Reklama

Reklama

Wygrasz - źle, przegrasz - źle. Nic nam się nie podoba!

"Może nawet lepiej, że Argentyna nie przyjechała do Polski w najmocniejszym składzie. Wiadomo - zwycięstwo cementuje, a porażki wprowadzają niepewność" - ocenia w swoim felietonie dla INTERIA.PL legendarny zawodnik Romy i Juventusu Turyn, Zbigniew Boniek.

Wygrasz - źle, przegrasz - źle. Co nam się podoba? Chyba nic! Lubimy tylko narzekać i wybrzydzać. Oczywiście problemy są i można merytorycznie rozmawiać, konfrontować się i zastanowić, czy więcej nauczy nas porażka 0-6 z Hiszpanią, czy zwycięstwo 2-1 z Argentyną.

Opinie mogą być różne i każdy ma prawo bronić swoich poglądów. Ciężko natomiast patrzeć na krytykę, która jest nastawiona tylko na niszczenie, wprowadzanie fermentu czy bałaganu. Argentyna to była pewnie drużyna B czy C. Ale co z tego? Przecież my już w Tajlandii, czy na innych turniejach wymyślonych "w kosmosie" graliśmy z różnymi "kelnerami".

Reklama

"Kelnerzy" argentyńscy, jakby się temu dobrze przyjrzeć, byliby bożyszczami w polskiej lidze. Strzelec bramki, Marco Ruben, nie gra w Villarrealu w pierwszym składzie, bo ma przed sobą Nilmara czy Giuseppe Rossiego - zawodników znakomitych. W kadrze Argentyny byli też piłkarze z Porto czy Benfiki, którzy zarabiają ogromną kasę, a w piłkę naprawdę grać potrafią.

Może nawet lepiej, że Argentyna nie przyjechała do Polski w najmocniejszym składzie. Wiadomo - zwycięstwo cementuje, a porażki martwią i wprowadzają atmosferę niepewności.

Smuda niech dalej buduje swoją drużynę. Na razie jesteśmy w tym samym punkcie, w którym byliśmy rok temu. Czasu troszeczkę zostało i nikt mi nie powie, że na Euro 2012 nie stać nas na jakąś niespodziankę. Trzeba tylko wszystko uporządkować i dać jasny sygnał, że wiemy, o co chodzi, co chcemy osiągnąć i jaki jest nasz plan.

Z tym niestety mamy najwięcej problemów. Bardziej dmuchamy i chuchamy na ewentualnych przyszłych reprezentantów niż na tych, którzy dzisiaj w kadrze grają. Drużyna musi mieć swój szkielet, piłkarzy pewnych tego, że zagrają, odpowiedzialnych za wynik, czujących, że to oni są pewniakami, że to jest "ich" drużyna. Na razie takich piłkarzy jest za mało, ale o tym już musi pomyśleć Franz.

Póki co, skończmy gadać, że jest ciepło. W TVP podczas meczu nie mogłem już tego słuchać. Kto chce grać w piłkę, ten musi kochać pot, zmęczenie, wysiłek! Zarówno finał Euro, jak i inauguracja będzie o godzinie 18.00, więc przestańmy się martwić i wmawiać piłkarzom i kibicom, że jak jest gorąco, to nie można grać wielkiej piłki.

PS. Stadion Legii zrobił na mnie wielkie wrażenie. Naprawdę, jest to najwyższy europejski standard. I dzisiaj trzeba już zacząć myśleć o tym, kiedy Legia będzie klubem, który tak jak Lech czy Wisła będzie nas reprezentował w Champions League.

Czytaj inne felietony i dyskutuj na blogu Zbigniewa Bońka - Kliknij!

***

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | Boniek | Euro 2012 | reprezentacja Polski | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama