Reklama

Reklama

Żewłakow i paradoksy polskiej piłki

Michał Żewłakow kończy grę w reprezentacji Polski jako rekordzista wszech czasów (we wtorek zagra po raz 102.). Fakt ten jest dla naszej piłki budujący i wstrząsający zarazem.

Wójcik, Engel, Boniek, Janas, Beenhakker, Smuda - sześciu ostatnich selekcjonerów reprezentacji Polski dzieli bardzo wiele. Kilku do dziś nie przepada za sobą, niektórzy wręcz się nie znoszą uważając za wrogów. Jest jednak coś, co ich łączy. Wszyscy byli zdania, że Michał Żewłakow jest bezwzględnie jednym z najlepszych polskich obrońców. Trenerzy przemijali, a jego przygoda z kadrą trwała nieprzerwanie 12 lat. Dziś, w towarzyskim meczu z Grecją dobiega końca.

12 października 2010 roku był, dla Żewłakowa dniem niezwykłym. W towarzyskim meczu z Ekwadorem zagrał w kadrze 101. raz bijąc rekord Grzegorza Lato. Do tamtej chwili Franciszek Smuda nie widział nikogo innego, kto pomógłby mu wychować obrońców godnych polskich mistrzostw Europy. Z 11 poważnych spotkań prowadzonych przez Smudę, 34-letni piłkarz Ankaragucu Ankara opuścił 135 minut z powodu kontuzji. W innych był na boisku zawsze od początku do końca.

Reklama

I nagle stało się coś szokującego. Żewłakow został skreślony przez selekcjonera po "aferze buteleczkowej". Wypił ponoć za dużo wina i zbyt głośno się zachowywał w samolocie, którym kadra wracała do Polski. Wtedy dopiero kibice reprezentacji dowiedzieli się, że ten Żewłakow nie jest wcale taki święty jak się wydawało od jego debiutu w 1999 roku.

Charakter stopera jest tu sprawą kluczową. Przez lata był przykładem dowodzącym ile warte są w piłce: inteligencja, pracowitość i poświecenie. Profesjonalnie Żewłakow mógł być wzorem. Od stołecznego Drukarza, przez Marymont, Polonię, Beveren, Mouscron do europejskiej piłki w Anderlechcie i Olympiakosie, gdzie zdobył dwa tytuły mistrza Belgii i trzy mistrza Grecji. W Champions League wystąpił 26 razy, gdy większość kolegów z kadry bezskutecznie śniła o niej. Brał też udział we wszystkim, co dobrego spotkało w tym czasie reprezentację: awans na mundiale w 2002 i 2006, oraz Euro 2008.

Mimo wszystko czuję się bardzo dziwnie, gdy widzę Żewłakowa w galerii sław polskiej piłki przed Grzegorzem Lato (100 meczów w kadrze), Kazimierzem Deyną (97), Zbigniewem Bońkiem (80), czy Włodzimierzem Lubańskim (75). To są nazwiska, które tworzyły wielkość drużyny narodowej. Rekordzista Żewłakow w europejskiej skali nigdy nie wyrósł ponad przeciętną. Jest w gruncie rzeczy dowodem, jak złe było ostatnie 12 lat w polskiej piłce.

Piłkarz Ankaragucu Ankara zagrał w kadrze 102 razy nie odnosząc ani jednego poważniejszego sukcesu. Sam niczemu nie jest winien. Przeciwnie: zrobił wszystko, co należało do niego. No, może prawie wszystko - jeśli uznamy, że "afera buteleczkowa" była faktycznie niedopuszczalnym uchybieniem. Gdyby nie ona Żewłakow grałby jednak w kadrze co najmniej do Euro 2012. To wręcz niewiarygodne, że w 40-milionowym kraju nie można znaleźć dwóch środkowych obrońców godnych klasy 34-latka z 12. drużyny w tabeli ligi tureckiej.

Czytaj inne teksty Darka i dyskutuj z nim na blogu - Kliknij!

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Michał Żewłakow | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje