Reklama

Reklama

Zarzeczny: Skoki są nudne, Małysz też

Skoki są nudne i Małysz jest nudny. Ale w zimie nie ma wyboru. To już szósty rok, jak zarazem cieszymy się i męczymy z Małyszem.

Cieszymy, bo kiedy w zimie nie chce się wyłazić z chałupy, on sam przychodzi do nas i czasem nawet wygrywa. Zawody mają pewne napięcie: mianowicie najpierw można spokojnie ugotować obiad, potem go zjeść, a i tak zdąży się na kulminację, czyli skoki czołowej dziesiątki. Pan Adam zazwyczaj tam jest.

Dzięki niemu wiemy ilu Polaków lubi w zimowe weekendy jeść obiad w domu przed telewizorem - od 6 do 12 milionów.

Zarazem się z nim męczymy. Już nie pofrunie. Nie pobije swoich rekordów. Nie powie ani jednego ciekawego zdania i nie wywoła skandalu. Jest regularny jak zegarek i przewidywalny jak pory roku. Rywali szanuje, każdemu się kłania i docenia. Ma sympatyczną żonę, ale ciągle tę samą. Zarabia dobre pieniądze i kupuje szybkie auta, ale się nimi nie rozbija. Nigdy się nie upił, przy ludziach oczywiście. No, można mu zarzucić tylko, że nie ma matury, ale w nartach do szkoły nie wpuszczają.

Reklama

W tym dziwnym środowisku, w którym połowa skoczków za mało je i trąci anoreksją, a połowa za dużo pije i zionie gorzałką, on idzie środkiem, zdecydowanie i cywilizowanie.

W światku, w którym każdy interesuje się nartami i dziewczynami, jego ciekawi elektronika. Dziwoląg taki.

Jest mało polski, nawet w tym zapewne, że zbyt systematyczny, pracowity i konsekwentny. Może dlatego, że ewangelik? Może dlatego że góral, ale nie z Zakopanego tylko z Wisły? Okaz. Biały kruk.

To fenomen i samouk. Kiedy ruszał po pierwszy triumf w Turnieju Czterech Skoczni, w 2001 roku, fachowcy prorokowali, że już się skończył, a miał nieco ponad dwadzieścia lat... Jego trenerem był wtedy właściciel sklepu z pamiątkami, bo nikt inny tej amatorki nie chciał. Tymczasem Małysz lał każdego o kilkanaście metrów i bił rekordy kolejnych obiektów. Miał potem różnych trenerów z Polski, Austrii i Finlandii, ale każdy widział, że nie są mu oni do niczego potrzebni, poza machaniem chorągiewką. Nie wychowali nikogo innego. Ale on nie dał im się też popsuć.

Nie przeszkodziły mu żadne zmiany w przepisach, zmiana nart, krój kombinezonów, limity wagowe. Ani to, że ma już mistrzostwo świata i dożywotnią olimpijską emeryturę. Nie zwalnia. Bardzo możliwe, że w środku ma same śrubki, że to cyborg. Połączenie człowieka i maszyny.

Nie jest faworytem Turnieju Czterech Skoczni, który właśnie dziś się zaczyna. Tyle że w skokach nigdy niczego nie wiadomo, a cuda zdarzają się na okrągło. Jak wtedy, gdy dziewięcioletni Klimek Murańka przypiął narty i przeskoczył Wielką Krokiew.

W światowym sporcie liczy się tak naprawdę tylko kilka dyscyplin. Tych, których mistrzowie znani są na całej planecie. Pod tym względem spośród Polaków najlepszy jest wciąż Gołota, a drugi może być kiedyś Kubica. Trzeciego nie ma.

No, w zimie tym pierwszym jest jednak Adam Małysz. A gdyby go nie było? Nie, jego nawet nie dałoby się wymyśleć.

Paweł Zarzeczny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL