Reklama

Reklama

Zarzeczny: Małysz, duże nic, no i Klemens

Ja wiem, że dzisiaj laskarze (okropna nazwa) grają w finale mistrzostw świata, ale jakoś mnie to nie kręci.

Ja wiem, że dzisiaj laskarze (okropna nazwa) grają w finale mistrzostw świata, ale jakoś mnie to nie kręci.

Mam kolegę w Łodzi (szef sportu w Expressie Ilustrowanym, bardzo fajna gazeta), który nie nadawał się do żadnej dyscypliny - kompletny brak talentu i koordynacji... Ojciec zapisał go więc do hokeistów na trawie o nazwie bodaj Budowlani, gdzie Pawełek okazał się gwiazdą wielu sezonów i nigdy nie spadł z ligi. Gdy go pytałem jak to możliwe - mówił, że z ligi hokeja nikt nigdy nie spadał i można było nawet przegrać wszystkie mecze po 0:15, co on zresztą z kolegami robił z autentycznym zapałem. No więc poznałem tę dyscyplinę z tej oto strony, że jest to zabawa góra kilkuset facetów w kraju (w Pyrlandii zazwyczaj) i że znacznie popularniejsza jest w Polsce gra w tysiąca na przykład, nie mówiąc już o trzepaniu dywanów. No więc gratulo, wiem że ten Mikuła jest niekiepski, ale jakoś mnie to nie rusza. Nawet mimo tego, że parę lat temu w hokeja właśnie polski klub zdobył Puchar Europy.

Reklama

Podobnie spokojnie czekam na ewentualny debiut Matusiaka w Palermo. Życzę mu kilku goli i rajdu przez pół boiska a nawet całe, ale tu martwi mnie fakt, że niby rywalizujemy z Włochami o Euro, a naszego najlepszego napastnika i do tego z zespołu lidera sprzedajemy na Sycylię, i do tego na ławkę, taka to przykra jest różnica między nami a makaronami...

Ale możemy za to dołożyć im w skokach. Tak, Małysz jest w świetnej formie i mistrzem być musi, tych młodziaków z którymi rywalizuje chyba zje trema. Ale ponieważ o Małysza jestem spokojny, jak zwykle wkurza mnie powoływanie i wysyłanie drużyny. Ja wiem, że Adam musi mieć z kim zagrać w karty, muszą mieć wycieczkę do Japonii działacze, trenerzy i masażyści, ale to co dzieje się z polska kadrą woła o pomstę do nieba. Miał być świetnie przygotowany Hula, to jest najgorszy, a wszystkim kadrowiczom dowala niejaki Żyła, o którym nikt nie słyszał i niczym go nie rozpieszczał. Od pana prezesa Tajnera usłyszałem, że w dobrej formie jest Mateja - no to skoczył akurat o dwadzieścia i pół metra krócej od Małysza, co na średniej skoczni uznać należy zapewne za jakiś rekord. No, na mistrzostwa jednak pojedzie, zapewne żeby oddać skok, który rozśmieszy Japonię.

Ja, jeśli już chodzi o wycieczki, zamiast tego sportowego emeryta posłałbym 12-letniego Klimka Murańkę, który właśnie mignął mi w zawodach drużynowych pod nie pasującym w ogóle do takiego dzieciaka imieniem Klemens. Klimek to ten małolat, który mając lat 9 skoczył na Wielkiej Krokwi 135,5 metra (lepiej niż niedawno sławni goście w Pucharze Świata) i trzeba było mu tak dalekich skoków zabronić! Z tego co wyczytałem fruwa więc głównie z maluchami, o czym świadczy dwukrotne mistrzostwo świata Dzieci i dwa zwycięstwa w imprezie o najśmieszniejszej nazwie jaką w życiu słyszałem - w Pucharze Doskonałego Mleka (są tam skocznie K 35, czyli dla tego chłopca o całe sto metrów za krótkie! - tak na zdrowy rozsądek). Co ciekawe jego trener nazywa się tak jak w "Misiu" i "Rysiu", czyli Jarząbek. Więc jeśli o przyszłość skoków chodzi panowie i panie - ja zamiast Kruczka z Mateją posłałbym do Sapporo Klimka z Jarząbkiem! Nawet jak jest jakiś limit wieku (bo jest), niech się chociaż przyglądają i uczą. Ten Gregor Schlierenzauer nie jest przecież wiele starszy. A ktoś na niego postawił.

My też myśleć musimy o przyszłości, o tym, że kiedyś Małysza zabraknie. Co nam wtedy zostanie do oglądania w zimowe południe: Mateja, Matusiak na ławie albo laskarze?

Jeżeli o mnie chodzi - nein, danke!

Paweł Zarzeczny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL