Reklama

Reklama

Zegan cieszy się życiem

Maciej Zegan w minionym roku dwukrotnie walczył o bokserskie mistrzostwo świata organizacji WBF wagi lekkiej. W kwietniu w Dąbrowie Górniczej pokonał Amerykanina Joe'a Zeikle, a w listopadzie obronił ten tytuł wygrywając z Argentyńczykiem Victorem Claudio Martinetem.

Maciej Zegan w minionym roku dwukrotnie walczył o bokserskie mistrzostwo świata organizacji WBF wagi lekkiej. W kwietniu w Dąbrowie Górniczej pokonał Amerykanina Joe'a Zeikle, a w listopadzie obronił ten tytuł wygrywając z Argentyńczykiem Victorem Claudio Martinetem.

30-letni wrocławianin (8 lutego miał urodziny), z zawodowej grupy Hammer KnockOut Promotions, teraz przygotowuje się do gali bokserskiej w Wołowie, obok jego rodzinnego Wrocławia, która odbędzie się 19 lutego.

- Dlaczego zrezygnował pan z tytułu mistrza świata organizacji WBF?

- Zrzekłem się pasa, bo w najbliższym czasie mam dostać szansę walki o zawodowe mistrzostwo Europy w mojej kategorii wagowej (rywalem Zegana będzie prawdopodobnie Białorusin Jurij Romanow - przyp. red.). W obecnej sytuacji jest to dla mnie lepsze rozwiązanie.

Reklama

- Walka o mistrzostwo Europy jest ważniejsza?

- Z menedżerem Andrzejem Wasilewskim ustaliliśmy, że tak będzie korzystniej dla rozwoju mojej kariery. Zdobycie tytułu, którego ma się z kolei zrzec Włoch Stefano Zoff, pozwoli mi bardziej zaistnieć na bokserskim rynku. Tytuł mistrza Europy jest bardziej znaczącym niż mistrzostwo organizacji WBF.

- Kiedy odbędzie się walka o mistrzostwo Europy?

- Jeszcze nie wiadomo. Prawdopodobnym terminem jest połowa kwietnia, ale pewność będziemy mieli pod koniec bieżącego miesiąca.

- Teraz pan przygotowuje się do gali, która 19 lutego odbędzie się w Wołowie, niedaleko pańskiego rodzinnego Wrocławia.

- Spotkam się tam z dobrym pięściarzem z Rumunii. Stoczył on w swojej karierze 13 walk, z tego przegrał tylko jedną albo dwie. Z pewnością nie będzie to łatwy przeciwnik.

- Oglądał pan swojego najbliższego rywala na kasetach wideo?

- Nie widziałem go w akcji, ale teraz już bardziej koncentruję się na pojedynku o mistrzostwo Europy. Galę w Wołowie potraktuję właśnie pod kątem najbliższej walki o tytuł. 19 lutego muszę po prostu boksować po swojemu, a powinno być dobrze.

- Zamierza pan w przyszłości walczyć w Stanach Zjednoczonych, jak np. Tomasz Adamek?

- Każdy zawodnik chce boksować za Oceanem, bo tam występują najlepsi.

- Co jest potrzebne, aby to marzenie zrealizować?

- W głównej mierze trzeba mieć dobrego promotora, bo to oni decydują o tym, z kim dany zawodnik będzie walczyć.

- Takiego jak Don King?

- Właśnie. Dzięki niemu Andrzej Gołota w maju po raz trzeci z rzędu dostaje szansę walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej (z Lamonem Brewsterem - przyp. red.), bez potrzeby toczenia walk rankingowych.

- Wcześniej swoją walkę o mistrzostwo świata w wadze półciężkiej stoczy Dariusz Michalczewski - z Francuzem Fabricem Tiozzo.

- Byłem zaproszony 26 lutego do Hamburga, ale niestety, nie będę mógł tam pojechać. Będę jednak trzymał kciuki za Darka i życzę mu zdobycia tytułu.

- Zawodowy bokser walczy dwa, góra trzy razy do roku. Przez cały czas nie musi się pan też przygotowywać do kolejnych pojedynków. Co pan robi w wolnym czasie?

- Najcięższe treningi są na miesiąc przed walką. Wcześniej też nie można zaniedbywać formy, ale ćwiczy się mniej intensywnie. W wolnych chwilach spaceruję z dzieckiem, chodzę z żoną do kina albo do dyskoteki. Trzeba przecież cieszyć się życiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL