Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 10. kolejki PKO Ekstraklasy

Hity PKO Ekstraklasy zazwyczaj okazują się niewypałami. Tym razem było jednak inaczej. Zarówno starcie Lecha ze Śląskiem, jak i Lechii z Legią, choć były jednostronne, to bardzo ciekawe i emocjonujące. Dostarczyły też sporo kandydatów do naszego zestawienia.

ASY:

Jesus Imaz (Jagiellonia Białystok)

Jego gole dają Jagiellonii punkty. W dwóch ostatnich meczach był jedynym strzelcem goli i podopieczni Ireneusza Mamrota te spotkania wygrywali. Tym razem nie zagrali wybitnie, ale dzięki trafieniu Imaza pokonali Zagłębie Lubin.

Sergiu Hanca (Cracovia)

Strzelił pięknego gola. Przerzucił piłkę nad Mateuszem Żyro i skutecznie wykończył akcję, dając Cracovii prowadzenie.

Jakub Kamiński (Lech Poznań)

Poprowadził Lecha do zwycięstwa w hicie kolejki. Strzelił dwa gole i zanotował asystę. Może tylko żałować, że na własne oczy nie widział Paulo Sousa. Może wysłałby dodatkowe powołanie.

Reklama

Krzysztof Kubica (Górnik Zabrze)

Lukas Podolski rozegrał cały mecz i pociągnął swoich kolegów do zwycięstwa. Przy nim inni wznieśli się na wyższy poziom. Jednym z nich był Kubica, który w pierwszej połowie trafił w poprzeczkę. W drugiej był skuteczniejszy.

Jesus Jimenez (Górnik Zabrze)

Podolski nie jest jednak najlepszym piłkarzem Górnika w przekroju całego sezony. Jest nim bowiem Jimenez. Tym razem do swojego dorobku dołożył gola i dwie asysty.

Milan Rundić (Raków Częstochowa)

W defensywie nie miał wiele pracy, bo Warta Poznań rzadko zagrażała bramce Kacpra Trelowskiego. Wykazał się za to w ofensywie. Najpierw sam strzelił, a potem popisał się precyzyjnym, długim podaniem do Vladislavsa Gutkovskisa, który też trafił do siatki.

Ivi Lopez (Raków Częstochowa)

Gdy podchodzi do stałego fragmentu, gol jest prawie pewny. Potrafi nie tylko świetnie uderzyć ze stojącej piłki, ale też dorzucić idealnie "na nos". Tak było też w meczu z Wartą. Po sprytnie rozegranym przez Hiszpana rzucie rożnym, wynik otworzył Rundić. W drugiej połowie Lopez już zapisał asystę, dośrodkowując idealnie na głowę Andrzeja Niewulisa.

Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin)

Już w poprzednim sezonie w pojedynczych meczach pokazywał duży talent. Zobaczył to nawet Paulo Sousa, który akurat na Pogoni kilka razy gościł. Teraz Kozłowski powoli staje się kluczową postacią w ofensywie "Portowców".

W meczu z Górnikiem Łęczna, podopieczni Kosty Runjaicia się bawili i to dosłownie. Mieli sporo miejsca na rozgrywanie akcji i z tego korzystali. Piłka aż cztery razy wpadała do bramki rywali. W dwóch trafieniach udział miał Kozłowski. Najpierw, w doliczonym czasie pierwszej połowy, po jego zagraniu, Kryspin Szcześniak trafił do własnej bramki. Z kolei na początku drugiej części Kozłowski już sam wykończył akcję.

Bartosz Śpiączka (Górnik Łęczna)

Strzelił już pięć goli. Jego trafienia nie przekładają się jednak na punkty drużyny, bo Górnik Łęczna zamyka tabelę PKO Ekstraklasy. Sam Śpiączka prezentuje jednak świetną skuteczną i nie przeszkadza mu w tym gra w ostatniej drużynie ligi. Jeśli utrzyma taką formę strzelecką, to po sezonie, nawet gdyby jego zespół spadł, 30-latek może znaleźć klub w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.

Maciej Gajos (Lechia Gdańsk)

Ostatnio prezentuje świetną formę. Rozdziela piłki w środku pola i napędza akcje Lechii. Tym razem popisał się przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego.

Tomasz Kaczmarek (trener Lechii Gdańsk)

Zwolnienie Piotra Stokowca wielu zaskoczyło. Wydawało się, że z zespołu nie da się wiele więcej wycisnąć. To jednak udało się Tomaszowi Kaczmarkowi, który w pięciu meczach zremisował tylko raz, w debiucie przeciwko Wiśle Kraków. Potem odniósł cztery zwycięstwa. Jego zespół zaczął grać efektownie, strzelać sporo bramek, a w ostatniej kolejce Lechia, w ładnym stylu, ograła Legię Warszawa. Mimo, że mistrz Polski nie wystąpił w optymalnym składzie, to i tak jest to osiągnięcie warte podkreślenia.

CIENIASY:

Paweł Kieszek (Wisła Kraków)

Popełnił chyba największy kiks 10. kolejki. Nie potrafił złapać dośrodkowania. Interweniował bardzo nieporadnie, dwukrotnie wypuszczając piłkę, aż trafiła do Alberto Torila, który strzelił do pustej bramki.

Matej Rodin (Cracovia)

Zamieszany w każdą straconą straconą bramkę przez Cracovię. Przy pierwszym golu zgrywał głową do przeciwnika. Później, w starciu z Mateuszem Makiem się poślizgnął, a następnie pociągał za koszulkę Mateusza Matrasa, czym dał sędziemu argument do odgwizdania naciąganego karnego.

Mateusz Żyro (Stal Mielec)

Jego konto obciąża przede wszystkim pierwszy gol Cracovii. Hanca ograł go w bardzo łatwy sposób, przerzucając nad nim piłkę.

Krystian Getinger (Stal Mielec)

Najpierw nie upilnował Otara Kakabadze, który zdobył bramkę. Kolejną strzelił sam Getinger, tyle że do własnej bramki, dzięki czemu Cracovia zdobyła punkt.

Tomasz Wajda (sędzia meczu Cracovia - Stal Mielec)

Przyznał karnego Stali w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Rodin ciągnął Matrasa za koszulkę, ale na powtórkach ciężko stwierdzić, czy spowodowało to upadek piłkarza z Mielca. Sędzia oglądał sytuację na monitorze, a mimo to zobaczył coś, czego chyba nie widzieli inni i odgwizdał rzut karny.

Szymon Lewkot (Śląsk Wrocław)

Słaby mecz całego Śląska, ale Lewkot zawalił czwartego gola. Choć wynik był już rozstrzygnięty, to nie powinien się tak zachować. Pod presją Kamińskiego stracił piłkę przed własnym polem karnym i gola strzelił Ishak.

Krzysztof Mączyński (Śląsk Wrocław)

On z kolei zawalił przy drugim golu dla Lecha. Próbował uderzać z dystansu, ale trafił w Kamińskiego, który przeprowadził kilkudziesięciometrowy rajd i wykorzystał sytuację sam na sam.

Robert Ivanov (Warta Poznań)

Przy pierwszym golu przegrał pojedynek główkowy z Rundiciem. Później dał się wyprzedzić Gutkovskisowi, który go zgubił i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza.

Kryspin Szcześniak (Górnik Łęczna)

Cała defensywa Górnika zagrała słabo. Szcześniaka obciąża drugi gol, kiedy trafił do własnej bramki. Później nie zdołał również zablokować strzału Kozłowskiego, choć tam musiał ratować sytuację.

Kamil Pajnowski (Górnik Łęczna)

Przy pierwszym golu popełnił fatalny błąd. Źle przyjął piłkę, ta trafiła do Sebastiana Kowalczyka, który po indywidualnej akcji zdobył bramkę.

Maik Nawrocki (Legia Warszawa)

Z Leicester zagrał znakomicie. W meczu ligowym z Lechią zanotował dużo gorszy występ. Najpierw niefortunnie interweniował przy strzale z dystansu Jarosława Kubickiego. Później popełnił jeszcze większy błąd. Pogubił się pod presją rywali i źle zagrywał na granicy pola karnego. Piłkę przejął Kacper Sezonienko i zagrał do Łukasza Zwolińskiego, który nie dał szans Cezaremu Miszcie.

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

Michał Przybycień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje