Reklama

Reklama

Zarzeczny: Kebab i wojna z islamem

Najważniejsza sprawa w Nowym Roku jest taka: pokój z islamem. Zamiast dżihadu, Świętej Wojny i okupacji Iraku. Zwłaszcza po zamordowaniu Husajna.

Bo przecież wiadomo, że nie o demokrację tu chodziło, tylko o ropę. Bo gdyby USA tak chciały na Bliskim Wschodzie demokracji, swą krucjatę winny zacząć od Królestwa Arabii Saudyjskiej. Swojego największego sojusznika.

Reklama

Nie wiem, ja nie chcę być z okazji wielkiej polityki ani wysadzany, ani porywany, nie chcę zostać niczyim zakładnikiem, mieć ściętej głowy ani występować w telewizji Al-Dżazira. Nie chcę też oglądać, jak arabskie bojówki mordują w odwecie sportowców, ambasadorów, może i prezydentów. W odwecie nie za łajdaka, który gnębił własny naród, ale w odwecie za zdeptaną godność. A ludzie Wschodu są nadzwyczaj ambitni i pamiętliwi.

Nieoczekiwanie z islamem, z religią islamu zetknąłem się w Sylwestra. W centrum Warszawy kupowałem kebab - to taka turecka bułka z baraniną (czasem z kurczakiem, jako podróba), która wyparła z rynku i hot-doga, i bułkę z pieczarkami, a dobija i zapiekanki z serem. Nawet Big Maca, pewnie dlatego, że kebab nie powstaje ze zmiotek z podłogi, tylko doskonale widocznego, świeżo upieczonego mięska. I oto gdy prosiłem o kebab - miły Turek powiedział mi, że ofiaruje mi go za darmo.

Hm, zaraz poprosiłem o podwójną porcję mięsa, pani z kolejki od razu o kebaby dwa, a ekipa TVN, która kręciła ze mną jakąś migawkę, też ruszyła do darmowej konsumpcji. Spytałem Turka skąd ta szczodrość, rzadko w Warszawie spotykana w tych czasach. Facet odpowiedział, że w naszego Sylwestra muzułmanie mają Święto Ofiarowania.

Studiowałem kiedyś i religioznawstwo, ale akurat tego święta nie zapamiętałem. A było tak. Prorok Abraham tak pragnął syna, że przyrzekł ofiarować go Bogu, jeśli się narodzi. Kiedy chłopiec przyszedł na świat, kiedy podrósł, postanowił to zrobić i związanego syna wielokroć uderzał nożem. Na ciele Ismaila nie pojawiały się jednak żadne rany. Pojawił się za to Anioł Gabriel i rzekł: "Bóg widzi twoją wierność i zsyła ci barana, żebyś zostawił w spokoju Ismaila i ofiarował właśnie to zwierzę..."

Opowieść ta jest bardzo prawdziwa i życiowa. Jest tam i to, że prorok obiecał, a zapomniał... Że wplątał się we wszystko szatan i zaczął od podburzania żony... No i nawet ciekawostka, że zesłany z niebios baran uciekł! Głęboko przejmująca historia, z której wyraźnie wynika, że i w tej muzułmańskiej religii Bogu nie o zabijanie chodzi, a o wierność, pokój, miłość. Czyli jak wszędzie!

Dowiedziałem się tego dzięki zwykłemu kebabowi, no i od razu pomyślałem, że dobry to znak. Przypominający, że ludzie innej wiary to niekoniecznie terroryści, żyjący obsesją zbrodni i przemocy (to dlatego tak ostro zareagowali na wykład Benedykta XVI o historii islamu). Że przedstawianie ich religii w sposób komiczny (jak w tych karykaturach o przyjemnościach czekających w raju na męczenników świętej wojny z niewiernymi - przestańcie się wysadzać, bo chwilowo brakuje dziewic...). Wszystko to przecież zwulgaryzowanie i brak szacunku dla innej wiary, kultury, stylu życia.

Na szczęście są też dobre znaki. Oto Prezydent Polski Lech Kaczyński bardzo zdecydowanie wypowiedział się za przyjęciem Turcji do Unii Europejskiej. Pierwszego kraju islamskiego, co jak wiadomo na większość członków Wspólnoty działa jak płachta na byka i starają się Turków przynajmniej izolować. Jaki mamy w tym interes, żeby myśleć inaczej? Na pewno względy bezpieczeństwa i tworzenie przeciwstawnego, silnego bloku dla Rosji, to oczywiste. Było nie było - przypomnę tylko, że to Turcja jako jedyne mocarstwo nigdy nie uznała rozbiorów Polski, a miejsce dla posła z Lechistanu czekało ponoć zawsze na sułtańskim dworze. Ba, to kraj, który najeżdżał Polskę po wielokroć, ale czasem dawał się nam efektownie pobić - wypromował na przykład Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, tego co to dziś reklamuje wódkę i fajki.

Polacy lubią Turków, to znaczy lubią muzułmanów. Nie zmienił tego stosunku nawet Ali Agca, ten który strzelał do papieża (nota bene Bułgarzy, którzy tamten zamach organizowali, właśnie dzisiaj do Unii weszli, a Serbowie, którzy bronili w wojnie swej niepodległości, ze względu na kilku nieodnalezionych jeszcze zbrodniarzy do Unii dopuszczeni nie są - ot, taka logika dziejów).

Turcja w UE - jak dla mnie może być, a islamu się nie boję (choć strasznie bałem się jako dziecko, kiedy Staś i Nel uciekali przed tymi strasznymi derwiszami przez pół Afryki, no ale w zamian poznali słonia, tego z kolei im zazdrościłem...).

I dziwię się naszemu czołowemu piłkarzowi Szymkowiakowi, że tak mu ta Turcja obrzydła, że postanowił stamtąd uciec i skończyć karierę - to może chłopie jeszcze kasę oddaj! Mówiłem mu wcześniej zresztą, że ładuje się na minę, że w tym Trabzonie jak zobaczy jakąś fajną kozę, to nie w mini, tylko taką z kozią bródką, co od rana robi "meeee" i nie potrafi gotować...

Taki to kraj. Ani piękny, ani bogaty, ani specjalnie pracowity (czyli same podobieństwa do nas). Ale będący częścią europejskiej kultury - w końcu to tam odkopano takie znane miasto jak Troja... I tak myślę sobie w Nowy Rok, że gdy o pokój z islamem trzeba się nam starać, w imię wspólnego bezpieczeństwa, to od tego islamu nie wolno się nam odwracać. I nie wolno go izolować.

Nawiązywanie cieplejszych kontaktów zacząłem zatem od kebeba. Czego i Państwu życzę. Smacznego.

Paweł Zarzeczny

Dowiedz się więcej na temat: Turcja | pokój | wojna | kebab

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje