Nie ma szans, że jeśli przyjedzie do Tokio tysiące sportowców, pandemia nie wybuchnie. Ja już mam to szczęście, że przyjęłam pierwszą dawkę szczepionki, a drugą otrzymam na początku kwietnia. Pracuję w szkole z dziećmi i dlatego zostałam zaszczepiona - powiedziała biegaczka.

Jak wyglądał początek pandemii w Stanach Zjednoczonych i z czym musieli borykać się sportowcy?

- W zeszłym roku było prawdziwe szaleństwo. Nie miałam dostępu do siłowni, ale pracowałam jako trener personalny i miałam dostęp do lokalnej, zamkniętej siłowni. Teraz sytuacja jest opanowana. W naszej grupie jest osiem osób plus trener i nikt z nas nie przeszedł do tej pory koronawirusa - spuentowała Alicja Konieczek.

Aleksandra Bazułka


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy