Reklama

Reklama

Zobacz czym jeżdżą piłkarze polskiej Ekstraklasy

Co Radek Majdan zrobił ze swoją corvettą? Komu porwano auto dla okupu? Czy piłkarze nadal lansują się za kierownicą swoich wozów i jakie marki wybierają najczęściej? Zapraszamy do lektury tekstu o "furach", którymi jeżdżą zawodnicy Ekstraklasy.

Lśniąca corvetta i porwania dla okupu

Wiosna roku 2004. Przy Reymonta wielkie poruszenie. Ale wcale nie z powodu zakupu przez Wisłę nowego piłkarza. Na stadionowy parking zajeżdża bowiem lśniący, czerwony chevrolet corvette. Za kierownicą Arkadiusz Głowacki, obok niego Maciej Żurawski - dwie gwiazdy drużyny prowadzonej przez Henryka Kasperczaka. Na spotkanie z amerykańskim bolidem wychodzi Radosław Majdan. To specjalnie dla niego bowiem Corvetta przyjechała aż z Poznania. To tym autem wraz ze swoją ówczesną dziewczyną - Dodą podróżowali po Krakowie, budząc podziw i zazdrość przechodniów.

Reklama

- Chevroleta mam do dziś. Czeka w garażu na ciepłe dni, bo to auto wyłącznie na lato. Ma zdejmowany dach - uśmiecha się na pytanie o czerwoną bestię Majdan. - Trzeba umieć nim jeździć, bo bez kontroli trakcji to naprawdę narowista zabawka - zaznacza.

Na co dzień trener bramkarzy Polonii Warszawa ma coś o wiele spokojniejszego. Wtapiającego się w tłum forda focusa i elegancką limuzynę - mercedesa CLS. Ale pasja do samochodów pozostała. Majdana nietrudno namówić na rozmowę o motoryzacji.

- Kozackie samochody miał zawsze Jacek Bąk. On jeździł stuningowanymi wynalazkami. Tomek Iwan też lubił się pokazać w dobrym aucie. Miał hummera, maserati, potem BMW X6. Porsche cayenne, porsche carrera i mercedes AMG to z kolei samochody Piotrka Świerczewskiego - opowiada.

Z samochodami "Świra" wiąże się zresztą kilka anegdot. Gdy w 2004 roku przez kilka miesięcy był piłkarzem Cracovii, żartowano, że jego AMG warte jest więcej niż auta wszystkich pozostałych piłkarzy "Pasów". Kilka miesięcy wcześniej w Poznaniu, nieznani sprawcy napadli go pod domem i odjechali wspomnianym mercedesem. Wszystko dobrze się skończyło, gdyż następnego dnia Świerczewski miał wóz z powrotem. - Kibice Lecha są bardzo operatywni. Podzwonili po znajomych z różnych miast i auto się znalazło. Są jeszcze uczciwi złodzieje - cieszył się w rozmowie z "Faktem".

Podobna historia spotkała grającego kilka lat temu w Wiśle Kraków Tomasza Dawidowskiego. Dobrze poinformowani twierdzą, że jego sportowy chrysler crossfire porywany był dla okupu nie raz, a kilkakrotnie!

Jego autami jeździło pół Ekstraklasy

Idąc tropem samochodów Radosława Majdana, docieramy do Poznania. A konkretnie do Tomasza Magdziarza. Pomocnik Warty Poznań, to prawdziwa skarbnica wiedzy o samochodowych upodobaniach byłych i obecnych piłkarzy Ekstraklasy.

- Kiedyś moimi samochodami jeździło pół ligi. Sprzedawałem auta wielu zawodnikom. Marcinowi Burkhardtowi, Łukaszowi Trałce, Maciejowi Zieńczukowi, Mauro Cantoro, Maćkowi Żurawskiemu. Wszystko dzięki Arkowi Głowackiemu, który jest moim dobrym przyjacielem i wielkim pasjonatem motoryzacji. Często bywało tak, że co kupiłem sobie coś nowego, to już ktoś chciał to mieć. Nie zdążyłem się nacieszyć nabytkiem, a już musiałem sprzedawać, bo wywierano na mnie ogromną presję - śmieje się Magdziarz.

Przyznaje, że motoryzacyjną pasję zaszczepił mu ojciec, który również był wielkim pasjonatem samochodów. - Jak byłem mały to przy nodze miałem piłkę, a ręką podawałem tacie klucze. Futbol to moje hobby i praca, ale motoryzacja to część mojego życia. Lubię jeździć fajnymi samochodami, lubię je zmieniać. Podobne podejście ma Arek Głowacki. Fascynują nas auta sportowe, stare, nowe, właściwie każde. Teraz szukamy legendarnego porsche 956 do wspólnego garażu. Może być do odrestaurowania, bądź z oryginalnym lakierem - zdradza.

Jak zauważa Magdziarz, tendencje samochodowe wśród polskich piłkarzy nieco się zmieniły w ostatnich latach. Piłkarze nadal dobrze zarabiają i lubią te pieniądze wydawać, ale wydają je na nieco mniej krzykliwe samochody.

- Oni nadal lubią szybkie auta, ale inwestują w lepsze marki. Ostatnio zauważyłem, że kupują eleganckie, ekskluzywne samochody. Czasem nawet oszczędne dieselki. Jeśli ktoś nie jest indywidualnością, to bierze po prostu auto uniwersalne. Przykładowo, nie dwuosobowe porsche carrera, ale BMW X5. Kiedyś terenówki były inne, ale od jakiejś dekady, odkąd popularne stały się SUV-y terenówką można wygodnie jeździć na co dzień i wozić rodzinę - zauważa.

Zaznacza przy okazji, że samochodów już nie sprzedaje ("Najwyżej doradzam"). Wie jednak dobrze, co w piłkarskiej branży piszczy. - "Żuraw"? On już nie jeździ Astonem Martinem. Miał go przez jakiś czas, ale sprzedał. Teraz porusza się mercedesem G-klasą AMG. Czym ja jeżdżę? Mam mercedesa GL, a na specjalne okazje BMW Z8. Tak, właśnie to 400-konne - dodaje z błyskiem w oku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje