Reklama

Reklama

Zarzeczny: Nikt nas nie lubi no i dobra

Od wczoraj znów mam rewelacyjny humor. Anglia, nasza wspólna futbolowa ojczyzna (i nie tylko, skoro przyjęła ostatnio setki tysięcy naszych, no, może poza prezydentem...) jest już w ćwierćfinale.

Może komuś jej gra się nie podobać - ja jednak jak zobaczyłem rzut wolny Beckhama, albo genialną akcję Rooneya, który tracąc niby piłkę założył Hurtado siatkę, prześcignął go, a gdy zdawało się że padnie ze zmęczenia - nie podnosząc wzroku idealnie wycofał przed bramkę do Gerrarda... Kiedyś mawiano - oczy dookoła głowy. Sorry, ale Ronaldinho wysiada. Zwłaszcza że nie wolno go kopać, a Rooneya wolno faulować na okrągło.

Z Anglikami mamy także jedną rzecz wspólną, mianowicie fanów. Jednych i drugich jest do cholery i trochę, jedni i drudzy kochają barwy narodowe tak samo mocno jak klubowe, jedni i drudzy przeżyli mnóstwo klęsk. Ale nie pękają, co w kultowej pieśni "Football is coming home" opisują jakże trafne słowa - trzydzieści lat porażek nie pozbawiło nas marzeń. A skoro cytaty - łączy nas także to, że świat się boi kibiców z Anglii i Polski, co pięknie oddaje hymn Millwall - nikt nas nie lubi, nikt nas nie lubi, nikt nas nie lubi, no i dobra...

Reklama

O tym, że to niechęć totalnie nieuzasadniona, zaraz postaram się przekonać. A to za sprawą naszego zakończonego startu, w którym to nie piłkarze, ale biało-czerwoni fani powalczyli o mistrzostwo świata i wygrali nawet z Niemcami. A jak miało być? Strasznie.

Pozwolę sobie przypomnieć, co o nas tuż przed mundialem napisał Berliner Zeitung, podając taką liczbę bzdur, przy których tym razem wysiada nawet nasz parlament.

Tytuł: POLSCY CHULIGANI SĄ NIEOBLICZALNYM ZAGROŻENIEM DLA PORZĄDKU (a jak wiadomo ordnung muss sein - porządek musi być). Nie bardzo wiadomo skąd wzięła się śmiała ta teza, bowiem policmajster Eberhardt Schoenberg wyznał gazecie coś jakby przeciwnego: "Wiemy o nich bardzo mało" (mogą zatem owi chuligani istnieć wyłącznie w teorii, niczym marsjanie, o których też nie wiadomo zbyt wiele).

No, a teraz garść cytatów: "Polska policja ma także mało informacji na ich temat" (uff - mocno się kryją!). "Udają turystów". "Bez zahamowań sięgają po broń" (czyżby po szaliki?). "Podobno utrzymują kontakty z grupami przestępczymi" (podobno?). "Bili się niedawno w brandenburskim lesie z chuliganami z Niemiec" (faktycznie bili się, ale członkowie gangów motocyklowych, poza tym wszystko się zgadza)..."Berliner" napisał, iż Polacy tym chętniej przyjadą chuliganić, bo nie będą mieli transmisji w telewizji (no i figa, mają). A w ogóle ich celem nie jest Dortmund i mecz z Niemcami, tylko Berlin, "gdzie piwo leje się strumieniami i gdzie droga ucieczki do ojczyzny jest najkrótsza" (niezły bełkot, przy którym wysiadają - tym razem - nawet nasi sprawozdawcy, zwłaszcza ten co tak wczoraj współczuł Anglii, że awansowała do ósemki i zapowiedział tam jej nokaut - ihahahahaha!).

Autora Berliner Zeitung, a z nim wielu Niemców zapewne nie poinformowano, że w Polsce też mamy piwo, nawet niemieckie i do tego dużo tańsze. A w ogóle to lubimy pryskać nie do domu, a całkiem odwrotnie. Z domu.

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje