Reklama

Reklama

Zbierają szable, polski hokej strategiczny dla świata

W kuluarach MŚ Dywizji IB w Krynicy trwa "dyplomacja i łowy", której celem jest pozyskanie głosów przed zbliżającymi się wyborami prezesa Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Zanosi się na to, że za sterami polskiego hokeja dojdzie do zmiany. Turniej w Krynicy jest wydarzeniem dnia na stronie IIHF-u, co dowodzi, że dla światowych władz hokeja Polska jest strategicznym punktem.

Obecny prezes, Zdzisław Ingielewicz, przez większość środowiska hokejowego uznawany jest za persona non grata. Rok temu - najpierw na łamach katowickiego "Sportu", a później w INTERIA.PL - zaatakował szefów klubów zarzucając im tępotę umysłową.

Reklama

- Uważam, że głupotę trzeba tępić. Będę zawsze przeciwko tępocie umysłowej niektórych działaczy, którzy zamiast walić się w swe piersi, wolą walić się w cudze - grzmiał prezes Ingielewicz. - Ja im mówię: "dość, wystarczy tej zabawy". Jak chcemy zmieniać polski hokej, to go zmieniajmy, ale wspólnie. Róbmy każdy na swoim podwórku to, co do niego należy. Nie może być tak, że kozłem ofiarnym i wytłumaczeniem nieudolności wielu działaczy klubowych będzie PZHL. Czas powiedzieć, że jednym z głównych problemów polskiego hokeja jest słabość intelektualna wielu działaczy klubowych, którzy nie zarządzają klubami w taki sposób, na jaki ta dyscyplina zasługuje.

Czytaj cały wywiad:

Ingielewicz: Problemem hokeja są działacze

Po tych słowach w środowisku zawrzało jak w ulu. Prezes został wygwizdany podczas przemowy na otwarcie MŚ w Krynicy, przez co jego wypowiedź ograniczyła się do słów: - Życzę udanego turnieju.

- Prezes Ingielewicz zapomniał, że większość działaczy poświęca swój prywatny czas i pieniądze, by kluby mogły w ogóle przetrwać - zauważyła pierwsza dama polskiego hokeja Katarzyna Zygmunt. Hokejowa sędzia, córka znakomitego zawodnika KTH Krynica, a później trenera - Ryszarda Bialika. Poprawa kondycji dyscypliny leży jej na sercu m.in. dlatego, że w ślady dziadka chce pójść jej dwunastoletni syn.

- Wywołując taką wojnę Ingielewicz popełnił wielki błąd. Na dobrej współpracy z klubami, wymianie poglądów mógłby tylko zyskać - powiedział mi Karol Pawlik, dyrektor sportowy GKS-u Tychy.

- Organizacyjnie reprezentacja Polski wygląda lepiej niż za moich czasów, ale jako dyscyplina polski hokej mógł zajść znacznie dalej przez ostatnie lata - podkreśla Mariusz Czerkawski, jeden z najlepszych polskich hokeistów wszech czasów.

Zdzisław Ingielewicz obiecał znaleźć sponsora polskiego hokeja, ale nie powiodło mu się, podobnie jak doprowadzić do otwarcia przy którejkolwiek z AWF trenerskiej specjalizacji hokejowej. Na plus z pewnością należy mu zapisać stabilizację w sztabie szkoleniowym reprezentacji. Trener Wiktor Pysz jest świetnym fachowcem, który dobrze wywiązuje się zarówno z selekcji, jak i przygotowania reprezentacji. W Krynicy mamy cztery równe "piątki", z których każda strzela gole (w spotkaniu z Litwą - po dwa, za wyjątkiem formacji Marcina Kolusza, która zapewniła nam trzy bramki).

Już teraz trwa przedwyborcze liczenie "szabel". Poważnym kandydatem opozycji jest niezwiązany z hokejem, ale doświadczony w zarządzaniu biznesmen - Piotr Hałasik. To były prezes i właściciel siatkarzy Kazimierza Płomienia Sosnowiec. Wytypowały go śląskie kluby, na czele z Zagłębiem Sosnowiec, Naprzodem Janów, GKS-em Tychy, GKS-em Katowice i Polonią Bytom.

Niemałe poparcie ma także były sędzia hokejowy klasy międzynarodowej Jacek Chadziński, który do wyborów idzie w koalicji ze swym kolegą po fachu - Krzysztofem Zawadzkim. - Nasz plan jest oparty na ewolucji, bo rewolucje były dobre za czasów Lenina, a polskiego hokeja nie uratuje się w rok - powiedział mi Chadziński. - Najwyższa pora przenieść środek ciężkości z reprezentacji, bo w skali globalnej to wszystko jedno, czy ona gra w światowej drugiej, czy trzeciej lidze, i przywiązać większą wagę do odbudowy systemu szkolenia, bez którego nie da się zrobić postępu. Właśnie w oparciu o dobre szkolenie młodzieży uciekli nam ostatnio Węgrzy i Słoweńcy.

W szranki o fotel prezesa stanie najpewniej także Ingielewicz, który na razie ma mocne poparcie, ale tylko klubów amatorskich, które za jego kadencji zostały wciągnięte w struktury PZHL-u. Pewne jest jedno - najbliższe wybory szefa polskiego hokeja będą ciekawe.

Na razie skoncentrujmy się jednak na MŚ w Krynicy. Przed "Biało-czerwonymi" kolejny rywal - Rumunia, ale po jej niedzielnej porażce 1-4 z Holandią może się okazać, że najtrudniejszym do ogrania przeciwnikiem będą dla nas "Pomarańczowi". Poza samą grą, krzepiące jest to, że Wiktorowi Pyszowi udało się zbudować w ekipie dobrą atmosferę. Strzałem w "dziesiątkę" było powierzenie opaski kapitańskiej Marcinowi Koluszowi. - W odróżnieniu od hokeistów, którzy przekroczyli już "trzydziestkę", Marcin ma lepszy kontakt z młodszym pokoleniem naszej kadry - uzasadnił w rozmowie z nami Wiktor Pysz.

- Jestem tolerancyjnym kapitanem, żadnym tam zamordystą. Gdy trzeba rozluźnić atmosferę, pośmiejemy się w szatni także ze mnie, każdy u nas jest na równych prawach - mówi Kolusz.

Po trafieniach Krystiana Dziubińskiego w meczu z Litwą hokeiści urządzili "kołyskę" z okazji narodzin dziecka "Dziubka".

Polska jest ważnym punktem na mapie światowych władz hokeja (IIHF). Choć równolegle toczą się mistrzostwa światowej drugiej ligi (Dywizja I gr. A w Lublanie), wiadomością dnia na oficjalnej stronie IIHF-u jest artykuł "Polska szuka nowych bohaterów" o reprezentacji Wiktora Pysza. Przytaczane są ciekawe wypowiedzi Leszka Laszkiewicza, dla którego turniej w Krynicy jest 15. MŚ z rzędu, czy Adama Borzęckiego. Obaj nie ukrywają, że poziom hokeja w Polsce na początku ich kariery był dużo wyższy, niż jest obecnie.

- Od czasu do czasu udawało nam się awansować do elity, a wielu naszych zawodników grało w silnych klubach zagranicznych. Dzisiaj o jednym i drugim możemy zapomnieć - podkreśla Laszkiewicz.

- Gdy my zaczynaliśmy grać, mogliśmy się wzorować na takim zawodniku jak Mariusz Czerkawski. Gdy widziałeś, że ktoś z Polski przebił się w Szwecji, a później zrobił karierę w NHL dostawałeś przykład, że jednak można, takiego kopa do pracy. Teraz takich topowych hokeistów mamy jak na lekarstwo i młodzi nie mają zbyt dobrych wzorców - rozkłada ręce Borzęcki.

Nowe władze PZHL-u będą musiały zmienić tę tendencję.

Michał Białoński, Krynica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje