Reklama

Reklama

Zabrakło tylko pogody

Po siedmiu dniach zmagań Tour de Pologne 2008 dobiegł końca. Znamy już zwycięzcę tegorocznego wielkiego ścigania, został nim Niemiec Jens Voigt. Poza fatalną aurą, a także incydentem samowolki kolarzy w Lublinie (zrezygnowali z pokonania jednej pętli) wszystko było na medal. Dlatego należy pochwalić organizatora i dyrektora wyścigu Czesława Langa.

Tour gościł tym razem we wschodniej części polski. Składał się z siedmiu etapów, podczas których 178 kolarzy miało przejechać w sumie 1258 kilometrów. Przez nieoczekiwane załamanie pogody przejechali około tysiąca, ale i tak dostarczyli niemałych emocji. Zarówno negatywnych, jak pozytywnych.

Największa impreza w Polsce

Do plusów zaliczyć możemy przede wszystkim rozmiar i zasięg imprezy. W trakcie trwania TdP nikt nie miał wątpliwości, że jest to największa sportowe przedsięwzięcie w Polsce. "Cyrk" Tour de Pologne przemierzał tym razem wschodnią część kraju i wzbudzał ogromne zainteresowanie, gdziekolwiek się pojawił. Można przyjąć, że widzów byłoby jeszcze więcej, gdyby tylko dopisała pogoda. Za rok powinno być lepiej, ponieważ już dziś wiemy, że Tour AD 2009 rozpocznie się w pierwszych dniach sierpnia.

Reklama

Innym ważnym aspektem jest udział czołowych kolarzy na świecie, z mistrzami olimpijskimi Fabianem Cancellarą i Samuelem Sanchezem na czele. Cancellara i Sanchez, a także urocza Maja Włoszczowska (srebrna medalistka olimpijska w MTB podczas TdP była reporterką TVP) zostali nagrodzenie w trakcie gali zakończenia 65. wyścigu Tour de Pologne w Kopalni Soli Wieliczka.

Gdyby nie pogoda...

Nie zawiodła grupa zawodowa CSC Saxo Bank, która przyjechała w gwiazdorskim składzie i spełniła oczekiwania, gdyż jej kolarz, Jens Voigt, w znakomitym stylu wygrał 65. edycję Tour de Pologne. Sam zawodnik, który po raz siódmy uczestniczył w wyścigu organizowanym przez Czesława Langa, bardzo chwalił organizację zawodów.

- Gdyby nie pogoda, wszystko byłoby naprawdę wspaniale. Duże brawa dla pana Langa za odpowiednie podejście i zrozumienie kolarzy - przyznał Niemiec, nawiązując do tego, że dyrektor wyścigu - na wniosek kolarzy - godził się na skracanie etapów (z uwagi na deszcz i ziąb).

Jak zwykle podczas wyścigu można było emocjonować się występem Polaków. Co prawda żadnemu z nich nie udało się wygrać etapu, ale na pewno jednym z bohaterów jest Marcin Sapa, najlepszy uciekinier, który wywalczył koszulkę dla najaktywniejszego kolarza. W górach pokazał się Marek Rutkiewicz, któremu niewiele zabrakło do tego, aby na jednym z etapów znaleźć się w czołowej trójce. Był czwarty, ale i tak możemy to uznać za duży sukces. Tak samo jak jego dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Zapytany przez nas o plusy Touru, wymienił przede wszystkim wzorową organizację.

Sztuka dyplomacji

- Wszystko stoi na najwyższym poziomie. Jeździłem w Cofidisie, startowałem w Paryż-Nicea i Tour de Suisse. One są na tym samym poziomie organizacyjnym. Co prawda Czesław Lang nie trafił z pogodą, ale naprawdę nie można go za to winić - przyznał Polak. Zagadnięty z kolei o minusy wyścigu, nie wymienił żadnych.

- Naprawdę, nie ma się do czego przyczepić - zapewniał.

Zimno i deszcz powodowały, że Czesław Lang cały czas musiał wykazywać się sztuką dyplomacji, by dojść do porozumienia z kolarzami. Apogeum konfliktu nastąpiło na czwartym etapie, który miał zakończyć się w Lublinie, ale się nie zakończył. Zawodnicy postanowili bowiem zastrajkować, bo ich zdaniem było zbyt niebezpiecznie, aby się ścigać i zatrzymali się na mecie drugiej rundy, a miały być trzy. Lublin był bardzo zawiedziony taką postawą kolarzy i ma się domagać od organizatora zadośćuczynienia finansowego za straty, jakie poniósł.

Rundy sławią kolarstwo!

- Byłem zaskoczony strajkiem, ale kolarze chcieli pokazać, że też mają wpływ na przebieg wyścigu. Protest zapoczątkowała mała grupka z Allanem Davisem z Quick Stepu i zawodnikami CSC Saxo Bank. My, jako peleton, musieliśmy być solidarni. Szkoda mi było lubelskich kibiców - wyznał szczerze po zakończeniu wyścigu Marek Rutkiewicz, dziesiąty zawodnik klasyfikacji generalnej. Zachowanie Davisa nie ujdzie mu raczej na sucho. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) może go ukarać za udział w zmowie dyskwalifikacją oraz grzywną do 10 tys. franków szwajcarskich. Na materiałach telewizyjnych doskonale widać, jak Australijczyk namawia kolarzy do strajku.

Fakt, że kolarze zachowali się głupio, ulegając namowom Davisa zrozumiał Voigt. W geście przeprosin na gali w Wieliczce - przy kilkuset osobach i przed obliczem kamer - Niemiec wręczył panu Czesławowi honorową koszulkę swego teamu. - Dziękuję za wszystko. Za rok przyjedziemy tu tak samo w mocnym składzie i postaramy się znowu zwyciężyć - zadeklarował Voigt.

Za rok etapy Tour de Pologne ponownie mają się kończyć rundami w miastach, czego czasem obawiają się kolarze. Mogą być jednak spokojni, bo inny termin (początek sierpnia), musi przynieść lepszą pogodę.

Rafał Walerowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama