Reklama

Reklama

Zarzeczny: Ja też wybieram głodówkę

Wreszcie pielęgniarki totalnie mi (mnie?) zaimponowały.

Mianowicie w poniedziałek zaczęły głodówkę. Ja zabieram się do tego już lat kilkanaście i zawsze obiecuję sobie, że to właśnie już od następnego poniedziałku. I guzik, pękam jak cienka gumka. Na szczęście nie ja jeden. Ponieważ pielęgniarki zaczynają ten osobliwy (bo niczym poza nadmierną wagą ciała nieuzasadniony) protest w tempie jedna na trzy godziny - wszystkie zaczną głodować gdzieś na początku następnego stulecia. Patrząc w kalendarz - nawet ja dołączę się wcześniej.

Reklama

W ogóle ta głodówka skłania mnie - podobnie jak premiera - głównie do żartów. Bo do tej pory głodowali u nas głównie pacjenci szpitali. Stąd te rodzinne delegacje, które nie przychodzą sprawdzić raz dziennie temperatury chorego (jak wyżej wymienione panie), tylko przynieść mu zupę, drugie, kompot, deser - bo inaczej z głodu zdechnie taki pacjent, nie z choroby wcale! Pielęgniarki wybrały absolutnie zły bardzo sposób walki, jak drużyna która chciałaby tylko faulować i drzeć się wniebogłosy (Włosi tak kiedyś grali, ale zmienili styl i są mistrzami świata). Pielęgniarki mają jednak farta. Głodują darmo. Bo normalny człowiek, żeby w Polsce głodować musi kupić sobie wczasy odchudzające za dwa tysiaki (kolega był, podobało mu się, ale twierdzi że najgorsze jak od trzeciego dnia strasznie zaczyna śmierdzieć kupa - bo organizm się oczyszcza).

No, dość żartów. Panie w czepkach wybrały broń niestosowną do sytuacji. Jeżeli premier ustąpi - niech od razu składa dymisję, bo nigdy nie opędzi się od protestujących. Na razie idzie na przeczekanie. Czasu jest sporo. Bywało i tak, że podobne protesty trwały latami, zdarzały się ofiary śmiertelne nawet, ale stanowcze rządy zwyciężały (np. pani Wielce Honorowa Margaret Hilda baronessa Thatcher, z górnikami i bojownikami Irlandzkiej Armii Republikańskiej, ona nie liczyła trupów tylko budżet Wielkiej Brytanii). Pamiętam nietypową okupację w Albanii, którą kiedyś w komunistycznych czasach odwiedziłem. Otóż pewna rodzina (pewnie też pielęgniarska, bo lubiła się dawać pielęgnować) zajęła nagłym atakiem przez płot ogród ambasady Włoch w Tiranie. Policja Envera Hodży nie mogła jej wygonić, bo to teren to był - eksterytorialny. Włosi intruzów wyganiać początkowo nie chcieli - żeby pokazać jakie ci Albańczycy cierpią prześladowania) . No i... siedziała ta rodzinka w ogródku ambasadorskim 10 lat chyba (!!!), żywiła się roślinkami i paczkami zrzucanymi z okna. Chcemy w Warszawie powtórki? Takiego pata, jaki mamy w Alejach Ujazdowskich właśnie? Otóż ja się sprzeciwiam. I to z pobudek nie politycznych wyłącznie, a również muzycznych i ekologicznych. Bo oto panie przeszkadzają w koncertach szopenowskich w sąsiadujących przez ogrodzenie Łazienkach, a do tego - tłukąc butelkami - płoszą rzadkie w Warszawie gatunki ptaków. To nie żarty! Bo ja jestem za dźwiękami fortepianu w tym miejscu i za trelem słowików... Należałoby zatem z tym protestem, w tym akurat miejscu, zrobić dokładnie to samo co ze sztandarem PZPR - wyprowadzić!

Ja wiem, ze modne dziś jest sprzyjanie kobietom, zwłaszcza słabym i biednym. Ale na mnie nie liczcie. Od kiedy wyrosłem z krótkich portek, najbardziej cenię sobie porządek.

I tego oczekuję od premiera.

Paweł Zarzeczny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje