Reklama

Reklama

"Zbliżyliśmy się do RPA"

Zwycięstwem z Czechami 2:1 zbliżyliśmy się do wyjazdu na mistrzostwa świata, ale z drugiej strony przed nami jeszcze sporo spotkań. Cieszy, że polski zespół coraz lepiej się prezentuje i już nie ma przestojów jak dawniej - powiedział kapitan reprezentacji Polski Michał Żewłakow.

- W każdym meczu reprezentacja występuje w linii obrony w innym składzie personalnym i ustawieniu. Jaki to ma wpływ na boiskowe poczynania?

- Na pewno nie pomaga, ale trener wybiera takich zawodników, których już znam. Nie są to kompletnie nowe twarze, więc nasza gra nie wygląda najgorzej.

- Jednak na początku meczu z Czechami defensywa nie ustrzegła się poważnego błędu.

- Zaszwankowała komunikacja między nami, wydaje mi się, że w tej sytuacji byłoby lepiej, gdyby Jakub Wawrzyniak nie dotykał piłki. Cieszę się, że mamy bramkarza (Artur Boruc), który stoi na posterunku i zażegnał niebezpieczeństwo.

Reklama

- Przed sobotnim spotkaniem oficjalnie z drużyną narodową pożegnał się Jacek Bąk. Teraz oczy wszystkich w obronie skierowane są na Pana, czyli na tego, który ma z tyłu trzymać zespół.

- Wcześniej rolę kierownika naszej formacji i całej ekipy sprawował Jacek, teraz ja przejąłem jego rolę. Staram się wywiązywać tak dobrze jak potrafię, choć nie można zapominać, że są jeszcze Jacek Krzynówek, Mariusz Lewandowski i Artur Boruc, który swoją charyzmą potrafi zarazić zespół.

- Wygraną z Czechami 2:1 uczyniliście krok w kierunku awansu do mistrzostw świata, ale z drugiej strony dopiero trzy mecze za wami.

- Dlatego też apelowałbym przed hurraoptymizmem, bo to czasami jest złudne i prowadzi w ślepą uliczkę. Wiadomo, że po takim meczu są duże nadzieje, jednak trzeba wykonać kolejne, niby mniejsze, ale w praktyce bardziej trudne kroki. Mimo tego, że Słowacja nie jest tak bardzo utytułowana jak Czechy, nastawiamy się, że środowa konfrontacja będzie jeszcze cięższa i będzie trudniej o punkty.

- Podczas sobotniej potyczki na Stadionie Śląskim dało się zauważyć, że Czesi generalnie mniej angażowali się w ofensywę od polskich piłkarzy.

- Drużyna czeska przyjechała do nas grać ostrożny futbol. Kiedy da im się czas, kiedy mają piłkę, wówczas kombinacyjnym atakiem potrafią stworzyć kilka sytuacji. Trzeba przyznać, że my też nie prezentowaliśmy się perfekcyjnie, lecz mieliśmy troszkę szczęścia. Rywale w moim przekonaniu ustawili się na kontrę, chcąc rozważnie pograć w obronie i w miarę możliwości zagrać szybką piłkę.

- Z jakiego elementu gry jest Pan najbardziej zadowolony?

- Cieszy, że my zaczęliśmy grać w piłkę, to nie jest szarpany futbol. Już nie ma 10 czy 15 minut dobrej postawy z naszej strony, a później jeden wielki przestój. W sobotę mieliśmy namiastkę dobrego meczu, chociaż ciągle musimy się poprawiać.

- Kiedy ostatni raz rywalizował Pan na Słowacji?

- Chyba nigdy tam nie grałem. Albo było to strasznie dawno, w meczu do lat 17. W najbliższej przeszłości przez Słowację tylko przejeżdżałem, udając się do Grecji. Jeśli chodzi o Słowaków, drużyna niebezpieczna, jest w niej wiele młodych twarzy. Trzeba ją uszanować, ale i dobrze rozpracować.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama