Reklama

Reklama

Wyjątkowy mecz

Spotkanie Turcja - Niemcy w piłkarskich Mistrzostwach Europy powinno być wspólnym świętem, bez przemocy - apelują do kibiców niemieckie władze, związek piłkarski oraz przedstawiciele tureckiej społeczności. Półfinałowy mecz, który zostanie rozegrany w środę w Bazylei, będzie dla Niemiec wyjątkowy ze względu na żyjącą w tym kraju, a liczącą 2,1 miliona, mniejszość turecką

Świętowała ona każdy sukces reprezentacji Turcji w mistrzostwach, i to huczniej niż liczniejsi niemieccy kibice osiągnięcia kapitana Michaela Ballacka i jego drużyny. W samym Berlinie żyje 200 tys. Turków. W środę wieczorem dziesiątki tysięcy z nich, wraz setkami tysięcy niemieckich kibiców, przyjdzie zapewne pod Bramę Brandenburską, gdzie już we wtorek utworzona zostanie specjalna strefa dla fanów futbolu ze sceną i ekranami.

Ze względu na wyjątkowość tego spotkania strefę wydłużono o pół kilometra - do 1,2 km. Organizatorzy berlińskiego party spodziewają się 500 tysięcy uczestników. Władze zakładają, że zarówno w trakcie jak i po meczu nie dojdzie do niepokojów.

Reklama

"Liczymy na to, że wszystko odbędzie się w radosnej, pokojowej atmosferze i że jedni będą cieszyć się z sukcesu, a drudzy przyjmą porażkę z godnością" - powiedział rzecznik berlińskiej policji Berhard Schodrowski w telewizji N24.

Dobrej myśli jest również trener niemieckiej reprezentacji Joachim Loew. "Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie bez prowokacji, a wynik meczu nie obciąży niemiecko-tureckiej przyjaźni" - mówił na konferencji prasowej w Tenero.

Loew, który trenował dwie tureckie drużyny Fenerbahce Stambuł i Adanaspor mówił, że z Turcji wywiózł jak najlepsze wspomnienia. W Berlinie, jak na razie, na potyczki kibiców futbolu się nie zanosi. Samochody ozdobione są podwójnie - niemieckimi i tureckimi flagami. Obie flagi widać także przed tureckimi barami. Według niektórych mediów środowe spotkanie będzie "historyczne".

"25 czerwca 2008 roku dojdzie do nowego meczu niemiecko- niemieckiego (...) Tym razem zmierzą się ze sobą starzy i nowi Niemcy" - napisał w poniedziałek w internetowym wydaniu dziennik "Die Welt". Porównuje on spotkanie do meczu pomiędzy dawną NRD, a RFN z czerwca 1974 roku.

"Granice i mury straciły znaczenie, ale podział ról jest podobny: Z jednej strony wielkie, bogate Niemcy, a z drugiej - największa grupa imigrantów, dążąca do dobrobytu i uznania, osiągająca także sukcesy, lecz mimo to mająca niższy status. W środę gra toczyć się będzie o szacunek, a być może o zrozumienie siebie nawzajem" - komentuje "Welt Online". I podkreśla, że kibice mają szansę napisać nowy rozdział "historii integracji" społeczności tureckiej w Niemczech.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL