Reklama

Reklama

Żużel i alkohol – nierozłączni towarzysze. Widzieliśmy zbyt wiele pijackich skandali

Skandal na Teneryfie i awanturujący się z policją Rafał K. to nie pierwsze alkoholowe wyskoki w świecie czarnego sportu. Pijackich skandali w czarnym sporcie widzieliśmy zdecydowanie zbyt wiele.

Alkohol towarzyszy czarnemu sportowi niemal od zarania jego dziejów. - Dobrego żużlowca poznasz po tym, że w południe śmierdzi koniakiem. Słaby wali berbeluchą - mawiało się w czasach PRL-u. W tamtej epoce - jak powszechnie wiadomo - pił niemal każdy. Po transformacji ustrojowej w wielu środowiskach zaczęto zwalczać pijackie nawyki, podczas gdy w żużlu często wciąż biorą one górę.

Reklama

Za główny powód uznaje się przede wszystkim specyfikę tego sportu - ciągłe ryzyko utraty zdrowia czy życia, ogromny stres, nieustanną presję płynącą z trybun i mediów społecznościowych oraz potęgujący wszystko strach, który trzeba czym prędzej zwalczyć. - Jak ktoś za dużo myśli, to do żużla się nie nada - panuje przeświadczenie. A "najlepszy" sposób na zabicie nadmiernego myślotoku to rzecz jasna alkohol.

Nie jest to oczywiście regułą. Ikona polskiego speedwaya - Tomasz Gollob wyznał niegdyś, że podczas całej swojej kariery tylko raz pił alkohol - szampana za zwycięstwo w indywidualnych mistrzostwach świata. Kiedy na przełomie wieków spiker w Rybniku poinformował, że gospodarze zawnioskowali o zbadanie alkomatem zawodnika Polonii Bydgoszcz - Piotra Protasiewicza, kibice gości ryknęli śmiechem. Dobrze wiedzieli, że dzisiejszy kapitan Falubazu Zielona Góra to zadeklarowany abstynent.

Po drugiej stronie medalu mamy zawodników pokroju słynnego Joe Screena, wybitnego żużlowca i znanego imprezowicza. - Fifteen beers, fifteen points (piętnaście piw, piętnaście punktów) - zwykł mawiać w barach. Nigdy jednak nie zawalił przez to zawodów - stawiał się na treningach i meczach w pełni trzeźwy i gotów do jazdy. Nie wszyscy potrafili pić tak dojrzale, jak on.

7. Przegrał na torze ze Zmarzlikiem, ale wygrał pod klubem

Na wieńczące sezon 2019 indywidualne mistrzostwa Bydgoszczy Josh Grajczonek przyjechał wyraźnie nie w sosie. Australijczyk z polskim obywatelstwem dał się nad Brdą poznać jako prawdziwa dusza towarzystwa, trefniś i wesołek, a przed tymi zawodami najzwyczajniej w świecie zamknął się w sobie.

Powody takiego nietypowego zachowania wyszły na jaw szmat czasu po bydgoskim turnieju. Dzień przed nim odbywała się w Toruniu ostatnia runda cyklu Grand Prix. Po niej spora część towarzystwa z trybuny VIP przeniosła się na suto zakrapianą imprezę organizowaną przez jednego ze sponsorów. To podczas niej doszło do różnicy zdań między zawodnikiem Polonii, a Taiem Woffindenem. Trzykrotny mistrz świata z niewiadomych przyczyn wymierzył Grajczonkowi cios głową i złamał koledze nos.

6. Ale co to znaczy po meczu?

Przykry epizod z alkoholem w tle ma na swoim koncie także legendarny trener i selekcjoner reprezentacji Polski - Marek Cieślak. W 2015 roku - po pierwszoligowym finale w którym prowadzona przez niego Ostrovia uległa Lokomotivovi Daugavpils - o przebadanie go alkomatem zawnioskowali jego właśni przełożeni, działacze ostrowskiego klubu.

-Ale co to znaczy po meczu? Po meczu to ja mogę sobie pójść i wypić piwo - tłumaczył Cieślak przed kamerami lokalnej telewizji internetowej. Ten skandal był jednym z ostatnich gwoździ do trumny Ostrovii, która na skutek przekrętów działaczy nie wystartowała już w lidze w kolejnym sezonie. Sam selekcjoner bardzo mocno przeżył całą sytuację - miał spore problemy ze snem i schudł aż 8 kilogramów. Ostatecznie jednak wyszedł z tych zawirowań ochronną ręką - w kolejnym sezonie prowadził już ekstraligowy Falubaz Zielona Góra.

5. Upili go przeciwnicy?

W sezonie 2018 doszło do niecodziennej sytuacji w Gnieźnie. Przed meczem miejscowego Startu z Motorem Lublin kontroli na obecność alkoholu nie przeszedł młodzieżowiec gości, 21-letni Oskar Bober. Alkomat wykazał w jego krwi 0,4 promila alkoholu. GKSŻ ukarała go stosunkowo łagodny wyrokiem - 50 tysiącami złotych kary finansowej i miesiącem dyskwalifikacji.

Wokół całego zajścia narosło wiele plotek i teorii. Niektórzy sugerowali jakoby skandal został ukartowany przez gnieźnian. Mieli oni rzekomo "podstawić" młodemu żużlowcowi miejscową dziewczynę, która nakłoniła go do całonocnej balangi. Oficjalne postępowanie nie potwierdziło jednak tych doniesień.

4. Zlali Spartę, nalali na Kopernika

W środowisku żużlowym za największych imprezowiczów uchodzą zawodnicy pochodzący z Antypodów. W czarnym sporcie utarło się już powiedzonko o "australijskim luzie". Największymi ambasadorami takiej opinii o tej nacji byli bez wątpienia Darcy Ward i Chris Holder w czasach, gdy obaj reprezentowali Unibax Toruń.

Australijczycy w bardzo oryginalny sposób postanowili świętować domowe zwycięstwo nad Betard Spartą Wrocław w 2013 roku. Udali się do jednego z toruńskich klubów w którym świętowano osiemnaste urodziny. Początkowo świetnie się bawili, ale wraz z kolejnymi kolejkami sprawy zaczynały obierać coraz dziwniejszy obrót. Ostatecznie żużlowcy zaczęli się awanturować i... rozbierać, za co zostali wyproszeni z lokalu. Niestety, na toruńskim rynku obaj poczuli silną potrzebę fizjologiczną. Z niewiadomych przyczyn za najlepsze miejsce do wypróżnienia uznali pomnik Mikołaja Kopernika.

3. Zbyt szybki fajrant

Na samym początku pandemii COVID-19 branżowe media nie mogły nachwalić się Łukasza C. - byłego zawodnika Stali Gorzów. Chwalono go za wciąż rzadką umiejętność odnalezienia się w "życiu po żużlu", gorzowianin pracował bowiem wówczas jako kierowca karetki. Nazywano go bohaterem pomagającym społeczeństwu w walce z nowym zagrożeniem - koronawirusem z Wuhan.

Cała dobra opinia zebrana przez byłego mistrz Europy prysła 10 maja. Wówczas - po zakończeniu służby - miał wraz z sanitariuszem podjechać ambulansem do sklepu spożywczego i kupić tam alkohol. Według relacji świadków do jego konsumpcji doszło już w pojeździe, a obserwująca sytuację kasjerka powiadomiła o wszystkim policję. Należy jednak zaznaczyć, że sąd wciąż nie wydał w tej sprawie wyroku.

2. Rozwód rodziców poskutkował roczną dyskwalifikacją Darcy Ward od zawsze był uważany za lekkoducha. Wszystko to było jednak tylko zewnętrznym złudzeniem, gdyż w głębi serca był to wyjątkowo delikatny młody człowiek. Przed położonym z soboty na niedzielę GP Łotwy w sezonie 2015 "wydmuchał" 0,5 promila. Jak tłumaczył, w alkoholu topił smutki związane z rozwodem rodziców. 23-latka ukarano za to roczną dyskwalifikacją.

Uważany przez niektórych ekspertów za największy talent w historii czarnego sportu zawodnik wrócił na tor jeszcze mocniejszy niż przed wykluczeniem. Zdrowo się prowadził, ostro trenował. Podczas jego biegów wszystkim wydawało się, że obserwują przyszłego wielokrotnego mistrza świata. Niestety, nigdy nie dowiemy się czy te wrażenia były jasne. Kilka miesięcy po powrocie z dyskwalifikacji upadł na tor i doznał potwornej kontuzji kręgosłupa. Do dziś porusza się na wózku inwalidzkim.

1. Zniszczył życie młodej matki

Rafał Szombierski od zawsze uchodził w środowisku za człowieka, który lubi się napić alkoholu. - Jak człowiek ma doła, to musi coś zrobić. Ja akurat muszę się napić. U mnie to jest zwykle taki konkretny jednodniowy reset. Mam na działce taki drewniany domek. Jak dół, to biorę rower i tam jadę - mówił w rozmowie z portalem rybnik.naszemiasto.com.

27 marca 2020 roku znów "miał doła", jednak tym razem nie zdecydował się na rower. Wsiadł do samochodu i wyprzedzając na podwójnej ciągłej spowodował wypadek w którym ciężko ucierpiała 27-letnia Beata Leśniewska. Żużlowiec uciekł zaś z miejsca zdarzenia, a ścigającym go policjantom podał fałszywe dane. Przebywa w areszcie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje