Reklama

Reklama

Droga do audiobooka

Przez długi czas „książka czytana” kojarzyła się mi z emerytami, którzy siedzieli przy magnetofonie i słuchali książek z kaset. Na nich była z reguły nagrana literatura klasyczna – czyli porzućmy nadzieję na coś, co mogłoby mnie zainteresować.

Pamiętam też radiowe emisje "słuchowisk" - nie ciągnęło mnie ku temu. Nuda. Brak akcji. Gadające głowy. Odcinek 1198 i nadal to samo. Ale też kiedyś radiowa "Trójka" emitowała przed "Powtórką z rozrywki" odcinki książek - stąd kojarzę "Psy Wojny" Fredericka Forsythe’a.

Pewnego dnia z głośników radiowych, zdaje się, że RMF-u, popłynął cudowny głos Piotra Fronczewskiego czytającego "Tożsamość Bourne’a".Do dziś pamiętam "ciary" na plecach, gdy Piotr Fronczewski czytał słowo "Bourne", a brzmiało to "BerrrRRRRRRrrrrn". Każdy późniejszy powrót do tego cyklu przywoływał wspomnienie oczekiwania na radiowy głos znanego aktora.

Audioteka

Na trop Audioteki.pl naprowadziła mnie blogerka Renata czyli Zaniczka. Przeczytałem jej "10 razy tak dla audiobooka" i... nie przekonało mnie to. Bo ja jestem Niewierny Tomasz i dopóki nie sprawdzę sam, to bywam uparty i odporny na przekonywanie.

Los, jak wiadomo, bywa bardzo przewrotny, przez zupełny przypadek na mój telefon trafił darmowy audiobook: "Zły" Tyrmanda. Była promocja w Paczkomatach, no i oczywiście z niej skorzystałem. Ale tu zawieszę streszczenie akcji, bo nie godzi się klasyki potraktować "po łebkach".

Zainstalowałem na telefonie bardzo prostą aplikację "Audioteka", która zsynchronizowała zawartość konta internetowego z dotychczasowym brakiem książek w telefonie. Prosto łatwo i przyjemnie. I to był strzał w dziesiątkę.

Reklama


Audioteka.pl

Po instalacji okazało się, że mam też dostęp do darmowych próbek każdej książki - mogę odsłuchać rozdział, albo i więcej, zanim zdecyduję się ją zakupić. Taki "Ojciec Chrzestny" jest klasą samą w sobie (2 godziny darmowego słuchania), podobnie "Lśnienie" (również 2 godziny darmowego słuchania!). To nie jest zwykłe nagranie, to jest słuchowisko z częstym podziałem na role! Darmowe fragmenty są ważne o tyle, że istnieją lektorzy, których głos jest dla nas przyjemny. Niestety, niektórych "nie trawimy" i już. Warto przed zakupem posłuchać i dokonać wyboru.

Jeśli chcecie uprościć sobie życie bez instalacji aplikacji, możecie też posłuchać darmowych części audiobooków (choćby tych wspomnianych) na kanale YouTube audiotekapl. Polecam!


Nie będę Wam opisywał historii mojego życia z audiobookiem, wypiszę tylko przykłady totalnego zasłuchania:

Biegam i słucham

Każde wybieganie, które jest dłuższe niż pół godziny i nie wymaga utrzymywania wytężonego tempa, jest okazją do wysłuchania ciągu dalszego wybranej książki. Akcja wspaniale nakłada się i miesza z moim wysiłkiem, głębiej odciska się w mózgu, zaczynam wręcz kojarzyć, w którym momencie trasy biegowej co działo się w książce. Głos dobrego lektora potrafi na tyle zaciekawić, że ma się duże opory z wyłączeniem książki po treningu.

Zauważyłem też, że zaczynam sobie audiobooka... reglamentować. Bo gdy się skończy... to co?


Audiobook i maratoński trening

Kilka ostatnich miesięcy to był okres wytężonego trenowania do maratonu, nadeszły długie, nużące, kilkugodzinne wybiegania. Bardzo często jedynie ciekawe audiobooki podtrzymywały moją gasnącą chęć trenowania. Czekałem, co wydarzy się w kolejnym rozdziale nowych audiobooków. Planowałem sobie, że założone 20 km wybiegania podzielę na etapy według poszczególnych książek. Najpierw dokończę rozdział audiobooka (lub dwa, no, ewentualnie trzy) rozpoczętego dzień wcześniej, później wrzucę bardzo dynamiczną akcję z pewnego już znanego kryminału, w którym lektor cudownie interpretuje kulminacyjne momenty, a na koniec, gdy już będę padał na nos, spróbuję czegoś nowego, bo pobrałem darmową próbkę jednej z superprodukcji Audioteki.

Aż trudno w to uwierzyć, ale wielokrotnie tak byłem zasłuchany w akcję, że odsuwałem biegowe zmęczenie aż gdzieś poza piętnasty kilometr. Wokół sznur samochodów, omijani piesi, uciekający spod nóg chodnik, a ja zatopiony gdzieś w świecie wykreowanym przez dźwięki efektów specjalnych, podłożoną muzykę i intrygujący głos lektora. Wszystko oczywiście pod kontrolą i przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Audiobook jest jednak dużo bezpieczniejszy dla biegacza niż słuchanie energetyzującej muzyki, która bardziej znieczula, podczas gdy audiobook wyczula i wzbogaca otoczenie biegacza.

Gotuję i słucham

Telefon leży na stole, aplikacja jest włączona w układzie głośnomówiącym, a ja mam obie ręce wolne. Takich cudów to z książkami nie ma. Co prawda nie mam możliwości prostego przewijania opisów i opisów retardacyjnych, ale tak w gruncie rzeczy, to przecież autor po coś je do książki wprowadził, nieprawdaż?

Kieruję i słucham

Jeżdżę na stosunkowo krótkich trasach - do pół godziny. To za mało, żeby się zasłuchać w płytę z muzyką, ale wystarczająco, żeby wysłuchać kawałek rozdziału książki. Nie słucham już radia, w którym nieustająca popowa sieczka przerywana blokami reklam o infekcjach intymnych i rozpalaniu konarów, wyleczyły mnie z "delektowania" się muzyką. A tak? Głos lektora uspokaja mnie za kierownicą. Słuchanie lektury nie jest też tak absorbujące, by ingerowało w moją zdolność do bezkolizyjnego prowadzenia pojazdu.

Siedzę i słucham

Wczoraj czekałem w samochodzie na odbiór syna z zajęć pozalekcyjnych. Na zewnątrz lał deszcz, strzelały gromy, nie działał internet. Ja siedziałem i słuchałem kolejnego rozdziału zakupionej w Audiotece.pl książki. Jedynym moim zmartwieniem było to, czy aplikacja ściągnęła wystarczająco duży kawałek książki, bo chwilowo nie było opcji dogrania. Wystarczyło. Ale z auta wychodzić mi się nie chciało.

Na czym słuchać?

Ja słucham na telefonie komórkowym. Ale pewnie można na każdym urządzeniu, które pozwala na odtwarzanie głosu z pliku cyfrowego. Tablet, komputer, odtwarzacz mp3.

 

Paweł Mocek, Bookworm on the run


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje