Reklama

Reklama

Wołowski: Wisła z biletem do mistrzostwa

Legia, albo Lech - jedna z tych drużyn miała odebrać Wiśle tytuł mistrzowski. Tymczasem na dwie kolejki przed końcem rozgrywek tylko drużyna Skorży ma swój los w swoich rękach.

Jesienią Wisła przegrała i z Legią w Warszawie, i z Lechem w Krakowie. Wydawało się, że drużyna, która poprzednie mistrzostwo wywalczyła spacerem przestaje się liczyć w boju o obronę tytułu. Na faworyta nr 1 wyrastał Lech, który dzielnie wojował w Pucharze UEFA, a Smuda z graczami takimi jak Stilić, Arboleda, Lewandowski, Murawski, czy Rengifo zdawali się wyrastać ponad naszą ligę. Na dodatek Poznań jest najbardziej wygłodniały sukcesu, Lech nie był mistrzem 16 lat.

Na Wisłę powszechnie się nie liczyło, drużyna z Sobolewskim, Cantoro, Baszczyńskim, Głowackim i Zieńczukiem najlepsze czasy ma za sobą. Skorża musiał też przezwyciężyć brak motywacji w klubie, który w ostatniej dekadzie zdobywał mistrzostwo sześciokrotnie. Kiedy na początku rundy kontuzji doznał Paweł Brożek sprawa Wisły wydawała się rozstrzygnięta definitywnie.

Reklama

Tymczasem Legia fatalnie zaczęła wiosnę, Lech miał niedawno serię sześciu remisów, za to drużyna Skorży zdobyła w pojedynkach z bezpośrednimi rywalami aż 4 pkt. I dziś jest jedyną, która zależy od siebie. Jeśli wygra w Gdańsku z broniącą się o utrzymanie Lechią, a za tydzień ze Śląskiem w Krakowie, nikt tytułu jej nie odbierze.

Nie tylko kłopoty Tele-Foniki spowodowały, że od pewnego czasu właściciel Bogusław Cupiał osłabiał drużynę. Kiedyś Liga Mistrzów była jego wielkim marzeniem, ale czy ktoś, kto przegrał eliminacje pięć razy może poderwać się do boju po raz szósty? Kłopot w Krakowie będzie polegał na tym, by przekonać właściciela klubu, że warto wciąż mieć złudzenia, bo droga do Champions League jest tym razem najłatwiejsza. Zmiana formuły eliminacji sprawia, że mistrz Polski nie może trafić na zespoły klasy Barcelony, albo Realu Madryt, co w poprzednich latach zdarzyło się wiślakom trzykrotnie.

Przygotowania do batalii o piłkarski raj są jednak na razie tylko marzeniem. Rzeczywistością jest dzisiejszy mecz z Lechią i pojedynek ze Śląskiem. Wystarczy jedno najmniejsze potknięcie, by swoje marzenia spełniły Legia lub Lech. Drużyna Urbana musi dziś jednak zdobyć Wrocław, zespół Smudy Warszawę (bardzo ciężki mecz z bijącą się o puchary Polonią).

Czy można wyobrazić sobie większe nudy niż rozgrywki, w których tytuł mistrzowski rozstrzyga się na półmetku? Tak było w ubiegłym sezonie, ten jest jego przeciwieństwem.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL