Reklama

Reklama

Żądamy ambicji i zwycięstwa!

W środę Polacy zagrają w Dortmundzie mecz ostatniej szansy. Jeśli biało-czerwoni przegrają z Niemcami, będą mogli powoli pakować walizki i czekać na mecz z Kostaryką.

Po meczu z Ekwadorem trudno być optymistą. Porażka w złym stylu w pierwszym meczu, nie wróży niczego dobrego w starciu z gospodarzami turnieju. Jedno jest pewne, środowe spotkanie w Dortmundzie pokaże dwie bardzo istotne kwestie: czy polscy piłkarze mają choć trochę ambicji oraz czy trener potrafi zmienić skład na tyle, żeby zagrał on o dwie klasy lepiej niż z Ekwadorem.

Reklama

- Mamy świadomość ile dla nas znaczy ten mecz. Jeśli nie zdobędziemy punktów, możemy już się pakować - stwierdził trener Paweł Janas. Czy ta świadomość wystarczy żeby pokonać Niemców?

Bez cienia wątpliwości należy stwierdzić, że drużyna gospodarzy jest lepsza pod względem piłkarskim od reprezentacji Polski. Ma lepszych piłkarzy, stwarza sobie bardzo dużo sytuacji bramkowych, posiada światowej klasy pomocników i napastników. Niemcy mają również trenera, który potrafi pracować pod presją i umie dotrzeć do psychiki zawodników.

Jedyną formacją, która popełnia rażące błędy jest obrona, co pokazał również pierwszy mecz Niemców z Kostaryką. Obrońcy gospodarzy razili w inauguracyjnym spotkaniu szczególną nieporadnością przy zagrywanych przez rywali prostopadłych podaniach w okolice pola karnego. W ten sposób Kostaryka zdobyła dwie bramki, ale głównie dzięki fenomenalnej szybkości Wanchope'a.

W perspektywie dzisiejszego meczu z Niemcami, wypada zapytać, czy Polacy potrafią grać dokładne, prostopadłe piłki oraz czy mamy zawodników tak świetnie przygotowanych szybkościowo jak wspomniany Wanchope? Niestety mecz z Ekwadorem pokazał, że nie posiadamy ani jednego, ani drugiego.

Na czym w takim razie oprzeć nadzieję, że uda się jednak pokonać Niemców?

Pierwsza rzecz to ambicja, maksymalne zaangażowanie (mają zapieprzać ile fabryka dała - cyt. Antoni Piechniczek) oraz psychiczne nastawienie na walkę do upadłego. Jeśli zabraknie, któregoś z tych czynników, Niemcy mogą sprawić nam podobne lanie jak cztery lata temu Portugalczycy (0:4). Kibice wybaczą piłkarzom jeden czy drugi błąd, ale nie wybaczą, jeśli wybrańcy Janasa, przejdą obok tego meczu bez utraty sił, bez przysłowiowego gryzienia trawy, bez maksymalnego zaangażowania.

Nadzieję na korzystny wynik w starciu z gospodarzami można również oprzeć na zmianach w składzie. Paweł Janas obiecał, że na pewno dokona jednej korekty w wyjściowej jedenastce, ale jego przełożeni (Piechniczek, Listkiewicz) są zdania, że należy wymienić trzech lub nawet czterech zawodników. Oczywiście to Janas będzie decydował o składzie ekipy, ale wydaje się, że byłby samobójcą, gdyby rzeczywiście zdecydował się tylko na jedną zmianę.

Racjonalnie podchodząc do dzisiejszego meczu, nie mamy za wielu szans. Jednak piłka bywa czasami irracjonalna i mecz wygrywa drużyna, teoretycznie skazywana na porażkę. Zwycięzcy takich spotkań zostają bohaterami na długie lata. Pozostaje jednak pytanie, czy nasi piłkarze chcą być bohaterami narodowymi, czy może wolą udać się na wcześniejsze wakacje i przygotować się do kolejnego sezonu w swoich klubach, w których zarabiają gigantyczne pieniądze.

Dziś wieczorem przekonamy się, jakimi wartościami w życiu kierują się polscy piłkarze. Niech jednak pamiętają, że reprezentują 40 milionów Polaków, że grają nie w reprezentacji Janasa, Listkiewicza, czy całego PZPN. Grają w reprezentacji Polski i grają również o honor i dumę swoich rodaków. Dlatego Panowie piłkarze, żądamy od Was ambicji oraz zwycięstwa!

Andrzej Łukaszewicz, Dortmund

mundial2006.blog.interia.pl

Zobacz galerię zdjęć z treningu Polaków w Dortmundzie

Zobacz galerię zdjęć z przygotowań Niemców

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | mecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje