Reklama

Reklama

Wydarzenie, które zmieniło życie Adama

Niewiele brakowało, a Adam Małysz skończyłby ze skakaniem w wieku nastolatka. Podzieliłby los Mateusza Rutkowskiego, Wojciecha Topora, czy wielu innych.

Niewiele brakowało, a Adam Małysz skończyłby ze skakaniem w wieku nastolatka. Podzieliłby los Mateusza Rutkowskiego, Wojciecha Topora, czy wielu innych.

Była zima 1994/1995. 18-letni Adam z Wisły miał już kończyć przygodę ze sportem. W wymagającej sporego wysiłku kombinacji norweskiej szło mu nieźle (srebro w mistrzostwach Polski juniorów młodszych), ale początki w skokach, do których namówił go wuj Jan Szturc (były trener reprezentacji) miał ciężkie.

Coraz częściej chodziła mu po głowie myśl, żeby dać sobie z tym wszystkim spokój. Zawiesić narty na kołku i skoncentrować się na egzaminie z zawodu blacharz-dekarz. - Chodząc po dachach też da się wyżyć - myślał sobie i miał rację, bo dekarstwo to najbardziej deficytowa profesja w polskim budownictwie. Np. solidne firmy dzisiaj przyjmują zamówienia dopiero na lato 2011 roku. Cały rok 2010 mają zajęty.

Reklama

Wszystko odmienił Czech z Frensztatu Pavel Mikeszka. Był trenerem reprezentacji Polski i uparł się zabrać Adama na Turniej Czterech Skoczni. Nie było łatwo. Polski Związek Narciarski ledwie wiązał koniec z końcem (o żadnych sponsorach mowy nie było), a przede wszystkim w Małyszu nie widział perspektyw. Wolał stawiać na Wojciech SkupieniaRoberta Mateję.

Jak przystało na Czecha, Mikeszka nie był w gorącej wodzie kąpany. Wszystko przemyślał i ... zabrała Adama na własny koszt. Mikeszce pomogła społeczność Wisły. Jej mieszkańcy zebrali 800 marek niemieckich. Taka pomoc sąsiedzka dla ziomka. Tak nastąpił przełom w karierze Adama Małysza. Później jego kariera potoczyła się, jak lawina. Orzeł z Wisły podbił świat skoków!

4 stycznia 1995 r. Adam zadebiutował w zawodach Pucharu Świata w Innsbrucku na słynnej skoczni Bergisel. Zajął 17. miejsce. Dziś byśmy taki wynik uznali za klapę, ale wtedy polskie skoki były w kryzysie. Z utęsknieniem czekaliśmy na pojawienie się następcy Stanisława Bobaka, czy Piotra Fijasa, którym od czasu do czasu udało się wskoczyć na podium, ale po raz ostatni w 1987 r.

W lutym 1996 r. roku Małysza zobaczyliśmy po raz pierwszy na podium (Iron Mountain, 2. miejsce) i małyszomania zaczęła się rozkręcać. Sezon skończył na 7. miejscu na świecie. Choć najlepsze dla Adama miało dopiero nadejść, tylko Bobak był wyżej w klasyfikacji generalne Pucharu Świata - (w 1980 r. na trzeciej pozycji).

Największe sukcesy Orła z Wisły wymieni jednym tchem każde dziecko: - Kryształowa Kula za wygranie Pucharu Świata w latach: 2001, 2002, 2003 i 2007, a przede wszystkim jako pierwszy Polak zdobył dwa medale na jednej zimowej olimpiadzie (srebro i brąz w Salt Lake City ), jest rekordzistą 11 skoczni na całym świecie.

Nic dziwnego, że u schyłku kariery Małysz wciąż deklasuje wszystkich w kategorii na najpopularniejszego sportowca. Według najnowszych badań ARC Rynek i Opinia Orzeł z Wisły z 54,5 proc. poparciem dystansuje polskiego jedynaka w Formule 1 - Roberta Kubicę (42,6 proc.) i ciągle popularnego - mimo straty miejsca w reprezentacji Polski - bramkarza Celticu - Artura Boruca (42,4 proc.).

Adam swoimi skokami, ale też, a może przede wszystkim skromnym i przyjaznym usposobieniem podbił serca Polaków. Jest jedynym sportowcem, na którego brzmienie nazwiska przed telewizory biegną trzymać kciuki nawet statystyczne gospodynie domowe. Boruc, Smolarek, czy nawet Kubica ich nie ciekawią. Tylko ten sympatyczny Adaś z wiecznie niezmiennym wąsikiem.

Mamy nadzieję, że największy sukces - złoto olimpijskie, jest wciąż przed Adamem i że osiągnie go w Vancouver.

TAJNER: Adam odzyska błysk i będzie medal!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL